2009-09-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pokora. (czytano: 249 razy)

Tydzień temu życiówka na 15 km, a wczoraj na 10 km. Jeśli jednak ktoś mnie zapyta, czy czuję się przygotowana do Maratonu Wrocław, odpowiem: "Nie wiem. Zobaczymy". I nie chodzi tu o fałszywą skromność, czy brak wiary we własne możliwości, ale o pokorę. Nauczył mnie jej wczorajszy Bieg Bachusa...
Ale po kolei... Dawno już zamierzałam wybrać się do malowniczej Zielonej Góry na święto winobrania. Zamierzałam odwiedzić tam moją przyjaciółkę i pobiec w nocnym biegu, którego bardzo byłam ciekawa. Pojechałam pociągiem. Terka czekała już na dworcu. Wybrałyśmy się na spagetti i lampkę wina. A jeśli dobre spagetti, to ryzyko spotkania innych biegaczy było całkiem spore. Już w progu rozpoznałam czerwone kurtki "Maratonów" i ich właścicieli: Daria i Golona (pozdrawiam serdecznie:)
Muszę jednak zaznaczyć, że moja znajoma nie biega (jeszcze;) i nie mogłam jej skazać na ciągłe "przynudzanie" o bieganiu. Dawno się nie widziałyśmy, a tematów się nazbierało... Po sutym obiedzie spacerowałysmy pięknym (a tego dnia odświętnym) deptakiem zielonogórskim, póki nie przegoniły nas ciemne chmury i porywisty wiatr. Pomknęłyśmy jej samochodem do domu i ledwie zdążyłyśmy przed deszczem. Pod wieczór jednak się wypogodziło i wszystko wskazywało na to, że to jednak TEN dzień.
Na starcie o godz. 19.00 stanęłam razem z Jareczkiem i wszystko szło zgodnie z planem. Jarek miał mnie poprowadzić na 52 minuty, ja - dołożyć wszelkich starań:) Pierwsze okrążenie (2,5 km) zrobiliśmy ponad normę (Jarek wczuł się w rolę;). Kolejne - zgodnie z planem. Podczas trzeciego - już byłam w ogródku... Do momentu przekroczenia bramki. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - bolesna kolka złamała mnie w pół. Przeczłapałam połowę pętli zanim mnie puściło. Straty nie dało się już odrobić, ale przyśpieszyłąm pod koniec. Zamajaczył mi zegar ze świecącymi cyferkami 52... coś tam. Zanim dobiegłam do bramki, przeskoczyło na 53 coś tam. Życiówka jest, ale nauczka też.
Więcej pokory, pyszałku...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Marysieńka (2009-09-06,19:54): Same życióweczki??? "Ostro" widać trenowałaś.
Gratuluję:))) Kkasia (2009-09-06,20:14): Gratulacje, Reniu!! ja podobna kolkę miałam na Maniackiej Dyszce w Poznaniu i wynik był baaardzo słaby. Będę trzymać kciuki z Wrocław dyzio1t (2009-09-06,20:35): We Wrocławiu - powalczymy,o swoje życiówi,i mam nadzieję że wszystko pójdzie zgodnie z założeniami.Skoro nadszedł czas na życiówki,trzeba się przyłączyć.Tak więc wszystkim którzy chcą poprawić swoje osiągi - szczęścia życzę.DY. kokrobite (2009-09-07,00:06): Brawo Reniu. Życiówka po winie :-) Renia (2009-09-07,08:19): Masz na myśli tę lampkę po obiedzie? Jeśli to ona - warto było!;) Foxik (2009-09-07,17:22): Gratuluję Reniu :) bieganie uczy wielu rzeczy - nie tylko pokory :) Dalszych sukcesów życzę Hepatica (2009-09-12,11:46): I tak gratuluję Ci życiówki, a gdyby nie ta kolka ( a wiem coś o nich, niestety), to byłoby 51 z przodu BRAWO!!!!:) golon (2009-10-04,18:45): Fajnie było się spotkać :=) no tak spaghetti :D no my z Darkiem tez przed deszczem zdążyliśmy , a później było już ładniutko :-)
|