Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [22]  PRZYJAC. [146]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Kedar Letre
Pamiętnik internetowy
Nie tylko o bieganiu.

RADOSŁAW Ertel
Urodzony: 1968----
Miejsce zamieszkania: Środek lasu(k.Kępna)
40 / 81


2009-05-25

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Gdzie jest 42 ???!!! (czytano: 210 razy)



Wyprawa na XI Mistrzostwa Polski w BnO zakończona.
Nikt nie mówił,ze będzie lekko ale ,że będzie tak ciężko?!... też nie.
Górki,piach,bagna,jeżyny,powalone pnie,bagna,rowy z zagadkową ilością wody( nikt nie sprawdzał),bagna,no i jeszcze...bagna.....

Po przejechaniu 400 km, zakwaterowaliśmy się w pięknym ośrodku w Janowie Lubelskim.Krysia(żona), Basia ( szwagierka),
Jola( szwagierka)i - równoważący ten nierówny układ - Jacek(syn).Swoją drogą przejechać 400 km z trzema rozgadanymi kobitkami,czasami mówiącymi naraz i o kilku rożnych sprawach, to niezły wyczyn :).
Godzina była późna, ale po wykąpaniu młodego udałem się jeszcze na małe piwko ze znajomymi.
Nazajutrz ( piątek) zwiedziliśmy Janów Lubelski a następnie udaliśmy się do Biłgoraja ( ok.30 km),gdzie miał się rozegrać tzw.Bieg Parkowy( sprint)i oficjalne otwarcie mistrzostw.
Granatowe momentami chmury mijały nas to z lewej ,to z prawej,ale deszcz na szczęście nie padał. Szczegółowe prognozy przewidywały opady na godz.18.
Start zaplanowano na 16.30.
Do 15.00 można było jeszcze pochodzić po parku i zapoznać się z otoczeniem.Niektórzy zawodnicy robili to bardzo dogłębnie,badając możliwość przedostania się przez głębokie rowy i bajorka oraz zaglądając niemal pod każde drzewo i kamień.
Nasza grupka zrobiła sobie 15 minutowy spacerek ścieżkami parku,no ale jak się zaczyna ten spacer o 14.45 a o 15.00 jest kategoryczny zakaz wstępu, to rachunek jest prosty:).
Krysi przypadła w udziale 6 minuta startowa, Basi 2 a mnie 45.
Teren zawodów był bardzo mały.Parczek miał wymiary ok.350 na 300 m.i był poprzecinany rowami z wodą. Niestety organizatorzy za późno poinformowali policję o zawodach i ta nie zgodziła się na rozszerzenie biegu na miasto.
Myśleliśmy,że jak 150 zawodników wyruszy na trasę,to się na tym małym areale pozabijamy.
Wyszły jednak bardzo fajne zawody.
Moja grupa wiekowa ( ok.30 osób) miała trasę długości 1.9 km w linii prostej i 18 pkt.kontrolnych.
Muszę przyznać,że to bardzo ciekawy i wręcz niesamowity widok,jak kilkudziesięciu zawodników z obłędem w oczach ,pochylonych nad jakimś skrawkiem papieru biega bezładnie i na pełnych obrotach w poszukiwaniu..... czegoś takiego pomarańczowo-białego,a jak już znajdą, to dotykają tego ręką i pędzą dalej.
Miałem jedną z ostatnich minut startowych, więc mogłem się napatrzeć.
Niektórzy zawodnicy nie grali fair i zaglądali w mapy zawodników ,którzy już ukończyli.
Nasza ekipa mówi takim metodom stanowcze NIE!!!

Wreszcie nadszedł czas startu.
"Wyczyściłem" chipa,zarejestrowałem się i wszedłem do swojego boksu.Po minucie przeszedłem do następnego,gdzie otrzymałem mapę swojej kategorii i po następnej minucie nastąpił start.
Trasa była łatwa,ale należało utrzymać ogromną koncentrację,ponieważ punktów było rozsianych mnóstwo (czasami bardzo blisko siebie) a odbić należało tylko "swój" numer. Niezaliczenie chociaż jednego punktu powodowało dyskwalifikację.
Rwałem więc skupiony mocno na mapie i numeracji.Szło dobrze do 10 pkt.
Z 10 na 11 miałem ok. 20 m.Nazwa 11 to : charakterystyczne drzewo.
Niestety w ferworze walki pobiegłem ok.30 m, do dobrze widocznego lampionu, znajdującego się pod charakterystycznym drzewem.
Byłem pewien ,że to mój.
Na szczęście przed włożeniem chipa sprawdziłem jeszcze numer i ....ZONK!!! To nie mój.
Kilka metrów obok stoi inny,też pod charakterystycznym drzewem.
Podbiegam i....ZONK!!! To nie mój.
Lekka konsternacja.
Sprawdzam na mapie co to za jeden.
Jego nazwa ukryta pod piktogramem brzmi:CHARAKTERYSTYCZNE DRZEWO!!!
- Ki diabeł - pomyślałem.
A czas leci.
- Trzeba wrócić do 10 i jeszcze raz namierzyć 11 - zdecydowałem i zawróciłem , i wtedy go zobaczyłem. Stał sobie (a jakże, pod CHARAKTERYSTYCZNYM DRZEWEM) ,taki piękny, biało-pomarańczowy lampionik i kołysał się delikatnie na wietrze mówiąc:
- Tu jestem ,... CIENIASIE!!!
Podbiegłem do niego.
To nie był on........,to był ONA.Pechowa 42:).
Wcisnąłem w nią chipa i walczyłem dalej.
Jak się później okazało,szukałem tego punktu ( o zgrozo) równo jedną ( 1) minutę.
Ktoś powie: - minutę?!, to przecież tak niewiele.
Przy sprincie to KATASTROFA!!!Inni zawodnicy szukali go.......4-7 sekund:).
Przy podbijaniu 16 punktu znów wróciłem na pechowy dla mnie teren i przebiegając obok 42 pogroziłem jej pięścią, pokazałem język oraz wyprostowanego środkowego palca :)

Do mety nie wydarzyło się już nic ciekawego.
Ostro zafiniszowałem i zgłosiłem się po wydruk z biegu.
To świetna sprawa,bo znajdują się na nim międzyczasy,straty do najlepszego na poszczególnym punkcie,miejsce,które się zajęło na poszczególnym punkcie i jeszcze kilka innych danych.
Oczywiście na 42 byłem ostatni,ale między innymi,za to kocham ten sport,ze pomimo tak poważnego błędu,nigdy nie wiem,czy ktoś nie popełnił innego,więc cały czas walczę do końca.
Zająłem 6 miejsce z czasem 12.54.
Do 5 straciłem - 1 sek.
Do 4 - 4 sek.
Do podium kilkanaście sekund.Gdyby nie ta 42 :)

"Gbybanie" tu jednak jest nie na miejscu,bo:
- gdyby Piotrek R. nie wyciągnął o ułamek sekundy za szybko chipa z jednego z punktów,to byłby pierwszy z czasem 9.58
- gdyby Darek B. nie zrobił tego samego,to byłby drugi z czasem 10.30.....itd,itd.

Napisałem wcześniej,że miejscowe prognozy przewidywały opady deszczu od 18.
Otóż o godz. 18.01 zaczęło lać.Cóż za wyczucie.
Dekoracje i otwarcie mistrzostw odbyła się więc przy lejącym deszczu.
Przynajmniej było krótko i bez przemówień miejscowych Vipów.
Lało bez przerwy do 2.00.
Prognozy na jutrzejszy Bieg Mistrzowski były najgorsze z możliwych. Burze i obfite opady deszczu od rana do południa.Wobec tak precyzyjnie przepowiedzianej pogody na dzisiaj, duch w narodzie upadł i wydawało się,że jutro będziemy biegać w deszczu,co przy papierowych mapach i piktogramach, nie było miłą perspektywą.
Tym czasem jednak wyrzuciliśmy z głowy pogodę i we wspaniałych humorach biesiadowaliśmy w przestronnym holu naszego ośrodka.
Około 1.00 "zamknąłem" ( jak zwykle) imprezę i udałem się na zasłużony spo.... ,- no może lepiej będzie powiedzieć - odpoczynek.

c.d.n.

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Marysieńka (2009-05-25,17:37): Pytanko....ta 42-jka, odwdzięczyła się Tobie tym samym, czy udała, że nic nie widzi?? :)))
Hepatica (2009-05-25,17:40): :)))Ciesz się, że nie było z nami jeszcze Uli:))).
Kedar Letre (2009-05-25,17:46): Marysiu,jakby spróbowała to już nikt więcej by jej nie znalazł:)







 Ostatnio zalogowani
chris_cros
17:15
Admin
16:49
Borowion
16:44
kuba kuba
16:32
pamać
16:23
biegacz54
16:10
uro69
15:35
MateuszSmich
15:33
smszpyrka
14:40
kmajna
14:27
krych26
14:23
Chyży
14:04
Wojciech
13:52
zwojtys
13:46
arco75
13:37
dejwid13
13:28
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |