2012-09-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pilskie cuda (czytano: 426 razy)

Moje dziecko, które w wakacje z własnej nieprzymuszonej woli ani razu nie ruszyło się z domu – nagle z bliżej nieznanych przyczyn, zgłosiło się do biegu dla dzieci organizowanego „przy okazji” pilskiego półmaratonu. Może to magia nowego nauczyciela wychowania fizycznego? Nie żebym miał coś przeciw Markowi, który walczył dzielnie z moim Jędrzejem w klasie czwartej. Sam jestem panem od fikołków od blisko 20 lat i jeśli tego cudu dokonał belfer, to muszę się po prostu dowiedzieć – jak mu się to udało? To wręcz „warsztatowa” konieczność… Jędrzej akces zgłosił we wtorek, w środę mówił już o zaliczonym teście Coopera, w czwartek prosił o zwolnienie z piątkowego WF – coś tu się strasznie szybko zaczynało dziać. Po drodze wstąpił jeszcze na „siłkę” na Wodniku (pół serii na lewy biceps, jedna na prawy, po jednej na oba barki, 6 minut na bieżni, wioślarz, rowerek i … waga! O tu cię mam krokodylu – może wreszcie werbalne wysiłki rodziców zaczynają przynosić skutek? Nie mógł się już w piątkowy wieczór doczekać startu, w niedzielny poranek trochę się rozczarował, że nie otrzymał obiecanej ponoć w szkole koszulki, ale ruszył odważnie i po około 30 sekundach biegu wylądowaliśmy na szarym końcu stawki. Nawet przez chwilę udzieliła mi się lekka panika – lecz ojcowska taktyka okazała się jednak owocna – zaczęliśmy razem wolno z nadzieją, że inni młodociani uczestnicy biegu z czasem „wymiękną”. I tak się stało – do mety dotarliśmy częściej wyprzedzając, niż patrząc na oddalające się plecy. Młody na jakieś całe 300 m przed metą był już prawie kompletnie zarżnięty, ale okazało się, że ma w sobie wolę walki bo na ostatnich metrach ambitnie przyspieszył – czego się zupełnie nie spodziewałem. Do domu wrócił zadowolony, że dał radę i nawet wieczorem pojechaliśmy jeszcze raz na Wodnika, gdzie dołożył dodatkowe 2,1 km na bieżni, trochę wiosełek i rowerka. A na trasie biegu pokonał według Sports Trackera 1,42 km w czasie 9 min i 45 sekund, ze średnią 7:03 na km, z maksymalna prędkością 4:19/km. Gratulacje Jędrzej od „starego”! – może kiedyś to przeczytasz z uśmiechem politowania na twarzy, wspominając swoje biegowe początki? Cóż zobaczymy. Potem był jeszcze jakiś inny bieg - już na 21 km, wystartowało tam wielu moich kolegów i przyjaciół z „bieżni”, ale ponieważ z Wojtkiem ogłosiliśmy bojkot – niech będzie, że co najmniej odrobinę dziecinny i pewnie przez nikogo niedostrzeżony – to o nim nie będę pisał. Choć może słowo o dwóch ważnych wydarzeniach: Wojtek WO Rzywucki raczej nie pobił życiówki <>; druga sprawa – były na trasie podobno DWIE KURTYNY WODNE – i co jednak kurna chata - można czasem pomyśleć? Jeśli dotrze do mnie jeszcze kilka podobnych sygnałów – to za rok na pewno dołączę do tłumu wspaniałych, walczących ze swoimi słabościami na trasie ludzi. A wszystkich zapraszam do galerii zdjęć, którą mam nadzieję wkrótce wrzucę gdzieś do netu. I Wojtek – słowo do Ciebie – nie wrzucaj tego tekstu na szkolną witrynę, w końcu młody jeszcze nie należy do naszego klubu…
ps: obiecany link do zdjęć: https://picasaweb.google.com/104741191964115394260/SikorasPoMaratonPiA
Będą również dostępne na maratonach...
Jeśli chodzi o mnie to z numerami 2415 i 89 mógłbym pobiec ze dwa maratony - a biegają w podobnym tempie...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Mijagi (2012-09-09,23:06): Jaco szkoda, bo to dobry przykład dla naszych mechanikowych "leniuchów", którzy nie chcą ruszyć zadka, żeby się poruszać. Jędrek zawstydziłby ich.
|