2013-12-09
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nachsaisonszusammenfassungsversuch ;) (czytano: 238 razy)

W krótkim opisie można u mnie przeczytać, że "biegam dla zdrowia, zwłaszcza psychicznego". Nie chodzi bynajmniej o samą równowagę, którą daje bieg, o samo oderwanie się od codziennych obowiązków i zapomnienie o tym, co normalnie jakoś nie daje o sobie zapomnieć. To też ważne, również przy takim typie pracy jak moja, ale jednak nie najważniejsze. Endorfiny – o nie tutaj chodzi. Pomijając sam postęp biegowy, to właśnie o nie ciężko walczę na każdym treningu. Bo są potrzebne, zwłaszcza w stanie paradepresyjnym, w którym trwam od zawsze ;)…
Podsumowując ten sezon mogę śmiało powiedzieć, że minął jak na mnie bardzo aktywnie. Już w czerwcu miałem na koncie więcej startów niż w poprzednich sezonach, gdy startowałem w zasadzie okazjonalnie. Kilometrów też szybko przybywało, co było sporym sukcesem po straconym poprzednim roku. A z tym wszystkim nie brakowało też tego pozytywnego uczucia, niosącego podczas biegów i utrzymującego się podczas kolejnych godzin. Szczególnie było to ważne na przełomie czerwca i lipca: mimo sesji, choroby i potem powolnego dochodzenia do siebie udawało się wychodzić na treningi i wyjeżdżać na zaplanowane starty. Bardzo pomogło to w walce z przeciwnościami tamtego okresu, ostatecznie obeszło się bez poważnych obrażeń; z czasem było coraz lepiej (psychicznie normalniej). Kto wie, jak to by się skończyło bez sportu…
Ten rok był generalnie rokiem nauki startowej (jako samotny biegacz świebodziński wszystkiego muszę się uczyć sam) Poznawanie imprez, zasad panujących podczas startów, tras, czy nawet takich szczegółów jak zasad atestacji tras. Najgorzej szło z poznawaniem biegaczy, ale cóż, taki jakiś nijaki charakter… ;)
Uzbierało się i sukcesów, i porażek, z każdych można wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. Np. już teraz wiem, że:
- nie warto startować w półmaratonie po tygodniu bez biegania i 20h w podróży (08-14.09 byłem na indoeuropejskiej szkole letniej w Pavii, wcale nie biegałem, 14.09 rozpocząłem drogę powrotną trwającą mniej więcej aż do 15.09 do dziewiątej rano, a o 11:00 startował Półmaraton Zielonogórski; po 10km miałem dość i reszta dystansu to był marszobieg);
- nie należy startować w półmaratonie świeżo po chorobie (dwa tygodnie przed Szamotułami złapałem przeziębienie, które trwało niestety ok. półtora tygodnia; biegałem baaardzo mało, by się nie doprawić; na zawodach poddałem się po wolnych 14km, dalej marszobiegnąc);
- nieprzewidziane w pierwotnym planie długie (jak na bieżące możliwości) starty nie są dobrym pomysłem (powyższe dwa półmaratony początkowo nie były planowane);
- dobrze jest mieć konkretny start docelowy (Bieg Zbąskich zakończył się pełnym sukcesem, z jednym tylko minusem – przez pierwsze 2km trasa była bardzo wąska i nie było jak wyprzedzać, a że zawsze startuję z tyłu, to zrobiłem te 2km w ok. 11.15, ze stratą ok. 1.10 do średniej z całego biegu; gdyby nie to, może złamałbym te wymarzone (jak na razie) 1:45.29);
- izotoniki MOŻE pomagają (tu mam wątpliwości; tylko parę razy się na nie przed biegiem zdecydowałem, czasem po nich biegłem szybciej, czasem wręcz odwrotnie (po tych samych), więc praktycznie nie wiem, czy ich spożycie może mocno poprawiać wyniki);
- starty w biegach na orientację też są fajne (w Porażynie było niemal pod nosem, zdecydowałem się na udział tak dla rozpoznania, jak to wygląda, jakie są średnie wyniki itp.; i dotarłszy na metę na ósmym miejscu z niewielką stratą do podium byłem ogromnie zaskoczony i nieco żałowałem chwil straconych na głupotach typu robienie zdjęć czy ponowne wiązanie sznurówek).
Wszystkie te wnioski będą do wykorzystania w kolejnym sezonie. Już powoli planuję kalendarz, mnogość fajnych zawodów powala, więc trzeba wybierać. Biegową imprezą docelową będzie tym razem Maraton Warszawski, debiut na tym dystansie; jeśli tam będzie OK, pobiegnę też (luźniej) w Poznaniu. Oprócz tego chciałbym się zemścić w ZG i Szamotułach za wyniki z tego roku, znów wziąć udział w GP Powiatu Nowotomyskiego i w GP województwa lubuskiego. W planie oczywiście start w HARPAGAN-ie w kwietniu, i pewnie w paru innych imprezach na orientację. Może znów jakiś rajd MTB. Co ponadto, okaże się. Cele czasowe też są konkretne, pomysłów na długie treningowe trasy nie brakuje. Jeśli zdrowie dopisze, a czasu znajdzie się dość, to endorfin nie zabraknie – oby za to zabrakło tak niefajnych wydarzeń w życiu osobistym jak w tym roku…
PS. Łączenie kalendarza startowego z kalendarzem konferencyjno-projektowo-studenckim to ciekawe zajęcie. Już teraz fajnie się zapowiada połowa maja: 15.05 konferencja w Lublinie, 16.05 konferencja w Poznaniu i 18.05 półmaraton w Tarnowie Podgórnym… Ale skoro dałem radę w tym roku pobić życiówkę w Nowym Tomyślu (na 10km) po dwóch z rzędu nocach w pociągach (z przesiadkami) i solidnie przepracowanym całym dniu w Bielsku-Białej, to i to da się zrobić. Ambitne cele uskrzydlają. I dodają endorfin! ;)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu michu77 (2014-01-30,17:20): ...trochę się ścigalismy w tym Porażynie na ostatnich punktach ;d Pozdrawiam! insetto (2014-01-30,17:40): Tak, pamiętam, podeszliście na skróty przez las do przedostatniego punktu, a ja naokoło drogą; i potem jakoś brakło mi siły, by Was gonić. ;)
Też pozdrawiam - do zobaczenia na trasie!
|