Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [16]  PRZYJAC. [15]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
sikoras
Pamiętnik internetowy
"Jak się jest takim pesymistą jak ja, to można się tylko śmiać" S. Tym

Jacek Sikorski
Urodzony: ---
Miejsce zamieszkania: Piła
14 / 47


2012-06-04

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Sprinterski weekend z wyrzyską kulminacją. (czytano: 418 razy)

 

Poobiednia drzemka i nagle rzut oka na zegarek – 15.40. Dziesięć minut później siedziałem już w samochodzie w drodze do Wyrzyska, gdzie miał odbyć się XIV Bieg im. E. Wojciechowskiego – Olka. Zgodnie ze starym przysłowiem pszczół mówiącym, że najpiękniej jest tam gdzie nas nie ma – wybrałem się na kolejną imprezę z cyklu „tam mnie jeszcze nie było”. Lekko spanikowany (biuro czynne do 16.30) dotarłem na miejsce i zająłem karnie miejsce w kolejce. Strasznie długo wydawano te pakiety – choć może wyglądało to tak z mojej perspektywy – w końcu jeśli przejechałem 37 km z Piły w 28 minut – to stanie 10 minut w trzyosobowej kolejce wydawało się koszmarnie dłuuugie. Na szczęście okazało się, że jednak nie chodziło o napisanie życiorysu na miejscu i jak już przygarnąłem torebkę z pakietem do piersi, czekała mnie pierwsza miła niespodzianka. Oto ujrzałem oblicze znanego pilskiego „białego murzyna” z Kenii, członka naszego biegowego bractwa – Wojtka „Wo” Rzywuckiego. A jak jeszcze okazało się, że wraz z nim do Wyrzyska przybyła Anna „ciężki powrót” Skrzypczak – to już cieplej zrobiło mi się na sercu. A po chwili poczułem się już zupełnie jak w domu, kiedy to udałem się na parking nad rzeką: Idzik, Karol Skiba – to ekipa z Gimnazjum nr 5, Wiesiek i Jurek Iwanicki – jednym słowem starzy wyjadacze, którzy walczą pewnie o miejsca w rankingu Starostwa Powiatowego „Biegaj z nami 2012”. Osobiście do „Olka” przymierzałem się kilkukrotnie, ale zawsze coś stawało na przeszkodzie. Weterani byłych batalii na wschodzie powiatu - wszyscy jak jeden - przestrzegali przed dwoma bardzo ciężkimi podbiegami i jak się okazało – mieli rację. Sama trasa okazała się jednak bardzo sprawiedliwą – jeśli coś nam odebrała w jedną stronę, to po powrocie (zawrotka w okolicach dworca PKP w Osieku, mateczniku naszego Janka) – zwracała. Do tego fajna słoneczna pogoda przy dość niskiej temperaturze – nic tylko zmierzyć się ze słabościami. Nie spodziewałem się wiele – po dwóch ciężkich treningach na II zakresie w czwartek i piątek – chciałem spokojnie, turystycznie zaliczyć spokojniejszy trening. Niestety włączyła mi się rywalizacja i biegłem szybciej niż w zamierzeniach. Kiedy po pierwszym podbiegu zrobiło się na chwilę płasko – do wzmożonego tętna przywrócił mnie z kolei nagly wystrzał z jakiegoś ustrojstwa do odstraszania ptaków w sadach obok ulicy. Około 3-4 kilometrów próbowałem potem dotrzymać kroku Krzyśkowi Pabichowi, lecz w trakcie dania głównego – podbiegu od strony Osieka w kierunku Wyrzyska – przedstawiciel 4Run– ców umknął mi z lekkością. Cóż, dla mnie to dopiero początek biegania „w tempie” i muszę pokornie chylić głowę przed mocniejszymi kolegami. Do mety dotarłem w czasie 42,23 co zważywszy na trudny profil trasy – uważam za mały sukcesik (najszybsza „dycha” w tym roku). A zaraz za mną metę osiągnęli: Mirek Nowicki, Wojtek „Wo” – mimo „drugiego garnituru” obuwia, Idzik (robi się groźny dla bardziej doświadczonych biegaczy!), Jurek, Robert Ratajczyk (również duży progres formy), szykujący się do Maratonu Karkonoskiego Artur Pinkowski, pan Staszek Borecki (czas – rewelacja!), Bartek Mirowki, Wiechu, Karol Skiba i wreszcie wracająca na dobre na trasy – Aniula. Męczyła się w sobotę wyraźnie, lecz wiem, że szybko da nam wszystkim popalić! Powrót po biegu miałem wprost piorunujący: o 17.43 przebiegałem metę – o 18.19 siedziałem już przed TV w domu i oglądałem drugą połowę „zmagań” z Andorą. Cała impreza – dojazd, pobranie pakietu, rozgrzewka, start i powrót zamknęła się w 2 godziny i 29 minut. Myślę, że w tej kategorii byłem bezkonkurencyjny. Mam w związku z tym również nadzieję, że zdjęcia otrzymam wyłącznie z biegu – te z urządzeń radiolokacyjnych nie będą mile widziane. Choć są za nie dodatkowe punkty do rankingu… Wieczorem zadzwonił jeszcze Macias w sprawie uzbrojenia na pierwszy mecz Polaków z Grecją, co przypomniało mi jeden z ulubionych cytatów Henny’ego Youngmana – „kiedy przeczytałem o niebezpieczeństwach nałogowego picia, rzuciłem czytanie”. Wam nie radzę iść tym tokiem myślenia, zwłaszcza, że wtedy moja robota przy klawiaturze będzie już zupełnie jałowa. Po Maciasie odezwał się „konsekwentny” Mijagi, który w niedzielny wieczór powrotu z Tarnowa mówił o „ostatnim półmaratonie w tym roku”, po czym pobiegł dzisiaj na 21,097 w Bytowie. Cały Wojtek – nie wytrzymałby psychicznie stanu, w którym inni gdzieś startują – a on nie. Tylko czy nie przesadza przed „rzeźnikiem”? Nazajutrz po wyrzysko – osiekowym bieganiu postanowiłem jeszcze odwiedzić stadion przy ulicy Bydgoskiej, by wziąć udział w Ogólnopolskim Teście Coopera. Tu główną atrakcją była moja sunia Cody, która jednak otrzymawszy numer startowy, natychmiast się go pozbyła, nie chcąc też specjalnie pozować do zdjęć. Porządna i skromna bestia! Przebiegła ze mną pierwsze kółko, po czym oddała się zabawie z obsługą imprezy pod opieką Jędrka (osobisty potomek). Ciężko było po serii trzech drugozakresowych biegów wieczornych utrzymać jakieś zniewalające tempo niedzielnym porankiem i po parówkach na śniadanie. Ale granica przyzwoitości została osiągnięta (poniżej 4 min/ km) i nawet przez chwilę moje nazwisko znalazło się na czele kategorii „over forty”. Natomiast osiągnięty wynik według fachowych tabel sytuuje mnie jako „bardzo dobrego” w grupie normalsów z zapasem półkilometrowym, lub też „złego” w grupie sportowców. Zgodnie z moim własnym osądem jestem gdzieś pomiędzy. Jak zwykle. Co cieszy - sporo narodu postanowiło się sprawdzić, w tym dawno nie widziany Tomek Wałęsa. Pojawił się też Piotrek Sikorski, Tomek Ciepły, Adaś Koper, Szymon Idzikowski z obstawą latorośli, jacyś kolarze – tylko o dziwo, w końcu startowaliśmy na torze żużlowym - nie widziałem nigdzie fachowców od „kręcenia w lewo”. Bardzo pozytywnie nastraja mnie fakt, że coraz więcej osób widać na podobnych imprezach, dopisują również kibice – nie wspomniałem o tych z trasy sobotniego „Olka”, a naprawdę na to zasługują. Kiedyś biegając po ulicach i w terenie mogliśmy się nieźle nasłuchać, teraz możemy liczyć i spotykamy się z pozytywnymi wibracjami. Czyżby polskie społeczeństwo zaczęło doganiać europejskie standardy i w tej dziedzinie? Tego Państwu i sobie życzę oraz proszę o jeszcze.
ps: zamiast polecanek literackich – cytat z pracy maturzysty na temat związany prawdopodobnie z rynkiem wydawniczym: „nerki, moczowody, pęcherz moczowy i cewki tworzą układ wydawniczy”. Natomiast na fotce: materializujące się marzenie wyrzyszczan – budowa z dawna wyczekiwanej „Biedronki”.


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
gora1509
13:56
chris_cros
13:45
kmajna
13:25
zeton
12:54
Lektor443
12:45
stanlej
12:35
Arseninho89
12:24
rutkowsky team
12:11
batoni
11:42
BOP55
11:37
Waldek
11:34
biegacz54
11:21
piotrhierowski
11:12
Tadek 56
10:32
ozzy
10:16
Jaros
10:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |