Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [16]  PRZYJAC. [32]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
ineczka16
Pamiętnik internetowy
Raz - nie wciąż, dwa razy - nie zawsze...

Paulina
Urodzony: ----
Miejsce zamieszkania: Poznań
138 / 175


2012-05-29

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
BIEG LWA - I Półmaraton w Tarnowie Podgórnym 27.05.2012 (czytano: 450 razy)

 

Ech... Cóż to był za weekend... Imprez biegowych do wyboru do koloru, aż trudno było się na coś zdecydować.

Początkowo były plany na I Wolsztyńską Dziesiątkę. Jednak nie ukrywam bliżej jest do Tarnowa Podgórnego, no i półmaraton. Biegu Dąbrówki w ogóle nie brałam pod uwagę, chociaż też była ta impreza rozgrywana w niedalekiej odległości od Poznania.

W zasadzie na Bieg Lwa namówiła mnie Agnieszka :) organizatorzy też zachęcali ładnymi hasłami. Prawda, że ładne...?

"Dlaczego Bieg Lwa? Nazwa wzięła się od herbu Gminy. Lew wyraża siłę, odwagę i mądrość. Nie bez powodu jest królem zwierząt, a każdy z nas jest królem swojego życia. Zadbajmy więc o kondycję lwa, który musi się zmagać na co dzień z rzeczywistością. Budujmy swoją siłę i mądrość przez ruch. Biegajmy!" Cytat pochodzi ze strony http://www.bieglwa.pl/informacje

A generalnie jak było...? Moim zdaniem - jak na debiut, bardzo fajnie :) ale od początku.

Z Marcinem byłam umówiona w samo południe - że zgarnie mnie z jednego poznańskiego ronda. A po drodze zabraliśmy jeszcze Teresę z Tomkiem. Pogoda...? Na pewno nie na życiówkę. Dla kibiców i na festyn z okazji Dni Gminy piękna, tylko na bieganie troszkę za ciepło. Ale pogodziłam się z tym. Brałam udział w tym biegu dla zabawy i radości, na żadne rekordy się nie nastawiałam - w końcu mijało dopiero 2 tygodnie od maratonu w Pradze. Trzeba być mądrym i nie szaleć, nie przeceniać swoich możliwości.

Już od samego wjazdu do Tarnowa witały nas lwie pazury wskazujące drogę. Zatem dojazd był bardzo ładnie oznakowany - nie zgubiliśmy się. Parking był troszkę zatłoczony, ale znaleźliśmy miejsce. Odbiór pakietów przebiegł dość sprawnie, potem zjechała się większa ilość biegaczy i był mały chaos, ale generalnie nie najgorzej.

Szatnie i toalety czyściutkie. Przebrałam się, oddałam ciuchy do depozytu (spotkałam Wojtka na korytarzu) i wyszliśmy z Teresą poszukiwać startu. Po wyjściu z budynku spotkałam Agnieszkę, energia ją roznosiła. Wspólne zdjęcie, słowa powodzenia i poszliśmy się pomału ustawiać na start. Miał być punktualnie o 14.30, ale... ktoś zaparkował autem na trasie biegu.

Odczekaliśmy w tym upale, w słońcu, w tłumie może z 10-15 minut. Schłodzona wcześniej zimną wodą głowa, już ponownie była rozgrzana. Takie lenistwo mnie ogarnęło, że tylko marzyłam by położyć się na leżaczku lub w jakimś hamaku w cieniu drzew, wziąć drinka z parasolką... MMMMmmmmmmm :) z tych marzeń wyrwał mnie wystrzał z armaty ogłaszający start!

Pierwsze kilometry to była jakaś masakra. Upał chyba spowolnił u mnie jakieś reakcje fizyczno-ruchowe. Człapałam się jak ślimak. Biegnę, nogi ciężkie jak jakieś ołowiane słupy i słyszę za mną: no mamy tempo 6:50! O matko! Przecież ja przeważnie na starcie to mam 6:00. Porażka jakaś... Teresa mnie też zostawiła 1-2 km po starcie i pognała do przodu. Trudno, sama tyle razy biegłam, że teraz też dam jakoś radę.

Na pierwszym okrążeniu, gdy tak człapałam to wszyscy mnie wyprzedzali. Jednak na punktach żywieniowych, czy przy kurtynach wodnych wystawionych przez strażaków - gdy ochlapałam się wodą poczułam się bardziej rześko i...

Na drugim kółeczku zaczęłam przyspieszać - to chyba efekt radości, bo kibic przyjechał na rowerze z Poznania! Aaaa zapomniałam dodać, że w sobotę miałam wycieczkę rowerem do Rogalina, więc też byłam troszkę zmęczona tym rodzajem wysiłku (pupcia troszkę bolała). Motor w końcu odpalił i zaczęłam robić swoje. Mokre ciuchy przyjemnie chłodziły, już nie czułam upału. Zaczęłam w końcu przebierać nogami tak, jak powinno to być od samego początku. Zdublowała mnie czołówka mężczyzn, ale nie przejmowałam się tym, bo ja zaczęłam wyprzedzać tych, co na pierwszym kółku pognali do przodu. Sporo ludzi wyprzedziłam... Szkoda tylko, że pomiar czasu był tylko na starcie i mecie. Że nie widać która byłam na poszczególnych punktach kontrolnych i że nie widać jak przesuwałam się w klasyfikacji do przodu.

Na trzecim kółeczku starłam się utrzymać tempo. Zaczynałam być zmęczona. Na strażackiej sikawce troszkę przesadziłam z prysznicem, mokre buty były takie ciężkie, ale prułam do przodu. Czułam tę moc w nogach, że krok jest długi i sprężysty. Wyprzedzałam kolejne osoby. Doping kibiców też robił swoje. Dobrze, że miałam ze sobą butelkę z wodą - co kilometr popijałam sobie łyczka. Ostatni kilometr - wyprzedziło mnie może tylko z 2-3 facetów i to wszystko.

Ostatnia dłuuuuga prosta (troszkę mierzyłam się z pewną kobietą), zakręt, stadion i tartan. Znów szybka setka Pumy - szybcy jak Usain Bolt. Przyspieszam, ledwo żywa przebieram nogami. Patrzę - jest zegar! 1:59 i parę sekund!

Yes, Yes, Yes!!! Założony plan zrealizowany! Przed startem powiedziałam sobie, że jak zmieszczę się w dwóch godzinach, to będzie dobrze :) 2 tygodnie po maratonie pokonałam bez bólu półmaraton! Yes, Yes, Yes!!!

Wrażenia generalnie pozytywne! wspaniali kibice, kurtyny wodne (nie tylko te strażackie). Trasa nie była aż taka trudna, ale płaska nie była, czuło się lekkie falowanie terenu. No ale w końcu Tarnowo PODGÓRNE. Nazwa na pewno skądś się wzięła...

Zimny prysznic, przebranie się i do domku. Acha i mała niespodzianka z mojej strony dla towarzyszy wycieczki: serniczek własnej roboty :)

Podsumowując bieg: byłam 447 na 740 wszystkich biegaczy. Wśród kobiet uplasowałam się na 50 miejscu spośród 136 wszystkich uczestniczek. Natomiast w kategorii wiekowej byłam 19 na 54.

A na zdjęciu mój finisz - walczę jak lew o każdą sekundę na tartanie :)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


gerappa Poznań (2012-05-29,10:42): następnym razem ściskamy się energicznie w Grodzisku! do zobaczenia!
Mijagi (2012-05-29,11:05): No, Inuś, dałaś czadu! Powodzonka w Grodzisku!
paulo (2012-05-29,11:31): Paulino gratuluję, chyba zachęciłaś mnie w przyszłym roku :) Pozdrawiam
ineczka16 (2012-05-29,14:32): Dobrze Agnieszko!!! Czekam na przekaz energii!!! :)
ineczka16 (2012-05-29,14:33): Wojtku, jaki tam czad...? Może jedynie tylko na finiszu :)
ineczka16 (2012-05-29,14:35): Paweł - myślę, że jeżeli będzie ta impreza za rok to warto pobiec :)
michu77 (2012-05-30,08:30): Gratulacje... w WOlsztynie też mieliśmy ... patelnię ;-)))
ineczka16 (2012-05-30,08:38): Michał - z tego co się orientuję to start w Wolsztynie był o podobnej godzinie co w Tarnowie Podgórnym (14). Różnica polegała tylko na tym, że my mieliśmy dystans 2x dłuższy :P Pozdrawiam :)
Namorek (2012-05-31,23:14): A ja dla odmiany zaliczyłem jeszcze w niedzielę własny półmaraton rowerowy na "naszej" starej trasie " : Rusałka , J.Strzeszyńskie , J.Kierskie, Wola ,Rusałka . :-)
seba844 (2012-06-07,13:11): Gratulacje z ukończonej połówki!;p
seba844 (2012-06-07,13:11): Gratulacje z ukończonej połówki!;p
ineczka16 (2012-06-07,22:11): Dzięki Seba :)







 Ostatnio zalogowani
rav78
17:03
timdor
17:00
yaros
16:58
bur.an
16:55
JolaPe
16:50
BOP55
16:42
damwoj
16:41
kostekmar
16:40
filips1
16:28
gol
16:10
MARIO87
16:00
t_garzel
15:34
platat
14:39
gora1509
13:56
chris_cros
13:45
kmajna
13:25
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |