Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [16]  PRZYJAC. [15]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
sikoras
Pamiętnik internetowy
"Jak się jest takim pesymistą jak ja, to można się tylko śmiać" S. Tym

Jacek Sikorski
Urodzony: ---
Miejsce zamieszkania: Piła
11 / 47


2012-05-15

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Od „BMW” do „Volkswagena” - episode one (czytano: 278 razy)

 

Po ubiegłorocznym wrześniowym powrocie z berlińskiego maratonu wydawało mi się, że wiele czasu musi upłynąć żebym ponownie zdecydował się na zagraniczny start. I to wcale nie dlatego, żebym miał złe wspomnienia, wręcz odwrotnie. BMW Maraton na długo pozostanie w mojej pamięci jako impreza bliska doskonałości – oczywiście w sferze organizacyjnej, doboru trasy, atmosfery biegu, wydarzeń towarzyszących – a nie mojej formy sportowej. Wtedy było to jakieś wspaniałe podsumowanie, dziesiąty start na 42,195m nie mógł wydarzyć się w lepszym miejscu. I jak to często bywa – życie bywa przewrotne: okazało się, ze już kolejny start maratoński wypadnie ponownie poza granicami Polski. Tym razem losy zaprowadziły nas do naszego południowego sąsiada – do Pragi. Muszę napisać nas, bo ruszyliśmy do miasta Golema razem z Wojtkiem Krajewskim, który zaplanował bicie swojego kolejnego rekordu życiowego, mnie po raz kolejny - jak w warszawskim półmaratonie – przypadła rola pacemakera. W ten sposób dołączyliśmy do grupy biegaczy
z osiemdziesięciu dziewięciu krajów i mieliśmy niesłychaną przyjemność pokonać trasę prawdopodobnie najbardziej malowniczego maratonu w Europie. Zanim jednak do tego doszło, musieliśmy się jakoś do tej Pragi dostać. Wybór padł na dojazd samochodowy, a ponieważ biuro zawodów było czynne w sobotę do godz. 20.00 zdecydowaliśmy, że ruszymy jak tylko spełnię swe podstawowe zawodowe obowiązki służbowe (zajęcia na basenie z pięcio i 6 – latkami, które trudno powierzyć w zastępstwo), co dało nam w rezultacie wyjazd o 11.15 i spodziewany dojazd do biura zawodów ok. 18.00 – 19.00. I faktycznie po przejechaniu ponad 500 km trasą, którą trudno byłoby powtórzyć po raz kolejny (kombinacja decyzji „optymalnego” ustawienia nawigacji z Wojtkowym studiowaniem atlasu samochodowego), dojechaliśmy pod pawilon na holešovickém Výstavišti. Tutaj jednak przywitał nas korek, w którym traciliśmy kolejne cenne minuty, aż wreszcie Mijagi wyskoczył z auta by rozejrzeć się w sytuacji i poszukać naszego głównego celu. Patrząc na to co się dzieje w kolejce – szlag mnie ogarniał coraz większy (dobrze jeszcze zakonserwowane wspomnienia z ulic Bukaresztu lat 90 – tych, wyblakły przy obecnych scenkach rodzajowych), a świadomość zbliżającej się „deadline” – frustrację pogłębiały. Na szczęście Wojtek odnnalazł Grala, wrócił po moje dokumenty i popędził odebrać pakiety. W tym czasie zaparkowałem wreszcie auto i odkryłem powód całego zamieszania – w hali O2 praskiej Sparty (17 tysięcy osób pojemności) odbywał się hokejowy mecz, na który chciało się wbić chyba pół miasta. Drugie pół było pewnie na meczu ostatniej kolejki Gambrinus Ligii lub na Grand Prix Czech na żużlu. Niezły weekend… Nam jednak nie w głowie były inne sportowe eventy i po minięciu wyjątkowo niesympatycznego dobrovolnika z biura zawodów, udaliśmy się na pobliskie parkoviste, gdzie za 18 minut postoju skasowano nas na 40 koron. I tutaj dwa słowa od wujka „dobra rada” – w taką ekskursję nie planujcie wizyty typu „last minute”, bo nigdy nie wiadomo co was może spotkać po drodze. Nam niemalże udało się wcielić w życie powiedzenie: „przepłynął morze, u brzegu utonął” – na szczęście kosztowało nas to tylko nieodebranie plecaków, o których w ogólnym zamieszaniu spowodowanym pośpiechem nikt nam nie powiedział. Do hostelu „Klamovka”, który zarezerwowałem wcześniej - dotarliśmy już bez nerwów, choć mnie przypominały się sceny z dzieła „Hostel 2” wyprodukowanego w czesko – amerykańskiej zresztą koprodukcji. A to ze względu na wygląd recepcjonisty, który wyglądał jak skrzyżowanie ufryzowanego na lata 80 – te czeskiego spaniela (krótko z przodu, długo i nieuporządkowanie z tyłu) z naszym rodzimym przerośniętym „karkiem – troglodytą” z pierwszej połowy XXI wieku. A facet – jak się rano okazało – był bardzo sympatyczny. Wieczorem się posililiśmy, przejrzeliśmy pakiet startowy (skromny), obejrzeliśmy kreację Seana Connery w filmie „O jeden most za daleko”, z pasjonującym czeskim dubbingiem; przygotowaliśmy stroje startowe i sprawdziliśmy cipy... Tak, tak – i niech się nasze żony nie denerwują – to taki czeski przyrząd do mierzenia czasu biegaczy. Rano mieliśmy dylemat jak się dostać na miejsce startu ale z pomocą wspomnianego, hostelowego gospodarza – otrzymaliśmy cynk na tramwaj nr 9, którym podjechaliśmy pod samo miasteczko biegowe, zlokalizowane v dolni casti Vaclavskeho Namesti. Okazało się, że mamy dużo czasu i nic do roboty, więc Mijagi ruszył w obchód, spodziewając się spotkać rodaków. I oczywiście znalazł: a to kilku maniaków z Poznania, a to kogoś z Wrocławia i pewnie mógłby tak jeszcze długo, gdyby nie przedstartowa gorączka, która mocno zaczęła mu doskwierać. Ze mną było dokładnie odwrotnie – moment pożegnania z moim nieśmiertelnym, przedstartowym komplecikiem New Line’a, odkładałem na ostatnią chwile, bo po prostu było mi zimno. Po małym kompromisie ruszyliśmy o 8.40 na Staromestske Namesti, gdzie blisko Zegara Astronomicznego był zorganizowany start i meta. Tłok był tak duży, ze nie udało nam się dostać do naszych sektorów startowych, musieliśmy okrakiem pokonać barierki i pozostało nam tylko czekać na sygnał startera. Czas ten umilał nam widok gasnącego banera reklamowego, który osiadł na wyciągniętych rękach biegaczy, na szczęście na dosłownie chwilę przed rozpoczęciem biegu – udało mu się przywrócić stan „na sztywno”. Strzału żadnego nie usłyszeliśmy (może organizatorzy bali się, ze wszyscy miejscowi uciekną – jak przy aneksji Czech i Moraw w 1938) za to poleciały: balony pionowo a blisko sześciotysięczne tłumy – poziomo.
ps.: Gościa ze zdjęcia poznajecie? O nim i o biegu więcej w drugiej cześci...


Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Macias (2012-05-15,21:27): Czyżby Pavel Niedved







 Ostatnio zalogowani
szymon_p
20:53
Andrea
20:45
rotka
20:18
seba1
20:11
Piotr100
20:04
uro69
20:02
maste
19:48
scorpius
19:30
bladejm
19:24
mikeg
19:23
Admin
19:22
Raffaello conti
19:22
saul
19:20
GrandF
19:05
maur68
19:03
robert77g
18:57
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |