2009-05-31
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Truskawkowo (czytano: 194 razy)

Siódmy dzień, trzeci bieg, trzeci start :) Eh, jakby kto¶ poczytał tego bloga, to by mnie uznał za poczatkuj±c± biegaczkę na najprostszej drodze do kontuzji i przetrenowania.
A tymczasem ja przetrenowana to już byłam, wła¶nie z tego wychodzę. Mam nadzieję. I zaczynam długi marsz na Berlin. Ale o tym kiedy indziej.
Dzisiaj będzie o truskawkach. W podwarszawskim Truskawiu, na skraju puszczy kampinoskiej odbył sie dzisiaj II Bieg Truskawki. Bieg ten ma szczególne miejsce w moim dzienniczku, bo organizuje go KB Galeria, czyli mój były klub, a do pierwszej edycji trochę się przyłożyłam :) W tym roku zanosiło się na to, że do Truskawia nie dojadę. Po pierwsze mieli¶my mieć go¶ci bardzo miłych, po drugie - ci±gnęło mnie do Minska, który a) z punktu widzenia Starej Miłosny jest o połowę bliżej niż Truskaw; b) jest tam atestowana 15, na której w zeszlym roku wybiegałam życiówkę.
Jednak najpierw tydzień temu okazało się, że go¶cie przyjad±, ale niekoniecznie w niedzielę, a potem każdy dzień utwierdzał mnie w przekonaniu, że na zyciówkę na 15 km to raczej szans nie mam, więc i do Mińska w zasadzie nie musze jechac. A na dodatek Galernicy prowadzili akcję propagandow± oraz wywierali na mnie presję psychiczn± ;-) Rzutem na tasmę, w ostatnim dniu zapisów, zarejestrowałam się w parze z TZ-em. Bo Bieg Truskawki ma tak± własciwo¶ć, że oprócz klasyfikacji pań i panów jest klasyfikacja par. I zasadniczo cały urok biegu polega na bieganiu parami. Oraz na... truskawkach.
Truskawki s± na numerach startowych, truskawki czekaja w miseczkach na mecie, batoniki regeneracyjne też s± truskawkowe, jest ciasto truskawkowe, ciasteczka z konfitur± truskawkow± i ciasteczka w kształcie truskawek. Oraz creme de la creme, czyli medale - ręcznie malowane, gliniane, truskawkowe. Ale medale były dla tych, którzy ukonczyli. A ukończenie oznaczało przebiegnięcie trasy po Kampinoskim Parku Narodowym. Niby tylko 10 km, ale za to prawie po kostki w piachu, z korzeniami, górkami i innymi atrakcjami.
Dobrze, że tuż przed 5. km był punkt z napojami, bo inaczej byłoby cieżko. Zreszt±, i tak zrobiło się ciężko. Bo zaczęli¶my z TZ-em równo po 4:50. Starałam się biec wolniej niż wczoraj, ostrożnei i rozwaznie. I co? I guanko. Po 5 km miałam do¶ć biegania i próbowałam spacerkiem drobić za małżonkiem. Potem na zmianę które¶ z nas biegło, a które¶ spacerowało. I tym sposobem z jakiego¶ 4-5. miejsca w¶ród par na półmetku zrobiło się jakie¶ takie...odległe, pewnie poza 10 (albo w okolicy 10.) Ale dotarli¶my do mety, w 55 minut. O 5 minut wolniej niż chcieli¶my. No to co? Przecież nie co dzień robi się zyciówki :) A truskawki były pyszne. Lunęło dopiero potem :)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora Beauty&Beast (2009-06-04,21:37): Bł±d. Za rok polecam truskawki w Truskawiu :) jacdzi (2009-06-05,19:04): Bylem przed rokiem-to byl cudowny bieg. W tym roku niestety kolidowala mi z nim szkola, bardzo zalowalem i zazdroszcze. Wszystkim GALERNIKOM naleza sie slowa uznania.
|