2009-09-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 27 HASCO - LEK WROCŁAW MARATON - dzień pierwszy. (czytano: 305 razy)

No i co tu napisać?!
Że było wspaniale, że super było się spotkać ze znajomymi z Teamu,ze była wspaniała atmosfera?!
Znowu w kółko to samo?!
Przecież po każdym biegu można by tak napisać. Wystarczyłoby tylko "kopiuj-wklej" ,zmienić tytuł wpisu i po robocie.
"Niestety" na każdym biegu jest Coś, o czym warto pisać ku pamięci.
Nie śmiejcie się ze mnie ,ale.... uwielbiam czytać swoje wpisy.Nie żebym uważał,że są takie wspaniałe :), ale dla wspomnień,aby jeszcze raz przenieść się do tych wspaniałych chwil i doznań, które mi towarzyszą na każdym z biegów.....
Chociaż mieszkam blisko, to jeszcze nigdy nie biegłem we Wrocławiu.
Wreszcie nadarzyła się okazja.
HASCO-LEK MARATON WROCŁAW.
Jak pobiec, to od razu z grubej rury.
Niestety Krysia zrezygnowała w ostatniej chwili, więc do Wrocka udałem się sam.
Będąc w kontakcie telefonicznym z Gabą, zbliżałem się "szybko" i nieuchronnie do naszego lokum przy ul. Trzemeskiej.
Po kolejnym telefonie ponaglającym zrezygnowałem z komunikacji miejskiej i błyskawicznie zameldowałem się w hotelu.
Po wejściu do pokoju 422 niemal zdmuchnął mnie z powierzchni ziemi gromki okrzyk:- RAAAADEEEEEK!!!, więc nie pozostałem dłużny odryknąłem :- GAAAAAABAAAAA!!! i już ściskaliśmy się serdecznie z Gabrysią, a po chwili z Mirkiem i lekko przestraszonym i zdezorientowanym Robertem.
Ponieważ czas gonił, zwinęliśmy się natychmiast i pojechaliśmy na Stadion Olimpijski, gdzie o 17.00 mieliśmy się spotkać z koleżankami i kolegami z Teamu.
Dotarliśmy bez przeszkód i o czasie.
Po drodze liczyliśmy ile piw można wypić ,aby jutro osiągnąć planowany wynik.
Wyliczyłem Mirkowi osiem sztuk.
Jak się później okazało ,nie wypił tej ilości, i jak się jeszcze później okazało, planowanego rezultatu nie osiągnął :)
No cóż, jak ktoś nie słucha starszych........
Zarejestrowałem się w biurze, by już po chwili tonąć co raz to w innych ramionach.
Zebrała się nas spora grupka.
Ustaliliśmy plan działania i już po chwili pod przewodnictwem Jacka wyruszyliśmy na rozb.... - o przepraszam - na podbój Wrocławia.
To był WSPANIAŁY wieczór.
W przeuroczym towarzystwie zwiedzać przeuroczy Wrocław.
Lepiej nie można było sobie wymarzyć.
Choć się tu urodziłem,to dopiero po latach poznałem Wrocław na nowo (no przynajmniej jakąś cześć).
Jacek z dużym znawstwem i zaangażowaniem opowiadał o mijanych przez nas budowlach i o ich historii.
Co pewien czas "przeszkadzała " mu Gaba, z której to ust dowiedzieliśmy się też wielu ciekawych rzeczy.
A to na przykład o "bramach kluskowych", a to o "ryćkaniu kozy" na filarze katedry.
Kto był, ten wie o co chodzi :)
Spacer upływał na rozmowach poważnych, mniej poważnych, ale na zupełnie niepoważnych przede wszystkim:)
W końcu dotarliśmy do rynku i po burzliwej dyskusji zdecydowaliśmy ,do jakiej knajpki idziemy coś skonsumować.
Po kolacji postanowiliśmy podjechać pod Halę Ludową(nazwa użyta świadomie) ,aby obejrzeć pokaz - że go tak nazwę- "świetlno-wodny".
Tempo marszu było tak wielkie,że kilka osób nie wytrzymało i zagubiło się po drodze.
Ci co zdążyli, obejrzeli bardzo ciekawy ( moim zdaniem) pokaz, który okazał się być nie tylko "świetlno-wodnym" ale "świetlno -wodno- muzycznym".
Kulturalnie spełnieni udaliśmy się do hotelu na spoczynek.Wszakże jutro maraton, a ja przez te kilka godzin zupełnie o tym zapomniałem.
Po powrocie jeszcze mały, najnowszej generacji "isotonic Tyski" i lulu.
Przed snem "rozwaliła" mnie jeszcze rozmowa Kowala z Tytusem, a wyglądała mniej więcej tak:
Tytus:- Jak jutro uda mi się pobiec do końca swoim tempem, to od 30 km będę wszystkich wyprzedzał.
Kowal:- Chyba w karetce
:)))))))))
Niestety spanie mi nie wyszło najlepiej.
Przewracałem się z boku na bok i liczyłem przejeżdżające samochody.
Rano, skoro świt, bezlitosny Mirek zrzucił nas z wyra o 6.00.
Po małym śniadanku wskoczyliśmy do samochodu i pojechaliśmy zmierzyć się z MARATONEM........
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu dario_7 (2009-09-14,16:32): Popłakałem się z tego dialogu Tytusa z Kowalem :))))))))) Marysieńka (2009-09-14,16:58): Dario...nie Ty jeden "łezkę" uroniłeś, nie Ty jeden za brzuszek się trzymałeś..ja też:)) golon (2009-09-14,17:17): czekamy na kolejne wpisy z relacją z Wrocka :-) lubię czytać jak piszesz Twoje wpisy fajowe są :D mamusiajakubaijasia (2009-09-14,17:22): Szczerze mówiąc, to towarzyszyłam Mirkowi w "bezlitosnym zrzucaniu Was z wyra", ale jako osoba mało odważna z natury wycofałam się na z góry upatrzoną pozycję, nim zdążyliście otworzyc drzwi. Dzięki temu jeszcze żyję, jak tuszę:) Kedar Letre (2009-09-14,20:27): "Tusisz" dobrze, lecz pamiętaj ,że nie ręki mojej śmierć byś poniosła, ponieważ nie "spawszy" wcale tej nocy i tak mi wszystko jedno było, o której pobudka :) Kedar Letre (2009-09-14,20:29): Ja też długo się nie mogłem uspokoić po usłyszeniu tego tekstu, a zapewniam Was ,ze w oryginale było jeszcze śmieszniejsze :) Kedar Letre (2009-09-14,20:30): Dzięki Golon, masz jak w banku. Nie mogę teraz chodzić to i za kompem częściej usiądę. Rufi (2009-09-15,12:30): Szybciutko dalej pisz, uwielbiam czytać Twoje relacje - szczególnie z maratonu :-)
|