Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [15]  PRZYJAC. [8]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
mariachi25
Pamiętnik internetowy
TATA BIEGA

Dominik T-ski
Urodzony: --------
Miejsce zamieszkania: Warszawa
5 / 32


2010-06-27

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
PAPIEROWE PLANY (czytano: 729 razy)

PATRZ TAKŻE LINK: www.tatabiega.blogspot.com

 

77 dni do maratonu we Wrocławiu.
15 dni do końca urlopu.
I niewiadomo ile dni do porodu.

Dziś minął 9-ty dzień po terminie. Lekarze mówią, że jak się nic nie wydarzy to moja żona zostanie już jutro w szpitalu. Będą obserwować jeszcze kilka dni i jak nadal nic się nie stanie, to zaczną wywoływać poród.
Trochę słabo.

Rano wychodzę biegać.

W prawej kieszeni trzymam telefon i co jakiś czas na niego zerkam. Wibracji mógłbym nie wyczuć, dzwonka nie usłyszeć. A może trzeba już te pędy wracać do domu... Nie, znowu nie trzeba. Szkoda, mógłbym osiągnąć rekordowy czas.

Biegnę mocno, biegnę szybko. Nie oszczędzam się - jakbym chciał pogonić czas. Jakbym mógł swoim tempem wpłynąć na przyspieszenie wszystkich innych procesów.
Akurat dobrze się składa, bo dzisiejszy trening zakłada nagłe przyspieszenia i gwałtowne zmiany tempa. W soboty biegam bowiem interwały, a to oznacza, że trzeba naprzemiennie biegać odcinki szybkie i wolniejsze.

5 minut zasuwania... 5 minut spokojnego tempa... znowu 5 minut zasuwania... i znowu odpoczynek przy mniejszej prędkości.

Kiedy biega się rekreacyjnie - dla zabawy, zrzucenia paru kilogramów lub dobrego samopczucia, to nie trzeba przejmować się specjalnie tempem, ilością pokonywanych kilometrów czy nawet czasem - biegnie się tak, jak organizm w danej chwili pozwala i jak fantazja nam podpowie.

Ale kiedy porywamy się na maraton, trzeba wdrożyć plan treningowy. To dość ważne, jeżeli nie chce się później zdychać w połowie trasy.

Maraton czyli 42,195 km to dystans poważnie obciążający ludzki organizm. Prowadzący każdego niedzielnego biegacza najkrótszą drogą wprost do granic wytrzymałości, do kresu kondycji, do miejsca, w którym wolna wola (by biec dalej) krzyżuje się z rozpaczliwymi sygnałami ciała (by się zatrzymać).

Wiele zależy od ogólnej kondycji i predyspozycji każdego człowieka, ale można bezpiecznie założyć, że każdą w miarę regularnie biegającą osobę, można w przeciągu dwóch-trzech miesięcy przygotować do startu w maratonie.

I wtedy koniec z radosnym joggingiem, zaczynają się treningi, mające na celu poprawę szybkości, wzmocnienie mięśni i przede wszystkim zbudowanie wytrzymałości pozwalającej nam później jakoś dobiec do mety maratonu.

Taki plan nie jest wcale skomplikowany.
Najczęściej składa się z kilku nieśpiesznych rozbiegań, jednego czy dwóch interwałów oraz jednego wolnego biegu na długim dystansie tygodniowo. Do tego dochodzą ćwiczenia rozciągające i siłowe.

Oczywiście szczegółowych koncepcji takich planów jest całe mnóstwo, ale nie w samym planie jest problem. O wiele trudniejsza - jak to zwykle bywa - jest jego konsekwentna realizacja.

Jak napisał kiedyś jakiś doktor:
"Maraton jest bardzo niezdrowy. Jednak nic tak wspaniale nie służy zdrowiu, jak przygotowania do niego."

Do poprzednich moich dwóch startów maratońskich przygotowywałem się według planów znalezionych w internecie. Posiłkowałem się też zaleceniami maratończyka Jerzego Skarżyńskiego, znanego obecnie się obecnie z publikowania świetnych poradników dla biegaczy (powyższy cytat został zaczerpnięty z jego książki).

Z konsekwencją było różnie, ze spójnością planu również. Ale maraton przeżyłem.
Teraz będę chciał go przeżyc jeszcze raz. I oczywiście przebiec szybciej niż poprzednie.

Aby tego dokonać i jednocześnie zmotywować się do regularnych treningów zaopatrzyłem się w najnowsze cudo techniki o nazwie Adidas miCoach.

To sprytne urządzenie mierzy i zapisuje puls, tempo, przebiegnięte kilometry i spalone kalorie. Co więcej połączone z internetem zmienia się w wirtualnego trenera - na podstawie oceny mojej kondycji przygotowuje plan biegowy i zalecenia treningowe. Podczas biegu jest podłączone do odtwarzacza mp3 i na bieżąco wydaje mi komendy dotyczące tempa i tętna. Natomiast po zakończeniu treningu i zgraniu danych do komputera - wyświetla moje wyniki, prezentuje statystki oraz zalecenia na dalsze dni.

No po prostu szok, jakie to zmyślne rzeczy się dzisiaj robi.

Zresztą zobaczcie sami:
http://www.youtube.com/watch?v=REqqkL_00-4

Nie mam pojęcia czy po urodzinach naszej córeczki uda mi się chociaż pobieżnie pilnować tego planu. Na pewno pierwsze dni z małą istotką pod jednym dachem skutecznie wybiją mi z głowy bieganie. Nowe obowiązki, duże emocje i nieregularny sen na pewno dadzą się we znaki. Oprócz tego do załatwienia będzie mnóstwo formalności - urząd stanu cywilnego, ZUS, przychodnia, becikowe, szczepienia...
Trzeba będzie stopniowo organizować czas na wszystko, układać rytm dnia od nowa.

Ale póki co zaklinam zegar biologiczny mojej żony i zasuwam zgodnie z planem.
Tylko ten cholerny telefon wciąż milczy...

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
tomek_f
12:30
janusz9876543213
12:30
martinn1980
12:25
Pawel63
12:09
maratonczyk
11:51
Raf  Gav
11:37
Henryk W.
11:37
chris_cros
11:05
crespo9077
11:03
StaryCop
10:57
michu77
10:46
piotrhierowski
10:33
14dudus
10:28
kubawsw
09:25
Rainwater
09:13
danielEm
09:13
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |