2010-01-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| W sercu Tamil Nandu (czytano: 327 razy)

Opowiadanie na rozgrzanie
Kobieta ogląda zdjęcia. Zrobione nowoczesnym aparatem, a wyszły jakieś blade, ciężko o dobre ujęcie. „Puszką po konserwie zrobiłabym lepsze” wzdycha i wrzuca płytkę do pudełka. Z egzotycznej podróży pozostało tylko to co w pamięci...
...jest pół do dwunastej gdy zasuwa lotniczą walizkę i przysiada na brzegu łóżka. Czuje znużenie tak wielkie, że nie wie co ze sobą zrobić. Pobudka o 2.30, może nie warto już się kłaść? Oj, chyba jednak....dźwięk budzika wyrywa ją ze snu, serce wali o klatkę piersiową i przez kilkanaście sekund nie wie kim ani gdzie jest, powoli wraca świadomość i pojawia się decyzja żeby wstać. Ubiera się popijając gorącą herbatę i schodzi na dół na umówione spotkanie z kierowcą, który zabierze ją na lotnisko. Kierowca się spóźnia, więc stoi samotnie w środku nocy, rozglądając się po pustej ulicy, cisza dzwoni w uszach. W końcu nadjeżdża auto. Na Starym Mieście przypomina kierowcy, żeby skręcił po czekającego już również przed domem Mężczyznę. Lot do Frankfurtu przebiega bez niespodzianek, jak zwykle podczas kontroli musi pochodzić boso po macie niczym modelka na wybiegu, skoro robione w Polsce buty na wykrywaczach metali zawsze brzęczą. Mężczyzna czuwa, Kobieta w hali odlotów śpi. Nadchodzi pora lotu do Chennai, po naszemu Madras, stolicy Tamil Nandu. Olbrzymi Boeing wypełnia się do ostatniego miejsca, Kobieta zauważa, że wśród podróżujących prawie nie ma innych kobiet i zajmuje swoje miejsce. Z zainteresowaniem ogląda mały ekwipunek przydzielony każdemu pasażerowi: bawełniany kocyk, poduszkę,słuchawki. Podczas kilkunastogodzinnego lotu można posłuchać kilku kanałów azjatyckich lub muzyki klasycznej, a na monitorze pojawia się film prosto z Bollywood. Po godzinie biernego siedzenia Kobieta rozpoczyna przechadzkę po pokładzie, tak jak widziała robi się to na filmach, ale wkrótce drogę zagradza jej stewardessa z informacją, że będą podawane napoje i nakazuje usiąść. Posiłek jest na pokładzie jedyną dostępną przyjemnością, Kobieta zerka na siedzącego po lewej mężczyznę. Jest coś przyciągającego uwagę w jego wyglądzie zewnętrznym, Holender? Być może.
W Chennai jest wieczór, gdy wychodzą z terminala. W twarz uderza gorące wilgotne powietrze, takie jak w szklarni. Przy barierce niecierpliwią się stojący rzędem taksówkarze i kierowcy przybyli po pasażerów, z których większość trzyma szyldy z nazwiskami. Mężczyzna wyszukuje właściwego taksówkarza; kobieta zastanawia się nad pierwszym wrażeniem jakie robi na niej to miejsce – przecież widziała filmy z tego kraju setki razy, a jednak gdy już jest na miejscu to różnica jest taka jak między oglądaniem zdjęć a filmu 3D.
W hotelowym barku z radością znajduje litrową butelkę stołowej wody i czyta informację, że taki przydział przysługuje gościowi raz dziennie. W serwisie na stronie internetowej ambasady surowo przestrzegano wyjeżdżających przed piciem wody innej niż stołowa strasząc inną florą bakteryjną i możliwością zatrucia. Trochę martwiła się tą wodą, przy ilościach które normalnie wypija razy miejscowa temperatura.. Ale i na to znalazła się rada, ktoś praktycznie podpowiedział, że mineralną można przecież zabrać do bagażu. Dziesięć minut rzucania butelkami Kryniczanki o ścianę piwnicy - gruba butelka PET ani drgnie. 4 razy 2 litry w bagaż. Czym jest brak czystej wody, o którym tyle mówi się w mediach, przekonuje się na miejscu mijając na ulicy kramiki gdzie miejscowi kupują wodę pitną; w hotelu żadne tam przyniesienie mineralnej w szklance - kelner przynosi do posiłku stołową, pokazuje gościowi, że jest zalakowana specjalnym kapslem i dopiero wtedy otwiera butelkę.
Następnego dnia Kobieta i Mężczyzna mają kilka godzin wolnego czasu, który Kobieta chętnie wykorzystuje na wycieczkę po okolicy. W hotelu można wynająć taksówkę, której kierowca obwiezie po kilku oferowanych turystom do zwiedzania miejscach: wiktoriańska katedra, grób św. Tomasza, hinduska świątynia, plaża nad oceanem. O plaży Kobieta przeczytała,że jest najpiękniejsza w całym stanie, ale coś jest nie tak bo hotelarz niechętnie zgadza się na ten punkt wycieczki. Na mieście panuje nieopisany chaos-budowy, kupy kamieni, przypadkowo rosnące krzewy i drzewa. Wiktoriańska katedra to ciężki mroczny budynek z pamiątkami po angielskich kolonizatorach, z którego Kobieta z ulgą ucieka. Zdjęcie przy olbrzymim baobabie, w którego pniu bez problemu zmieściło by się małe auto. Do kościoła przy grobie św. Tomasza wchodzi się boso, muzułmańskim zwyczajem zostawiając przy progu buty. W kaplicy przed tabernakulum siedzi w ławkach kilkanaście osób; na przedzie trzydziestoletni mężczyzna śpiewa coś przepięknym głosem, dłuższa chwilę słucha tego śpiewu. Hinduską świątynię można obejrzeć tylko z zewnątrz. Później przejazd na plażę. Już wie co jest nie tak: tutaj nikt nie plażuje, nad oceanem siedzi za to masa mężczyzn, kobiet i dzieci, niektórzy kapią się w ubraniach. Czy oni tu koczują czy tylko w ten sposób spędzają wolny czas? Nagrzany piasek zaczyna parzyć stopy w sandałach i kobieta musi przebiec plażę, jeżeli chce dotrzeć do brzegu oceanu. Z powrotem wracają w towarzystwie hinduskiej rodziny, która przyłącza się podając ręce i wypytuje o coś kierowcę. Znowu bieg po plaży..Tamilowie różnią się od Hindusów w taki sam sposób jak Kurdowie od Turków. Kobieta z przyjemnością patrzy na mijające ich Tamilki: postawne długowłose, ubrane w kolorowe bawełniane stroje, poruszające się z gracją. Bardzo pasują do jej ideału kobiety: w kolorowej sukni, kwiatami we włosach i butach na obcasach. Kobieta postanawia kupić sobie taki tamilski strój. Kierowca poproszony o podwiezienie do sklepu gdzie sprzedaje się ubrania dla kobiet zajeżdża do salonu oferującego dywany i jedwabie w kuponach. Typowy w Azji taksówkowo-sklepowy układ. W tył zwrot i Kobieta tłumaczy dość ostro, że ma to być taki strój jaki widać na ulicach. Kierowca kreci niedowierzająco głową, ale tym razem zawozi tam gdzie trzeba, na handlową ulicę gdzie jeden przy drugim stoją sklepy z ubraniami. Mężczyzna nudzi się na ulicy, Kobieta wybiera kilka rzeczy. Nie musi znać bengalskiego ani żadnego innego języka żeby zauważyć, ze sprzedawczyni dostała burę od szefa, za to że tak mało sprzedała cudzoziemce i jest jej autentycznie przykro z tego powodu. Jednak w tych strojach w Europie nie da się chodzić.
Przywdzianie tamilskiego stroju wymaga pewnego treningu, na początku przy jej energicznym sposobie chodzenia szal nieustannie zsuwa się z ramion. Odtąd w czasie nie poświęconym pracy przebiera się za Tamilkę. Miejscowi mijając ja dyskretnie przyglądają się. Ma nadzieję, że ta mała maskarada nie uraziła tych ludzi.
Po południu spotkanie z agentem. Mężczyzna jest uderzająco podobny do kolumbijskiego watażki z filmu „Miłość, szmaragd i krokodyl”. Drugiego dnia rano przejazd do celu podróży. Z półtoragodzinnej podróży terenowym samochodem podczas której Kobieta rozgląda się dokoła rozmawiając z odwróconym ku niej Watażką, zapamiętuje kilkanaście reporterskich obrazów: nabrzeże niedawno całkowicie zniszczone przez tsunami na którym zdążyły już wyrosnąć rzędy drewnianych lepianek, z angielska ubranych w mundurki uczniów zmierzających do szkoły i tę jedną schludnie ubraną dziewczynkę, które bezradnie kręci się przed drewnianym domkiem szukając miejsca gdzie mogłaby przeskoczyć błotniste bajoro rozlane na drodze; rybackie łodzie wyciągnięte na brzeg, którym słońce nadaje fantastyczne pastelowe kolory zapamiętane z obrazów Wyczółkowskiego. Kobieta chce wiedzieć ilu mieszkańców liczy Chennai. W oczach Watażki pojawia się otwarta drwina-tego nikt nie liczy.
Jeżeli ktoś słysząc, że TATA wyprodukował auto za 6.000$ uśmiecha się z politowaniem to tutaj poczucie wyższości powinno ustąpić uznaniu. Na ulicy szerokości trzypasmówki nie ma wymalowanych pasów, slalomem mijają się auta, śmieszne taksówki przypominające bryczki ciągnięte przez motor, liczne dwuślady i nawet zaprzęgi ciągnięte przez rogate bawoły; intensywny ruch odbywa się z ciągłym cichutkim potrąbywaniem i ani razu Kobieta nie zauważa uszkodzonej karoserii. Ulica w jej rodzinnym kraju to miejsce barbarzyńskie, świadek gladiatorskich walk. Krowy, gdzie krowy? Nigdzie nie widać ani świętych ani żadnych krów.
Musi tu mieszkać z kilkanaście milionów ludzi – obojętnie, o której godzinie wygląda przez hotelowe okno - przez ulicę przepływa z nie słabnącą siłą nieustanny ruch. Z powrotem przy drodze widzi ogonek czekających w kolejce ubranych po europejsku młodych kobiet. Watażka wyjaśnia, że to studentki czekające przed uniwersytetem na postoju taksówek. Mówi też, że wyjątkowo szczęśliwie trafili na trwająca od kilku dni pochmurną pogodę, gdyby nie to temperatura powietrza byłaby kilkanaście stopni wyższa, a każde wyjście poza klimatyzowane pomieszczenia dla Europejczyka trudne do zniesienia.
Czas mija szybko i już można wracać do domu. Właśnie, a gdzie herbata? Dziwi się trochę, że praktycznie nie widziała sklepów z herbatą, z której słynie przecież cały region. Postanawia kupić ją na lotnisku. Po przyjeździe pod terminal na drodze staje im strażnik żądając okazania biletów, do terminalu wolno wejść tylko podróżnym, a odprowadzającym do małej poczekalni przy wejściu. Kolejny strażnik pilnujący wejścia z poczekalni do terminalu nie pozwala im przejść. Tutaj nie ma sklepów jak na europejskich lotniskach, a boarding jest za trzy godziny. „Przyjdźcie za trzy godziny!” Poczekalnia jest maleńka jak na ruchliwe lotnisko, może ze 150m; głównie zajmują ja rodziny odprowadzając podróżnych; z barku dobiega mdlący zapach potraw. Klimat jak na każdym dworcu w Polsce, ale obcy. Kobieta wciska się w sam kąt poczekalni i odgradza od nie akceptowanej rzeczywistości czasopismami zabranymi z rodzinnego kraju. Po chwili podchodzi do niej Angielka podróżująca z mężem. Oni też nie są zachwyceni oczekiwaniem. W mig zawiązuje się ciekawy przykład współpracy międzynarodowej: regularnie co 20minut na przemian Kobieta lub Mary podchodzą do funkcjonariusza i pytają czy mogą już wejść. Zabawa w kotka i myszkę skraca czas oczekiwania a nawet przynosi pewien sukces: 20min przed pierwotnie wskazanym terminem Mary wesołym gestem przyzywa Kobietę ku wejściu do sali odlotów.
Przed taśma do kontroli bagażu kolejny funkcjonariusz zagradza jej drogę – wszelcy mundurowi nie mają zwyczaju tłumaczenia czegokolwiek więc trzeba się rozglądać i kombinować co jest nie tak. Na każda sztukę bagażu należy nałożyć banderolkę linii lotniczej organizującej lot, którą ochrona pieczętuje po pozytywnej weryfikacji bagażu. Bagaż kobiety odjeżdża do przodu, ale strażnik znów nie przepuszcza nakazując „Tam”. Za ostatnią taśma wisi jakaś okropna bura zasłona na metalowych kółeczkach i Kobieta domyśla się, że za zasłoną odbywa się kontrola dla kobiet.Co znaczy ta zasłona - obowiązkową kontrolę osobista? Ociągając się wchodzi niczym Alicja do Krainy Czarów. Dwie strażniczki na zmianie. Śliczna dziewczyna w dobrze skrojonym mundurze podobna do Halle Berry, w wersji z krótkimi włosami, bardzo dokładnie dokonuje kontroli dotykając palcami w sposób jakim szermierz wykonuje sztych i otrzymując kontakt wzrokowy, co sprawia, że Kobieta zaczyna przemyśliwać jak stoją Indie w rankingu w stosunku do Izraela, którego służby lotniskowe zatrudniają psychologów tak świetnych, że terrorysta nigdy nie przedziera się przez kontrolę.
Czekając na lot Kobieta regularnie podnosi oczy znad gazety, gdy obok defilują załogi pokładowe egzotycznych lotów: Colombo, Dakar, Arabia Saudyjska. Spodziewa się Arabek z zasłonięta twarzą, ale stewardessy o znudzonych twarzach noszą jedynie jakiś gałganek zwisający wzdłuż policzka. Zaczyna się boarding na olbrzymi Boeing. Obsługa prosi najpierw kobiety w ciąży i z małymi dziećmi, a następnie pasażerów 1-50 rzędu, a później 51-100 rzędu itd. Kobietę śmieszy ta iście niemiecka organizacja, tak bardzo nie pasująca do miejscowego klimatu.
Tamil Nandu niczego w życiu kobiety nie zmienia, chyba to jedno, że zaczynając od tej podróży wszystkie dalsze wyjazdy dobiegają końca około pierwszej w nocy. Przynosi jedynie pewną refleksje: jest wolną białą kobietą urodzoną w Europie. W chwili narodzin kobietę może spotkać jedynie jedno większe szczęście: urodzić się bogatą białą kobietą w Europie. Czasem myśli o tym, że o szczęściu, które stało się jej odziałem, miliony innych kobiet mogą jedynie pomarzyć.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |