Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [19]  PRZYJAC. [111]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Beauty&Beast
Pamiętnik internetowy
Lecę, bo chcę :)

Pawłowska-Pojawa Anna
Urodzony: 1976-05-06
Miejsce zamieszkania: Warszawa
195 / 228


2009-07-02

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Najdłuższy bieg (czytano: 265 razy)



Ale dlaczego ja tak ni stąd ni z owąd o Comrades? Wszystko przez film. W poniedziałek wieczorem był na TVN7. Najdłuższy bieg – często powtarzają, gdybyście mieli okazję polecam.

Fabuła interesuje mnie tak sobie. Ale są takie sceny, dla których warto ten film oglądać. M.in. już w trakcie tytułowego biegu, kiedy bohaterka i jej główna rywalka po kilkudziesięciokilometrowym biegu przewracają się. I potem podnoszą. Osoba, której kiedyś w życiu zdarzyło się przebiec maraton, wie, co to znaczy nagła zmiana pozycji po kilkudziesięciu kilometrach.

Ja po maratonie miewam problem ze zdjęciem chipa. Ostatnio przy jakichś porządkach wyjęłam chipa z butów, w których biegłam w Dubaju… Ale, wracając do filmu. Można mu zarzucić różne słabości warsztatowe. Można sporo zarzucić grze aktorów. Mimo to warto najdłuższy bieg zobaczyć.

Kiedyś na Comrades się wybiorę.

A na razie – wróciłam na biegowe ścieżki. Dosłownie. Starty zostały na miesiąc zawieszone, biegam sobie po prostu. We wtorek o 5.30 nuż byłam w lesie. O 6.45. zaczepił mnie pan z goldenkiem – to który kilometr? Ja – piętnasty. Pan wyraził podziw, a ja na skrzydłach pognałam do domu. Piękny krosik do Miedzylesia i z powrotem. W środę był nekrotrening, czyli 10 podbiegów pod cmentarz i dwa kółka osiedlowe.

A dziś…? Dziś o 5 nawet nie byłam w stanie otworzyć oczu. O 5.10 wstałam, założyłam skarpetki do biegania i usłyszałam ze pada. Położyłam sie w skarpetkach. O 5.20 przestało padać. Wstałam, założyłam biegowa bieliznę. Leje. Położyłam się... W każdym razie, o 6.15 wyszłam... w kompletnym stroju. Zrobiłam dyszkę przyjemnego krosiku po lesie różnymi ścieżkami. Prześlicznie było, zając mi uciekł, choć nie spod nóg na szczęście, nad trawą unosiła się mgła, z drzew kapały jeszcze krople deszczu, przez to wszystko przeświecało słońce.

Miałam ochotę na więcej, ale godzina już była taka, że rozsądek nakazywał udać się w stronę domu…

Jutro mała przerwa (miałam ochotę na czterysetki na Agrykoli, ale logistycznie mi się nie mieszczą), a w sobotę i niedzielę mam ochotę na pięćdziesiątkę…

Jeżeli się uda, to będzie pierwszy porządnie przebiegany tydzień od połowy maja.

Berlin czeka. Towarzysze też :)

Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


Kkasia (2009-07-08,21:13): film oglądałam, też mi się podobał mimo uwag, ale co tam... ja równiez w tym tygodniu usiłowałam wstać wcześniej, ale słabo wyszło...







 Ostatnio zalogowani
Piotr100
01:05
maratonczyk
00:57
yaros
00:24
przemcio33
23:59
AntonAusTirol
23:35
RobertG10
23:19
kris1020
23:14
Wojciech
22:19
BonifacyPsikuta
22:16
romelos
21:12
42.195
20:46
Bartuś
20:41
kostekmar
20:39
chris_cros
20:33
dammy
20:32
maciekc72
20:03
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |