Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [9]  PRZYJAC. [176]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
szmajchel
Pamiętnik internetowy
A ja ciągle biegam. Biegam, biegam, biegam...

Piotr Książkiewicz
Urodzony: 1987-10-09
Miejsce zamieszkania: Wągrowiec / Poznań
230 / 283


2010-03-31

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Sztafeta 5x5 Warszawa (czytano: 491 razy)

 

To był zdecydowanie ciężki weekend... Zaczęło się już w piątek wieczorem od podróży do Torunia, tam ugościła nas Benka siostra, a jako że było już dość późno od razu poszliśmy spać... a raczej się położyć, bo oboje długo nie mogliśmy zasnąć.

Tak więc w sobotę po zaledwie 3 godzinach snu wyruszyliśmy razem z Tarzim i Krzyśkiem Bartkiewiczem do Warszawy, jak zwykle w tym towarzystwie było dość zabawnie, komentarze Tarziego są bezbłędne i niepowtarzalne (z obiektywnych przyczyn nie zdecyduję się na cytaty).
Na miejsce dotarliśmy już przed ósmą, odebraliśmy więc pakiety startowe i czekaliśmy na pozostałą część drużyny. Mieliśmy pobiec w składzie: Suchy, Benek, Ja, Tarzi, Łukasz Panfil (w takiej właśnie kolejności).
O umówionej godzinie zjawił się jednak tylko Suchy, a z Łukaszem nie mieliśmy żadnego kontaktu... Po kilkudziesięciu minutach okazało się, że Łukasz się nie zjawi... Pomylił datę i jest w tym momencie kilkaset kilometrów od Warszawy... Nasza walka o zwycięstwo legła w gruzach...

Nie mieliśmy żadnego planu awaryjnego, bo oczywiście nikt nie spodziewał się takiej sytuacji... zdecydowaliśmy więc że dwie zmiany pobiegnie najmocniejszy z nas: Suchy (co wiązało się z dyskwalifikacją - jednak lepsze to niż rezygnacja ze startu). Piotrek był już na trasie, kiedy Paweł Januszewski znalazł zastępstwo, był to chłopak który uczęszczał na spotkania PUMA z biegiem Warszawy - i zamierzał pobiec ok. 18 minut... Więc nasze szanse na wygranie nadal były nikłe...
Kiedy wybiegałem na swoją zmianę zajmowaliśmy pierwszą pozycję. Wtedy niestety na własnej skórze przekonałem się, że biegają nie tylko nogi... Po starcie wydawało mi się, że biegnę dość mocno, ciągle pod wiatr... Po ok. kilometrze był pierwszy z nawrotów (na trasie były aż 3) mogłem więc skontrolować przewagę jaką mam nad kolejnym zawodnikiem. Było to ok. 30 sekund, a wiedziałem, że aby myśleć o zwycięstwie drużynowym powinienem przekazać pałeczkę z ponad dwuminutową przewagą - co było oczywiście nierealne. Próbowałem biec jak najmocniej, jednocześnie wydaje mi się, że wmawiałem sobie zmęczenie większe niż w rzeczywistości mi towarzyszyło... Przyśpieszyłem dopiero na ostatnim kilometrze, bo tyle można wykrzesać z siebie nawet na treningu... W efekcie na mecie kompletnie nie byłem zmęczony, a wynik zrobiłem słabszy niż międzyczas na Maniackiej Dziesiątce...
Całą sztafetę przegraliśmy tak jak się spodziewałem z ponad dwuminutową stratą, ja czuję się źle bo wiem, że nie dałem z siebie wszystkiego... Muszę nad sobą popracować...
Wyjście na podium jeszcze nigdy nie przyniosło mi tak mało satysfakcji... Drugie miejsce w tym wypadku to było TYLKO drugie miejsce, a więc porażka. Zwycięzcy byli zdecydowanie w naszym zasięgu, gdyby skład był taki jak miał być...

Rozpisałem się chyba aż za nadto więc dalsza część ciężkiego weekendu w kolejnym wpisie :)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora







 Ostatnio zalogowani
Mr Engineer
23:59
jantor
23:34
przemcio33
23:10
Piotr100
23:05
Raffaello conti
22:15
Rehabilitant
22:05
Admirał
21:46
tomas
21:33
szmaj
21:26
romelos
21:21
znajomakr
21:02
ksieciuniu1973
20:29
entony52
20:28
zamorrad
20:10
Namor 13
20:08
simwa
20:00
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |