2009-12-07
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Półmaraton Św. Mikołajów (czytano: 364 razy)

Nie było mnie długo, bo niewiele się działo. Bieganie szło kiepsko, choć ciągle do przodu:) Wreszcie dojrzałam do decyzji o starcie. Dystans półmaratonu napawał mnie lękiem, ale ciekawiło mnie, jak wygląda bieg Św. Mikołajów. Chciałam zobaczyć tę rzekę biegnących czerwonych czapek i być częścią tego przedsięwzięcia.
Wyjechaliśmy w sobotę o 13.00. Ja, Dorotka, Janek i Dyzio. Podróż upłynęła nam na rozmowach i żartach (niekoniecznie o bieganiu;) W biurze zameldowaliśmy się przed 18.00, a potem skierowaliśmy się do Fortu IV. Na miejscu spotkaliśmy się z zaprzyjaźnionymi biegaczami z Maratonów Polskich i samą jubilatką: Frangulą. Nie wiem dlaczego ubzdurałyśmy sobie z Dorotką, że będziemy mieć pokój 2-osobowy, bo na miejscu okazało się, że był 20-osobowy:))) Spało się kiedyś w schroniskach, damy radę i teraz:)
Później pojechaliśmy zobaczyć Toruń by night. Starówka prezentowała się okazale. Dobrze zachowane malownicze kamieniczki, urokliwe knajpki... Głód zapędził nas do naleśnikarnii "Manekin". Zrobiliśmy kilka zdjęć, zakupy i pognaliśmy z powrotem.
Po powrocie czekało nas zwiedzanie fortu przy świetle pochodni. Przewodnikiem był, pracujący tam, biegacz Maratonów. Ciekawie opowiadał o historii fortu i jego szczegółach technicznych. Trzeba przyznać, że zachował się w bardzo dobrym stanie. Zwiedzając Toruń, warto zobaczyć to miejsce.
Reszta wieczoru to spotkanie przy kominku. Kominka nie było, ale było ciepło jakby był:)
Następnego dnia obudziliśmy się wyspani (jedni bardziej, inni mniej;), czujni, zwarci i gotowi na wyzwania. Śniadanko, kawusia i rozterki, jak tu się ubrać (będzie padało, czy nie będzie?) Nie doczekaliśmy się słońca, ale każdy zaufał intuicji. I rzeczywiście w czasie biegu nie padało.
Zobaczyć barwny tłum św. Mikołajów - bezcenne. Parada wojskowej orkiestry dętej, gromki wystrzał Bractwa Kurkowego i... ruszyliśmy spod pomnika Mikołaja Kopernika. Rzeka dwóch tysięcy głów w czerwonych czapeczkach. Niesamowity widok!
Początkowo biegliśmy ulicami, potem wbiegliśmy do lasu. Narzuciłyśmy z Dorotką ostre tempo starając się dotrzymać kroku balonikom na 2 godziny, ale one ciągle nam umykały... Po siódmym kilometrze wiedziałam już, że to za szybko dla mnie. Zwolniłam i tym tempem dobiegłam już do końca. Na ostatnich kilometrach dopadał mnie jednak kryzys. "Kręcimy, kręcimy! Dubla nie bedzie!" No i kręciłam... Dokręciłam do końca, mosiężny dzwonek zawisł mi na szyi. Uczucie szczęścia, zmęczenie, jak po pierwszym półmaratonie.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marysieńka (2009-12-07,18:16): Reniu...a więc słusznie wydawało mi się, że mignęłaś mi przed obiektywem:))) Dana M (2009-12-07,21:13): Wiesz jakie to piękne uczucie spotakać znajomych tak daleko od domu??? A 2h nie martw się. Będzie następnym razem!! Kkasia (2009-12-08,11:31): gratulacje, szkoda, że się nie spotkałyśmy, może za rok.. kokrobite (2009-12-09,06:53): Fajnie, zazdroszczę. Ode mnie to niestety strasznie daleko. dyzio1t (2009-12-12,22:54): Za rok musimy większymi siłami uderzyć na fort IV.DY.
|