2011-06-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Kierunek - Bukowno! (czytano: 485 razy)

Do dyszki w Bukownie zostały już tylko cztery dni, a ja zamiast się przygotowywać tylko kicham i kaszlę. Chyba w zeszłą niedzielę zaszkodziło mi dłuższe gadanie w klimatyzowanej sali. No i pozostaje mi teraz tylko czekać i liczyć, że przeziębienie szybko się skończy.
Bardzo zależy mi na tym Bukownie. Nie tylko z powodów biegowych, ale również... sentymentalnych. W czasach wczesnoszkolnych spędziłem w tym miasteczku kilka wakacji. Potem nigdy w nim nie byłem, więc bardzo jestem ciekaw, jak teraz wygląda. Co się zmieniło przez te... trochę ponad 30 lat (!). Na pewno pamiętam jeszcze stadion, na którym ma być meta biegu. Na mapie Bukowna znalazłem też miejsce, w którym, jak mi się wydaje, wtedy mieszkaliśmy. Chciałbym to wszystko zobaczyć, trochę sobie powspominać stare czasy...
Nie zamierzam się więc poddawać i zamierzam pojechać do Bukowna, nawet jeśli nie będę całkiem zdrów. Najwyżej pobiegnę sobie rekreacyjnie, np. na 55 minut. Mam jednak wielką nadzieję, że przeziębienie przejdzie i będę mógł pobiec normalnie. Przez ostatni miesiąc wziąłem się trochę za trenowanie szybkości i bardzo jestem ciekaw, jakie efekty to przyniosło. Co tydzień robiłem kilometrówki, do tego kilka krótkich treningów w tempie progowym (wg. Danielsa), a niemal każdy spokojny bieg kończyłem półminutowymi przebieżkami, z których przynajmniej ostatnia była „na maksa”.
Trochę mnie do tego szybszego biegania życie zmusiło. Po maratonie coś mnie zaczęło pobolewać lewe kolano. Z tym, że odzywało się zwykle dopiero tak ok. 12 km biegu. Potem ból narastał, ale jak tylko stawałem, albo nawet przechodziłem do marszu, od razu znikał.
W takim razie postanowiłem, że będę biegał krócej, ale za to szybciej. Chyba pomogło,
bo w zeszłym tygodniu kolano nie odezwało się nawet po 15 km.
A jakie plany na Bukowno? Moja oficjalna życiówka na dyszkę to 47:45 z zeszłej jesieni z Knurowa. Mam jednak małe wątpliwości co do tego wyniku. Mój stoper pokazał czas o 12 sekund gorszy. Nie wiem, czy po prostu zapomniałem go wyłączyć zaraz po przekroczeniu mety, czy też z jakichś nieokreślonych powodów organizatorzy poprawili mi trochę czas na oficjalnych wynikach. W każdym razie, co by nie było, to na życiówkę się nie szykuję. W Knurowie byłem w świetnej formie, trasa była płaska, a pogoda idealna. Teraz pewnie będzie trochę cieplej, co do trasy nie mam bladego pojęcia, jaka jest, ale bieg odbędzie po południu, co niezbyt lubię. Biorąc to wszystko pod uwagę, myślę sobie, że każdy wynik poniżej 49 minut byłby całkiem niezły, a poniżej 48:30 to już w ogóle byłoby świetnie. A może, tak sobie cichutko marzę, te treningi ostatniego miesiąca w połączeniu z lekko wymuszonym odpoczynkiem w ostatnich dniach dadzą mi jakąś niespodziewaną moc? W sumie nie można tego wykluczyć... Na razie jednak skupiam się na tym, aby jutro jeszcze choć parę kilometrów po lesie zrobić. A co będzie w Bukownie, to zobaczymy na miejscu.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |