2008-01-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nowy Rok 2008 (czytano: 350 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.laskikabackie.republika.pl/SWINIA20080101.html

Nowy Rok zaczynam bez postanowień. Budzę się w miarę wcze¶nie i już o godz. 8.30 jestem w lesie. Z kijkami. Bo kupiłam sobie takie trekkingowe, żeby poćwiczyć chodzenie z nimi. Dziwnie się czuję. Las piękny, ¶wieżo przyprószony ¶niegiem, zamglony, taki wyciszony. Nie ma rowerzystów, nie ma biegaczy, nie ma spacerowiczów... Potem jednak jaki¶ spotykam, ale naprawdę mało. Gdzie¶ w oddali widzę sarny przeskakuj±ce w poprzek ¶cieżki. Gdybym nie miała tych gło¶nych kijków, to mogłabym podej¶ć/podbiec bliżej. Tak, kijki s± gło¶ne, i tak dziwnie drż±. To znaczy nie drż± mi w dłoni, bo maj± jaki¶ system anti-shock, ale tak w ogóle to wibruj±. Na pocz±tku musiałam bardzo dokładnie wymierzyć ich długo¶ć, bo wystarczyło, że jeden był o pół centymetra dłuższy, a już to się czuło podczas odpychania, bo znosiło mnie na bok. Dobrze mi się chodzi, bo wydłużam krok, doskonale prostuję kręgosłup, ale tak szczerze mówi±c to strata czasu. Na podbiegach odpychanie było skuteczne, lecz na płaskim takie sobie. Zrobiłam ponad 11 km w tempie ok. 8:30-9:00. Kijki pomimo że składane, jednak s± za długie i przeszkadzaj± przy bieganiu i zbieganiu. Chyba jednak nie wezmę ich na RzeĽnika. Ostatni kilometr do domu zrobiłam biegiem.
Po powrocie szybka toaleta, przebieranie, małe wspólne ¶niadanko i znów ruszyłam do lasu na spotkanie przy szlabanie z Laskami Kabackimi.
Przybyłam na godz. 12.00 trochę spóĽniona, a na miejscu było mnóstwo ludzi oraz pies (Neska). Ruszyli¶my na tradycyjn± ¦WINIĘ na mostek, tam wypili¶my przyniesionego przez zeta szampana i dalej truchtem po pętli. Na 7-mym kilometrze musiałam się pożegnać i pognać do domu, do dzieci.
Wieczorem znów wychodziłam - tym razem spacer z dziećmi, więc ani szybko, ani daleko, ani intensywnie, za to oberwałam paroma ¶nieżkami.
fot. Benek Wyszyński
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |