2013-12-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Świąteczne bieganie (czytano: 959 razy)

Przyszły Święta, w końcu. Trochę wolnego, które w zasadzie sprowadza się do tego, że pracuję nie w Poznaniu, tylko w Świebodzinie, no i zajęć nie ma. Zatem pobiegać można. ;)
Okres roztrenowania połączony z przeziębieniem minął (wyzdrowiałem niemal w ostatniej chwili), teraz się powoli staram wbiegać w rytm treningowy, ale i tak tylko na krótko, bo zaraz znowu Poznań… Zacząłem w niedzielę – miało być spokojne 6km, ale po trzech przepona tak zaczęła dokuczać, że musiałem przystanąć, i resztę dystansu robiłem w kilometrowych odcinkach z kilkuminutowymi przerwami. Trochę to mnie zaniepokoiło, bo na sobotę planuję start w Biegu Sylwestrowym na Malcie w Poznaniu, dystans ponad 10km – głupio by było skończyć tak zaraz po starcie… W poniedziałek miało być 8km, wyszedłem z odrobiną wątpliwości, ale z mocnym postanowieniem pokonania założonego dystansu. I o normalnej (jak na mnie) porze – czyli start tuż przed 21, a nie około 14, jak w niedzielę ;)… Biegło się dobrze, miło, spotkałem nawet biegaczkę, i 8km zaliczyłem, w tempie wolnym, ale pocieszam się tym, że jestem świeżo po długiej przerwie. Oby forma rosła.
Wigilia była dniem wolnym od biegu, po wieczerzy poszedłem na długi samotny spacer – i o dziwo na boisku przy gimnazjum wypatrzyłem biegającego w kółko po bieżni pobratymca. Szacunek, że chciało mu się biegać po świątecznej kolacji – jeśli była – i w kółko! Ja na standardowej bieżni padam z nudów, na małą (szkolną) nawet nie ważę się wybrać…
I dziś. Głupio wyszło, bo spotkania rodzinne, masa ciast, wielka kolacja kiełbasiana itp. – a hamować się było trzeba, by móc wieczorem pobiegać… Jakoś się udało – na brzuchu lekko, pogoda też dopisała, nawet wiatru niemal nie było – ogólnie pozytywny bieg! Jedynie psy nie dopisały, jakoś dużo ich chciało mi coś zrobić; zwłaszcza jeden ogromny wielkości małego konia mnie z lekka przeraził, na szczęście właścicielka dała radę go zatrzymać; za to inny, najmniejszy, z początku za siatką, był na tyle mądry, by cofnąć się kilkanaście metrów do furtki ("Spryciula!" – od razu przyszedł na myśl cytat z "Parku Jurajskiego") i potem spokojnie gonić mnie przez ok. 200 metrów, podwyższając mi nieco tętno… No i masa młodzieży w wieku średnioszkolnym, która niekiedy nie lubi samotnych biegaczy późną wieczorową porą i głośno, niekiedy czynnie, to manifestuje – na szczęście tym razem obyło się bez tego rodzaju incydentów. I tak, luźne 10km zaliczone, aż za luźne chyba, ale ciągle wierzę, że to wina tej długiej przerwy z przeziębieniem. Za to dzięki spokojnemu tempu można było podziwiać, jak ludzie ozdobili swoje domki na Święta – pomysłów różnych wiele, i efekt jak najbardziej sympatyczny. Na zdjęciu powyżej najefektowniejsza spotkana kreacja (Świebodzin nigdy nie brylował w tego typu atrakcjach, w przeciwieństwie do paru mniejszych miejscowości dookoła).
Jutro jeszcze raz 10km (więc znów chudy dzień świąteczny), ale może nieco szybciej, albo z przebieżkami. W piątek wolne. W sobotę chciałbym powalczyć o zejście poniżej 55 minut, ale po dziś wygląda na to, że tak naprawdę barierą może być 57 minut. Cóż, zobaczymy, może tam teren bardziej płaski jest, albo coś innego pomoże?... Podstawa to przebiec całość i nie przekroczyć godziny.
Dobrego drugiego dnia Świąt!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |