2010-08-04
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Gieniusze cz.1 (czytano: 350 razy)

Pomysł tego startu pojawił się dość nieoczekiwanie. W planach na debiut Mai były zawody w Kuźni Nowowiejskiej we wrześniu. Tymczasem w głowie Klaudynki wykiełkowała myśl wystawienia jej w Mistrzostwach Młodych Koni w Geniuszach, w październiku dlatego start na tej samej trasie już teraz miał głęboki sens. Choć tempo rozwoju zawodniczego Mai narzuciła iście sprinterskie-dwa miesiące treningu i pierwszy start. Ale decyzja zapadła. Koniowóz udało nam się załatwić w korzystnej cenie, samochód miałem wypożyczyć z firmy, ohydną Multiplę, ale w ostateczności Klaudynka zakupiła specjalnie na tą okazje VW T4. Z kronikarskiego obowiązku muszę nadmienić, że żadne z nas nie ma prawa jazdy kat. E, więc jechaliśmy „na mandat” lub piękne oczy. Antycypując – udało się.
Jedziemy w trójkę Klaudynka, Niki, i ja (David w tym czasie bawi na Woodstocku). Dziewczyny pakują busa już od środy. Zawody zaczynają się w piątek, niestety, ja pracuję i ze względu na urlopy nie mogę wziąć wolnego. W dodatku padło na mnie „wypożyczenie” do Wawy „w efekcie pracuje od 6-tej do 20-tej”- miły złego początek, choć pierwszą obsuwą był fakt, że nawalił kowal, który miał być tydzień wcześniej. Podkowy mamy „na dwoje babka wróżyła”. Planujemy ruszyć w sobotę o 4-tej, wielką niewiadomą jest czy Maja zechce wejść do przyczepy. Koniec końców zbieramy się o 6-tej. Oczywiście nie chce, robi się nerwowo, po godzinie sukces - mamy konia w przyczepie. Teraz tylko nieco ponad 300km podróży w upale.
Podróż mija dość spokojnie. Do czasu. Przed Ostrowem Mazowieckim, gdzieś w połowie trasy mamy odcinek kiepskiej nawierzchni ,w dodatku teren jest mocno podmokły , droga stanowi coś w rodzaju grobli porośniętej po bokach lasem, świetnie odbijającym dźwięki. I właśnie tu musieli pojawić się ONI! Motocykliści. Nie lubię ICH, zakute w kask łby! Maja wpada w panikę, zaczyna szaleć, a ja nawet nie mam gdzie zjechać na pobocze bo takiego po prostu nie ma. Zatrzymujemy się na drodze, Maja cała mokra, trudno ją uspokoić , bo każdy następny pojazd powoduje podmuch i fale dźwiękową. Jakoś udaje się opanować sytuacje i ruszamy dalej, już bez większych przygód, z małym błądzeniem w Białymstoku. Po 6-u i pół godzinach jesteśmy na miejscu!
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |