2009-02-02
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Zimowe wybieganie (czytano: 216 razy)

W sobotnie popołudnie zima powróciła. Spadł śnieg i zakrył wszystkie szaro bure miejsca. Zrobiło się nastrojowo w zimowych akcentach. Lekki mróz z porannego - 5 spadł do około -2o C i nieśmiało przebijające się słońce w niedzielne przedpołudnie umocniło nasze postanowienie by pojechać do lasu. Wcześniej już umówiłem się z Wiolettą na niedzielne dłuższe wybieganie. No cóż jest to już nałóg, ale przynajmniej jeden z tych zdrowszych, więc przynajmniej w sobotę i niedziele można sobie na to pozwolić i trzeba jeśli chcemy bezpiecznie przemierzać dłuższe dystanse. Jak to się okażę w praktyce to zobaczymy? Bo jako początkujący biegacze wyruszamy w takie zimowe warunki po raz pierwszy. Dla niektórych, więc to nic szczególnego, ale dla mnie to pierwsze doznania biegowe w śniegu po lesie. Może więc dlatego okazały się takie niezapomniane. O dziwo dobrałem ubranie jakoś tak, że nie było mi ani za ciepło ani za zimno. Grunt to jednak solidna czapka na głowie bez której przy porywistym wietrze było by krucho. Dojechaliśmy więc do pobliskiej miejscowości pod lasem. Taka krótka wycieczka, bo przecież Wioletta ma urodziny i trzeba to jakoś szczególniej uczcić. Kręcenie się po miejskich ścieżkach spowszedniało i odmiana terenu jest jak najbardziej wskazana. Na samym początku od parkingu w Giełczynie trzeba było pokonać spore zaspy, pozawiewana droga do lasu. Ale w lesie jak znalazł ubite dwa szlaki po kołach samochodu terenowego. Więc dla nas jak znalazł. Wiatr też ucichł a zimowy puch na olszynach, bukach i dębach dodawał tylko uroku. Za pierwszym zakrętem o dziwo dostrzegliśmy nawet jakoś ludzką postać. Po podbiegnięciu okazało się, że to jest biegaczka na nartach. W naszej okolicy nie widziałem takiego widoku już z kilkanaście lat. Może ja się za mało ruszam w teren a mnożę i pogoda ku temu nie sprzyjała bo przeważnie zimy bezśnieżne. Ale fakt faktem życzliwie pozdrowiłem to niecodzienne zjawisko a pani odrzekła, że też dopiero próbuje poruszać się na biegówkach. A my tymczasem im dalej w las tym w okolicy piękniej. Zaczęły przeważać świerki jeszcze piękniej obsypane śniegiem. Gdzie niegdzie poukładane sterty ściętych bali zwracały uwagę niezapomnianym zapachem.Z braku intensywniejszego zapachu lasu ten ściętego drzewa wpadał intensywnie w nozdrza pozostawiając aromat taki jak lubię. Na drodze, co raz dostrzec można było tropy zajęcy, dzików, saren. Dopiero teraz uświadomiłem sobie jak intensywnie las żyje. Bo normalnie w czasie biegu trudno było dostrzec prócz ptaków grubszą zwierzynę a tu nagle aż tyle ich śladów. Droga prowadziła prościutko jak strzała lekko falując w poziomie. Na uwieńczenie przed samym nawrotem dostrzegliśmy przebiegającą sarenkę. Taki zwykły widok ale też pierwszy raz w tym lesie. Zrobiło się nam od razu raźniej bo okazało się ze nie jesteśmy odosobnieni w naszym bieganiu. Niby nic szczególnego, bo dla mieszkańca lasu to jego codzienne środowisko a dl nas frajda, ze mogliśmy zrobić tych kilka kilometrów. Godzinka minęła jak z bata strzelił. Mimo ze lekki mróz nam ciepło i o dziwo miło, bo nastrój wspaniały. Przypomniały mi się te teoretyczne podstawy efektów biegania. Że zwiększa się objętość płuc i poprawia wydolność. Iż jest lepsze ukrwienie ośrodkowego układu nerwowego i wzrasta ilość endorfiny dzięki której mamy lepszy nastrój. Wszystko to można było dostrzeż na policzkach w oczach i mowie. A po powrocie do domu ciepło zimna kąpiel i jak zwykle wilczy apetyt (chociaż tropu wilka nie dostrzegłem). Potem dopadł mnie kojący poobiedni godzinny sen. I za to można pokochać bieganie bo jeśli się chcę o tym też napisać to nie jest takie złe. A nuż ktoś poczyta i zachęci się do biegania. Bo sport sloganowo mówiąc to zdrowie, ale niekoniecznie. Znajoma wybrała się w poszukiwaniu zimy na lodowisko i efekt rozległe złamanie dłoni i co najmniej dwa miesiące udręki; gips i rehabilitacja. Więc dobrze się stało ze tym razem wybrałem bieganie a łyżwy niech poleżą sobie dalej w piwnicznej izbie. Pozostało jeszcze kilka zdjęć zrobionych telefonem, więc kiepskich jakościowo, ale opisane wspomnienia może poruszą wyobraźnię i okażą się zachęcające do takiego zimowego biegania. Bo jak się wyjdzie z domu i zostawi za plecami ten szaro bury krajobraz to można odkryć w tej zimowej bieli wszystkie kolory tęczy i wiele nie odkrytych dróg i wrażeń. A w duszy gra „Wieczna zima” z autorskiej płyty „Beata” Beaty Kozidrak, „Cały Świat” Ewy Bem i opowieści Beaty Pawlikowskiej i Wojciecha Cejrowskiego, które nie dzieją się na szklanym ekranie tylko tu i teraz.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu wioletta_p (2009-02-04,09:22): To był naprawdę fajny bieg,miło go wspominam. Pogoda była wymarzona - prawdziwa zima!!!...przepieknie...
|