2011-07-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Spokojnie, ale bez przesady... (czytano: 459 razy)

Ostatnio pisałem, że wprowadzę sobie kategorię takich „miękkich” życiówek – zrobionych na luzie, bez zarzynania się. Założenie fajne, ale bez przesady. To, co zrobiłem w sobotę na „Biegu do Słońca” w Chorzowie, to było przegięcie. 51 minut na 10 km to jest już poniżej poziomu przyzwoito¶ci. Tak być nie może! Tempo z tego biegu wyszło mi słabsze niż na 15 kilometrowym Powitaniu Wiosny, które było na tej samej trasie (tylko trzy kółka zamiast dwóch). Słabsze nawet niż na planowanym w jesieni półmaratonie. Je¶li tak będę biegał, to pewnie żadnej „twardej” życiówki już w tym sezonie nie zrobię. A przecież chciałbym.
Na swoje usprawiedliwienie mogę znaleĽć tylko to, że pierwszy raz biegłem bez żadnego zegarka. Dwa tygodnie temu w Imielinie mój Garmin zamilkł i przestał dawać oznaki życia. Wysłałem go do naprawy (na szczę¶cie jest jeszcze na gwarancji), ale ponieważ dot±d nie wrócił, a innego zegarka do biegania nie mam, musiałem pobiec zupełnie „na czuja”. Nie miałem pojęcia o żadnych międzyczasach i wynik poznałem dopiero na mecie.
Muszę przyznać, że łudziłem się, że efekt tego eksperymentu może być bardzo pozytywny. Tak sobie my¶lałem, że może, gdy biegnę z Garminem, to niepotrzebnie się hamuję. Widzę, że tempo jest szybkie i zwalniam, bo się boję, że nie dam rady wytrzymać go do mety. Więc może nie znaj±c tempa, pobiegnę instynktownie szybciej i zrobię jaki¶ fajny wynik. Na życiówkę nie liczyłem, ale spodziewałem się czego¶ przynajmniej w okolicach 49 minut, może nawet trochę lepiej. Nic z tego. Okazuje się, że jednak potrzebuję wisz±cego nad sob± bata, który by mnie poganiał, mówi±c: „przecież potrafisz szybciej, nie obijaj się, tylko dawaj!”. No to teraz będę już wiedział.
O tym, że biegłem poniżej możliwo¶ci, przekonałem się na ostatnich dwóch kilometrach, kiedy miałem jeszcze zdecydowanie za dużo sił na finisz. Dzi¶ też widzę, że nie mam żadnego, choćby malutkiego zakwasu, nogi s± zupełnie ¶wieżutkie, żadnej regeneracji nie potrzebuj±. Niby miło, ale w ten sposób żadnego postępu pewnie nie zrobię, a w sumie chciałbym - choćby minimalny. Tak więc, weryfikuję to, co napisałem poprzednio – będę czasem biegał sobie na zawodach na luzie, ale bez przesady. W ramach pokuty, spróbuję pobiec na maksa w Jaworznie. Pokuta będzie ciężka, bo trasy w Jaworznie nie lubię, a w dodatku na pewno będzie, jak zwykle, gor±co. Ale, jak pokuta, to nie może być za lekka ;-)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |