Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [18]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
krunner
Pamiętnik internetowy
Biegiem przez Kampinos

Arek
Urodzony: ----
Miejsce zamieszkania:
10 / 45


2013-06-16

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Bieg Ursynowa, czyli epopeja o spóźnialstwie (czytano: 496 razy)

 

Zacznę od tego, że o 7. Biegu Ursynowa chciałbym jak najszybciej zapomnieć, a ten wpis pojawił się tylko dlatego, że ponad połowę (wpisu) przygotowałem przed biegiem :) I szkoda, żeby się zmarnowało.
To był kolejny testowy bieg w moim 24-tygodniowym planie pod dystans 5K. Bieg na zakończenie dwunastego tygodnia planu.

Trochę danych na początek:
Trasa z atestem PZLA: Tak
Buty: Kalenji Kiprun 1000
Waga przed startem: 80.6 kg
Samopoczucie: Dobre, 8 godzin snu
Pogoda: 25 stopni, lekkie zachmurzenie (kilka cumulusów na niebie, czyli - parafrazując - baranków, nie pomagały :))
Czas brutto: Brak
Czas netto: 23:08.18
Międzyczasy: 1 km - 4:26 (696), 4 km - 18:31 (653)
Czas z garmina: 23:09.11
Średnie tętno: 182 bpm (95% HrMax)
Klasyfikacja: OPEN - 636/1620, M30 - 253/500, Mężczyźni - 589/1210

Przed biegiem miałem prawdziwy dylemat jak tym razem go rozegrać, czy zaczynać od 4:25 na wynik 22:05 i próbować urywać coś na ostatnim kilometrze, czy od początku równo po 4:20. Czy może na kształt 4:30-4:25-4:20-4:15 i pełny gaz na ostatnim kilometrze (marzenia :)). Do końca się wahałem. Chciałem w tym biegu osiągnąć swój tegoroczny cel na 5 km i po prostu zamknąć kramik z napisem "Plan treningowy". Wymyśliłem tak: jak będzie ciepełko, to biegnę po 4:30 i przyspieszam stopniowo, jak zimełko (poniżej 20 stopni), od razu rura (no, rurka) po 4:20, czekam na odcięcie i biegnę positive splita :).
W ostatnim tygodniu przed startem w poniedziałek 8.8 km ze sprintami pod górkę, we wtorek 2 godziny latania za piłą (ale przemoczyliśmy, ale jedną ładną teeechniczną strzeliłem, dodam, że nie przyznaję się, że gram cały czas na zmęczeniu, ale moja drużyna widzi, że z tego biegania nic dobrego dla piłki nie ma :)), no i w czwartek łagodne 30 minut krosu po 5:50. W środę trochę wygibasów na karimacie, zacząłem się bawić w core stability w tym roku.
Pojechałem do urzędu po pakiet w piątek po południu i to był pierwszy przypadek, jaki pamiętam, kiedy internet w telefonie naprawdę się przydał (pomijam przypadki za granicą). Było z dziesięć ogonków po pakiety startowe, w każdej z nich dużo ludzi, ale każda kolejka do innej puli numerów, a ja oczywiście swojego nie pamiętałem, szybki wjazd do gmaila naprawdę uratował mój biegowy tyłek ;-). Sam urząd zlokalizowany przy stacji metra Imielin, dobrze mają ci urzędnicy z Urzędu, którzy jeżdżą metrem, za tym na pewno stał jakiś układ :)
Sobota rano to całe pasmo nieszczęść. Zamierzałem pojechać na stację metra rowerem wypożyczonym z miejskiej stacji rowerowej, poszedłem na stację, terminal nie działa, brak możliwości wypożyczenia, wow, ale jeszcze nie ma tragedii. Wracam do domu, zabieram kluczyki do samochodu i odpalam 170 koników, zastanawiam się przy jakiej stacji metra zostawić samochód, mijam Stare Bielany (jeszcze można podjechać), Słodowiec (nie widzę miejsca do zaparkowania), mijam Marymont (głupie ślimaki, po których nie chce mi się jeździć :)), Plac Wilsona jest chyba dobrym kandydatem, zostawiam samochód przy Wojska Polskiego, ale zamiast wrócić do metra po śladach samochodu :), nie oczywiście kombinuję i szukam jakich skrótów, gubię drogę, idę jakimiś beznadziejnie nieznajomymi uliczkami, nie mieszkałem nigdy na Żoliborzu, kluczę, wybieram złą drogę do metra, tak mijają kolejne minuty, jestem w metrze o 11:20, zaczyna się robić nerwowo.
Kurka wodna, lepiej już było zapisać się na bieg w Łodzi albo Krakowie, przynajmniej bym zdążył :) Wysiadam na Imielinie i mam 9 minut do biegu, ale jeszcze mały drobiazg - plecak, a depozytu daleko i nie wiem gdzie jest. Wow! Biegnę do depozytu jakimś beznadziejnie szybkim tempem, pytam o drogę, jestem ostatni w depozycie. Powrót biegiem, włączam garmina w międzyczasie, no a oni wszyscy już fajnie rozgrzani, poustawiani, wystartowali :) Ehhhhhh... Słyszę z boku "ooo, ten spóźniony..". Widzę przejeżdżający samochód techniczny na końcu, naprawdę to ciekawe zaczyna być. Dobra, pobiegnę, nie wiem, czy zostanę sklasyfikowany, obiegam barierki i wbiegam na trasę biegu, tętno 186, k...a m.ć.

Pierwszy kilometr 6:36.48
Garmin wciąż szuka satelit, ale odpalam odliczanie czasu w momencie przekraczania linii startu. Biegnę sam po asfalcie, samochód techniczny jest ze 200 metrów ode mnie, dopadam gada :) Zaczynam bić rekord świata w wyprzedzaniu, mijam dziesiątki, setki biegaczy, biegaczki, młodzież, biegaczy z dziećmi w joggerach i innych. Czuję się jak w jakiejś grze komputerowej z samochodami na łatwym poziomie, wyprzedzam, wyprzedzam, wyprzedzam. Jest sporo luk, nie ma tłoku, ale czasami jestem blokowany. W pewnym momencie garmin zaczyna odliczać metry, złapał satelity, noo, jest lepiej, tylko właściwie jakim tempem ja biegnę ? Mam ustawionego autolapa, ale pierwszy kilometr zaczyna być odmierzany w momencie złapania fix-a, a czas jest liczony od momentu włączenia przycisku start/stop. Czyli totalna asynchronizacja czasu, dystansu, tego co jest wyświetlane na ekranie garmina, a mojej pozycji na trasie biegu. Wow!
Zastanawiam się cały czas, czy zostanę sklasyfikowany wbiegając na linię startu kilkaset metrów za samochodem kończącym bieg, czy wyłączyli bramki, zanim wbiegłem. Strasznie jestem zły na siebie, tak to spartolić. Wyprzedzam bardzo dużo biegaczy. Potem okazuje się, na pierwszym kilometrze około 920 ;-). Oczywiście ten pierwszy "kilometr" w rzeczywistości miał ok. 1.5 km, czego wtedy nie wiedziałem, biegłem ten odcinek w tempie ok. 4:24/km, z czego pierwsze 500 metrów o wiele za szybko, po 4:15/km.

Drugi kilometr 4:40.61
Garmin piknął pierwszego autolapa, noo, jest lepiej, wiem, jakim tempem biegnę, mój pilocik działa. Mam wrażenie, że biegłem za szybko, w tempie ok. 4:00/km, więc decyduję się zwolnić, żeby nie spalić biegu, myślę, że prawdopodobnie nie zostanę sklasyfikowany (a zostałem!), wciąż wyprzedzam i wyprzedzam, ale mniej.

Trzeci kilometr 4:43.16
Wciąż wyprzedzam, ale ktoś włączył trudniejszy poziom w grze, samochodziki obok są coraz szybsze, a różnica prędkości coraz mniejsza. Mój samochodzik grzeje z prędkością około 4:40/km, hmm, w sumie pełen komfort, nie przekracza 3500 obr./min :). Nie bardzo mam ochotę przyspieszać, spisuję raczej bieg na straty, kurczę, czy zostanę sklasyfikowany ?

Czwarty kilometr 4:35.41
No dobra, pora przyspieszyć, żeby chociaż taktycznie ten bieg dobrze rozegrać i mieć jedno, jedyne, miłe wspomnienie. Zbieram się w garść i przekraczam 4000 obr./min. Według oficjalnego czasu mam na czwartym kilometrze międzyczas 18:31.

Ostatnie 554 metry 2:34.11
Ostatnie pół kilometra biegnę tempem 4:38/km, są spore rezerwy.

A jednak zostałem sklasyfikowany, oficjalny czas 23:08.18, miejsce 636/1620, wygląda na to, że wyprzedziłem samochód techniczny i ponad 980 osób. Nie można spóźniać się na start :). Eh, jaka szkoda tego biegu, mogło być o wiele, wiele lepiej. A tak pozostaje mi szukać piątki na początku sierpnia i tej ostatniej, finałowej, we wrześniu. Może Bemowo...

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
stanlej
03:48
Lektor443
03:40
plomyk20
02:21
Andrea
00:07
Yazomb
23:36
radosc
23:19
rogul
23:00
stawmar
22:39
jacek50
22:26
Hari
21:58
benfika
21:46
soniksoniks
21:43
janusz9876543213
21:25
Raffaello conti
21:04
szyper
20:52
bogaw
20:44
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |