2011-09-25
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Między Bytomiem a Chorzowem (czytano: 278 razy)

Zeszłotygodniowa połówka w Bytomiu zakończyła (taką mam przynajmniej nadzieję) okres tegorocznych letnich, nienajciekawszych startów. Miał to być ostatni sprawdzian przed Silesia Półmaratonem i jeśli tak go potraktować, to wyszedł cieniutko. Prawie półtorej minuty słabiej niż rok temu, na pograniczu dolnych widełek, jakie sobie wyznaczyłem. No i, co najgorsze, miał to być raczej mocniejszy trening, a okazało się, że musiałem na ostatnich kilometrach walczyć, aby ten ledwo przyzwoity wynik utrzymać. Zamiast pod koniec przyspieszyć, próbowałem nie zwolnić.
I co o tym myśleć? W zasadzie powinienem odwołać próbę ataku na życiówkę za tydzień w Chorzowie. Ale nie odwołam i to nie tylko dlatego, że jakiś czas temu obiecałem tu, że tego nie zrobię. Cały czas mam bowiem wrażenie, że te ostatnie wyniki nie oddają w pełni tego, na co mnie stać. Przez wakacje naprawdę dużo (i różnorodnie) biegałem i wierzę, że to przyniesie w końcu efekty. Do tych ostatnich startów podchodziłem „z marszu”, bez żadnej regeneracji. Miałem zwykle w nogach jakiś mocny trening, a pogoda też nie rozpieszczała. No i też inaczej się biegnie, gdy się wie, że to tak nie do końca na poważnie...
W Chorzowie natomiast żadnego oszczędzania się nie będzie. Co by nie było, dam z siebie wszystko. A wcześniej na pewno solidnie sobie odpocznę. Od Bytomia nie biegam już nic dużego i ciężkiego. Tylko krótsze, wolniejsze treningi z trochę mocniejszą końcówką albo kilkoma przebieżkami. Żeby nabrać świeżości i takiej fajnej lekkości, którą czasem udaje mi się osiągać. Najtrudniejszy „trening” przez te dwa tygodnie miałem wczoraj, a były to cztery godziny po górach – ale oczywiście nie biegania, tylko chodzenia. Wybraliśmy się z Mają na Wielką Rycerzową. W czasach szkolnych często bywałem w tamtejszej bacówce, a wczoraj odwiedziłem ja pierwszy raz po ponad dwudziestu latach. Muszę przyznać, że się trochę wzruszyłem...
A wracając do zbliżającej się połówki w Chorzowie – lekko na pewno nie będzie. Trasa jest dość trudna, podbieg jaki trzeba pokonać na każdym okrążeniu, na pewno da się we znaki. Ale tak sobie myślę, że i tak najważniejsza będzie pogoda. Bo, nawiązując trochę do znanego powiedzenia o piłce nożnej, to moje bieganie to taki sport, w którym mogę trenować ile chcę, a ostateczny wynik i tak zależy od pogody. O ile „w życiu” bardzo lubię niemal tropikalne klimaty, to przy bieganiu jestem zupełnie nieodporny na ciepło. Żeby mi się dobrze biegło, musi być, nawet nie chłodno, ale po prostu zimno. Tak więc, jedyne co mi jeszcze pozostaje do zrobienia, to prosić niebiosa o łaskawość i przyjście 2 października takiej prawdziwej jesieni. Oczywiście tylko na ten jeden dzień :). Jeśli temperatura spadnie wyraźnie, to wierzę, że stać mnie będzie na naprawdę dobry wynik.
A na zdjęciu jeszcze wspomnienie z Bytomia
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu DamianSz (2011-09-26,20:19): Tak całkiem mocnych treningów nie odpuszczaj. Moim zdaniem jakieś tempówki jutro lub w środę wskazane np 6x1 km albo 3x2 w tempie 10 sek szybciej od zakładanego w półmaratonie.
Albo 10 km w drugim zakresie z przebieżkami lub z 3m na koniec. creas (2011-09-27,17:06): Co racja, to racja :) W sumie miałem w planie dziś coś szybszego, ale niezbyt wyczerpującego. I zdecydowałem się na opcję 3x2km.
|