2013-12-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| KRY-niczny KRY-zys (czytano: 1660 razy)

WSTĘP
Od lat rywalizujemy ze sob± i wiem, że dzi¶ znów się zmierzymy. Miesi±ce przygotowań, tysi±ce kilometrów, hektolitry potu a ja jestem pewny, że i tym razem zwyciężę. Już niejednokrotnie byłem gór±, lecz mnóstwo razy też przegrałem z moj± odwieczn± rywalk± „siln± wol±”. Tym razem pokażę, że ja, znienawidzony przez wszystkich ultrasów „KRYZYS” odniosę sukces! Tym razem na malowniczej „setce” w Krynicy.
I
„Nie mam tu jeszcze czego szukać”
Ruszam z moim partnerem o 4 nad ranem z Krynickiego deptaka. Wyspał się. Jest dobrze przygotowany ale ja wiem, jak go zaskoczyć. To jest jego trzeci bieg Ultra i dwukrotnie wygrała „silna wola”, teraz jej na to nie pozwolę. Mam swoje sposoby.
Wystartowali¶my. Biegnie równym tempem, nie szarżuje. Na Jaworzynę spokojnie wbiega spokojnie, bez nerwów. Jest do¶ć ciemno i nie dostrzegam jego miny, nie widzę jego zmęczenia, ale to dopiero pocz±tek. Na szczycie piękny wschód słońca zapiera dech w piersiach. Nie mam jeszcze czego tu szukać więc podziwiam widoki. Lecimy w dół do pierwszego przepaku. Po drodze obserwuję malownicze tereny utopione w porannej zorzy. Mój partner nieĽle się odżywia, a to mi wcale nie pomaga.
II
„Tajemna broń”
Jestem pełen obaw, bo jestem dalej bezrobotny. Zazwyczaj już miałem okazję się wykazać a dzisiaj jest inaczej. Muszę użyć swojej podstępnej broni: „braku koncentracji” Teraz można spróbować. Więc do boju!
I proszę bardzo, 30 kilometr i zaliczona pierwsza przeszkoda. Prosto czubkiem buta w potężny konar. Mój partner zwija się z bólu. No i co mój miły, masz jeszcze ochotę na kolejn± rundę? Tak jak my¶lałem – MA. A więc gramy dalej.
34 kilometr – potężny głaz i ten sam scenariusz. Lewa noga, sam czubek buta, cel – PAL. I znowu łzy w oczach pojawiły się na chwilę. Ale nie daje za wygran±. Klnie pod nosem i zbiega do Rytra.
III
„Ładowanie baterii”
Na przepaku meldujemy się po 4 godzinach i 9 minutach i jak dot±d nie miałem zbyt wiele roboty. No może poza osłabieniem czujno¶ci. Mój partner trochę mnie stłamsił „ładuj±c akumulatory” ale ja jestem czujny. Pora się wykazać.
Ruszamy pod górę więc zacieram ręce. Zaczynam swój taniec godowy. Moje pierwsze oznaki zaczynaj± się uwidaczniać na 40 kilometrze. Mam ochotę skakać z rado¶ci, aż tu nagle moja rywalka „silna wola” daje znać o sobie. No cóż, wycofuję się i dalej podziwiam poranne widoki. Muszę przyznać, że wrażenia s± imponuj±ce. Robimy „agrafkę” i lecimy do Piwnicznej. Spotykamy kilku wędrowców, którzy mocno nas dopinguj±. Ale mnie to nie zniechęca.
IV
„Rychłe zwycięstwo”
Jak się cieszę, że uruchomiłem moj± tajn± broń osłabiaj±c stopy mojego partnera. Zbieg do Piwnicznej dołożył oliwy do ognia. Ci±gle w dół po płytach chodnikowych, jak ja to lubię. Widzę grymas na twarzy mojego partnera. Lewa stopa mocno mu doskwiera. Chyba zaczynam dominować!
Do Piwnicznej docieramy z czasem 9 godzin i 14 minut. Moja taktyka okazała się skuteczna. Paluchy puchn± jak balony. Mój partner rusza wprawdzie po przepaku w trasę, ale po pierwszym zbiegu po 2 kilometrach postanawia przyznać mi zwycięstwo. Ależ jestem z siebie dumny. Pomimo „silnej woli” wygrałem. Obite palce i zakrwawione paznokcie s± smakiem mojego triumfu. ¦więtuję swoj± dominację!!!
Do zobaczenia za rok... ;)
EPILOG
Piotr Rogacz, 32 lata. Zszedłem z trasy na 68 kilometrze „Biegu 7 dolin”. Powód: uszkodzone palce w lewej stopie po kilku uderzeniach o wystaj±ce przeszkody. Tym razem się nie udało. Spróbuję za rok.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |