2009-06-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Najlepszy bieg na świecie!!! Część ostatnia (czytano: 441 razy)

............Właśnie w tym miejscu dogoniła na Iwona.
Miała jeszcze dużo sił, ale niestety zaczęły łapać ją skurcze łydek.
Dzielna dziewczyna walczyła jednak do końca.
My co rusz zatrzymywaliśmy się ,gadaliśmy, wygłupialiśmy, a ona parła nieustannie do przodu tocząc walkę z własnym organizmem.
Już do mety biegliśmy razem.
Iwona to nas wyprzedzała to my ją ,ale już jej nie zostawiliśmy.
Każdy starł się służyć jakąś dobrą ,sprawdzoną radą ,aby dotrwał do mety.
Prezez moment wydawało mi się nawet ,że ją wkurzamy, i najlepiej by było ,jak byśmy dali jej spokój.
Stwierdziliśmy,że od nas i tak się już nie uwolni i jest na nas skazana.
Iwona co kilkaset metrów mówiła do kibiców:
- Ja nie znam tej grupki. Ja nie jestem z nimi.
A my odrykiwaliśmy również co kilkaset metrów:
- Ta pani jest z naszej drużyny!!!
I tak sobie biegliśmy i biegliśmy.
Bo zdecydowanie jest to opis biegu.
Niech nie zmylą niektórych te sklepy,to piwo,te wygłupy.
To naprawdę jest bieg i to nie byle jaki ,bo V Jurajski Półmaraton, jeden z najlepszych biegów na świecie.
W pewnym momencie postanowiłem ,że ostro przebiegnę 1 km dla rozprostowania mięśni.
Jak mówiłem, tak zrobiłem i na 12 km mówiąc zdziwonym współbiegaczom :
- ” No to na razie” – pognałem do przodu.
Kibiców nie było w tym miejscu dużo ,ale ci co byli patrzyli z zaciekawieniem ,skąd się nagle tu pośród tuptających biegaczy jakiś wariat wziął.
- Pszczoła go użądliła ,czy może szerszeń jaki??!! – myśleli może.
To było REWELACYJNE doznanie.
Bez dużego wysiłku, bez zadyszki, przebiegłem sobie kilometr w 3.40( było lekko z górki) i........zawróciłem do swojej grupki.
Kiedy tak wracałem jakiś nieśmiały i cichy głos odezwał się za moimi plecami.
- Proszę pana.To chyba nie w tym kierunku pan biegnie.
Obejrzałem się i ujrzałem młodego strażaka mówiącego te słowa.
Po intonacji i jego minie wywnioskowałem jednak ,że chyba do końca nie jest tego pewien.
Juz za chwilę powitały mnie trąbki i dalej biegliśmy znowu razem.
Gdzieś tak na 16 km był ostatni punkt odżywczy( przy mostku)
Tu zrobiliśmy dłuższy popas.
Śmiechów i żartów było co niemiara.
Wyprzedził nas bosonogi Paweł i w tym momencie byliśmy ostatni.
Zresztą wypisana na koszulkach nazwa : „ Drużyna Ostatniej Minuty” do czegoś zobowiązywała.
Obsługa punktu była przemiła, więc żal było ją opuszczać, no ale jak się na starość biegania zachciało ,to trzeba było ten bieg ukończyć.
Kowal wziął tackę z ciasteczkami i owocami i po drodze częstował - zdezorientowanych tą sytuacją - kibiców.
Na tym punkcie zauważyliśmy też( może się myliliśmy), że kierowca z busa pt.”Koniec biegu” jest niezbyt zadowolony z naszego tempa.
Zdając sobie jednak sprawę ,że biegniemy ciągle w limicie beż skrupułów bawiliśmy się w najlepsze.
Ostatnie kilometry pokonawaliśmy już w tempie Iwony, która dzielnie walczyła ze swoimi słabościami.
Jak obiecywaliśmy ,tak zrobiliśmy i dziewczyny nie zostawiliśmy.
Zaczęła sie walka z czasem.
Tusik co kilka chwil informował:
- 7 min. do limitu
- 5 min. do limitu
- 3,5 min. do limitu.
Biedna Iwona robiła co mogła.
Mam nadzieję ,że nas nie znienawidziła, że tak do końca ją maltretowaliśmy.
Naszym celem było ukończenie biegu w limicie 3 godz. i chcieliśmy ten plan zrealizować.
Wszyscy.
Razem.
Na 100 metrów przed metą już wiedzieliśmy ,że nie zmieścimy się w limicie.
Mogliśmy zostawić Iwonę , podbiec do mety ,zaliczyć limit i po nią wrócić .
Nie chciałbym mówić za Iwonę ,ale chyba miała już dosyć.
Decydowała się jeszcze na ostatni zryw......,by po chwili przejść do marszu.
Znowu zryw.......i znowu marsz.
Wzięliśmy ją z Jaśkiem za ręce.
Nie chciała.
Na twarzy widać cierpienie, ale nie poddała się .................................( tu się lekko wzruszyłem)..............BRAWO IWONA!!!
Ukończyliśmy.
Wpadamy na metę.
Na mecie ukochany synek z ukochaną żoną gorąco dopingują.
Medal na szyję.
Koniec biegu.
Czas 03.00.42.
42 sekundy poza limitem.
Ale tych 42 sekund ( jak pisał Jasiek na forum) nikt nam nie odbierze......................................
Po odebraniu medalu, po przejściu kilku kroków dopada mnie tak z zaskoczenia zmęczenie.
WIELKIE ZMĘCZENIE.
Wychodzą 4 godz. snu z piątku na sobotę.
Wychodzi 1 godz. „snu” z soboty na niedzielę.
Wychodzą wspomagacze
Wychodzi kilkugodzinne przebywanie na otwartym słońcu.
Próbuję z tym walczyć ,ale dobija mnie jeszcze mój synek, który będąc chyba też przemęczonym, zaczyna być nieznośnym,uciążliwym dzieciakiem.
W pewnym momencie oddaję go Krysi pod opiekę i muszę się schować w cień.
Znajomi coś do mnie mówią ,ale ja jestem jakiś taki bez entuzjazmu.
Rozbawił mnie na moment Miłosz , mówiac,że nabawił się kontuzji, po czym zrobił usta w ciup i wyciąga je do mnie jakby chciał mnie pocałować.
- Mocno są spuchnięte? – pyta.
Oglądam chwilę i pocieszam go ,że nie tak bardzo.
Ale biedak mocno cierpi.
Widział ktoś kiedyś taką kontuzję u biegacza?!
Spuchnięte wary?!
No ale jak się przez 3 godz dmie w trąbę ............
Jacuś zaczyna się nieładnie zachowywać,więc przejmuję go od Krysi i idziemy w plener.
Tu kolejny popis młodego,bo zaczyma wypijać resztki piwa z porozrzucanych puszek......a następnie oblizywać ohydne widelce i noże również. porozrzucane na ziemi.
Jak wsiadamy do samochodu młody niemal natychmiast zasypia ( co mu się nie zdarza).
Dekoracja się nieco przedłuża, ale wreszcie odbywa się losowanie nagród i samochodu.
Świadom ,że nie zmieściłem się w limicie, podchodzę do tego bez emocjii.
Na koniec jeszcze miła niespodzianka.
Wierszokleci otrzymują od orgów dyplomy i upominki.
Bardzo to było miłe.
Teraz pożegnania nadszedł czas.
Żegnamy się więc wylewnie.
Rezygnujemy ( z wielkim żalem) z zaproszenia na kawę od Gaby, ponieważ chcemy zdążyć odwieźć Jurka na pociąg.
Podróż do domu przebiegała w tempie naszego biegu i już po kilkunastu godzinach:) meldujemy się w domu.
AKCJA RUDAWA ZAKOŃCZONA.
Na koniec muszę jeszcze dodać jedno.
Może to będzie zbyt krótkie.......???..............
DZIĘKUJĘ PIOTREK!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ty już wiesz za co.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu mamusiajakubaijasia (2009-06-16,13:27): Zapomniałeś (?) dodać, że w okolicach osiemnastego kilometra zrealizowałeś swoją ideę fix, i położyłeś się w pozycji krzyża św. Andrzeja na środku drogi udając martwego. Na obietnice i pogróżki towarzyszy biegu, dotyczących mało delikatnego potarktowania tego, co było łatwo wystawione na potencjalnego kopniaka, zasłoniłeś rękami to, dzięki czemu jesteś ojcem, ale nie wstałeś. Dopiero mało czułe okrzyki typu "Wstawaj pijaku" i równie mało czułe kopanie w podeszwę buta poderwało Cię do dalszego galopu:)..........................Piękny bieg...piękny i obfitujący w nietypowe - a może zaledwie niekoniecznie typowe dla biegaczy - zachowania:))) Kedar Letre (2009-06-16,13:36): Faktycznie ,zapomniałem :) Jak i pewnie o jeszcze wielu,wielu epizodach......tak.........to był piękny bieg. mkmilosz (2009-06-16,15:02): jeszcze byl najwazniejszy mecz w zyciu, takie kopanie to tylko w Rudawie, butelka dobrze zastepuje pilke :) to chyba bylo kolo 12-13 km ? shadoke (2009-06-16,15:18): Ja też się wzruszyłam... Zryw hamowany skurczem mięśni! Ani przez moment mnie nie denerwowaliście:) Byliście kochani! I do końca byliście ze mną! shadoke (2009-06-16,16:05): Najzabawniejsze było, jak Kowal powiedział: "bądź jak Korzeń" i przeszedł z truchtu do chodu sportowego, a za nim Radek i obaj tak zgrabnie tyłkami kręcili, że Aneta z Nordic Walkingu już nie wytrzymała napięcia i parsknęła śmiechem... Ja zresztą też;) Marysieńka (2009-06-16,16:27): A ja dziękuję za ten wpis.
Przeczytałam go z największą przyjemnością:))) Tusik (2009-06-16,17:15): Radek, nawet nie śmiem komentować tych Twoich 3 x ULTRA PIĘKNYCH WPISÓW!!!!!!!!................. CHCĘ TU PODZIĘKOWAĆ WAM WSZYSTKIM ZA "RUDAWĘ", ZA "RGO", ZA "MP TEAM", ZA "ZABAWĘ", ZA "RYWALIZACJĘ" I ZA "PRZYJAŹŃ" WSRÓD BIEGACZY!!!!!!!!!!! - zaprawdę, KOCHAM WAS I DZIĘKUJĘ WAM, ŻE MOGŁEM I MOGĘ BYĆ WŚRÓD WAS!!!!!!!!!!!!! WIELKA BUŹKA!!!!!!! ;-******* Grażyna W. (2009-06-16,19:23): Świetny bieg to i świetna relacja :) Jasiek (2009-06-16,20:08): I ja tam byłem, piwo z Radkiem piłem, a co się uśmiałem... to Radek napisał :))) Rufi (2009-06-17,08:36): Cholernie mi sie nie chcialo czytac ale jak zaczelam to jednym tchem przeczytalam :-) Radek, brak mi słów :-) jacdzi (2009-06-17,11:14): Nie ma jak motywacja i mobilizacja. A na sen masz jeszcze czas, za mlody jestes na wysypianie sie. dario_7 (2009-06-17,11:32): O matko jedyna!!! Przeżyć taki hardcorre to prawie jak Rzeźnik i Katorżnik w jednym :) Super relacja Radek, zazdroszczę Wam tego spotkania! Może za rok znowu zawitam do Rudawy, kto wie? :D Renia (2009-06-17,21:06): Jak się bawić to na całego! A jak...:)))
|