2010-08-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Heineken cz.II (czytano: 399 razy)

¦pi nam się przednio, ale budzi bębnienie deszczu o dach. Mało, zaczyna grzmieć, co w perspektywie biegania po wodzie, w dodatku z łańcuchem działaj±cym jak piorunochron może być groĽne. Duża czę¶ć uczestników pamięta bieg sprzed dwóch lat, kiedy nad jeziorem przeszła tr±ba powietrzna i spustoszyły kilometry lasu. W dodatku czy skutkiem ci¶nienia atmosferycznego czy wypitych wieczorem piw (szczególnie tych z kegi) boli mnie głowa. Nic niedługo start Nikoli, więc trzeba się zwlec z materaca „Odwagi łyk i ruszaj na marsz dzi¶” jak ¶piewaj± klasycy ¶l±skiej sceny rapowej. Niki na sportowo, ja przydziewam płaszcz OP1 i idziemy. Małe zamieszanie ze zbiórk± dzieciaków, ale ostatecznie wyruszaj± spod hotelu. Wcze¶niej spotykamy Benka, szuka wła¶nie Pawła Januszewskiego (pewnie tego nie wie, bo i sk±d, ale byli¶my kumplami klubowymi warszawskiej SKRY) – jego córka startuje z Niki. Gaba z wuwuzelami rusza na metę, a my z Piotrkiem na jedn± z fotogenicznych przeszkód. Ponieważ wiemy, że Kuba, Jasiek i Niki będ± biec razem, a Jasiek wła¶ciwie powinien w Mini Katorżniku, nie spodziewamy się ich szybko. I rzeczywi¶cie prawie zamykaj± stawkę, ale z bananem na gębie. Boso, ale w ostrogach, niemal dosłownie, o na trójkę biegaczy maj± dokładnie trzy buty (z tego dwa Niki, bo jej poprawiłem przed startem). Cykamy zdjęcia i lecimy na następn± przeszkodę – mostek z okr±głych nad, wprawdzie sztuczn±, ale wod±. Tzw. Musi być dopompowywana, bo wsi±ka w plażę. Dzieciaki zadowolone, teraz trzeba je doszorować i wreszcie nakarmić. Nie decydujemy się na ciepły prysznic, wracamy do samochodu.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |