2015-08-16
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| II LEŚNA GRYFICKA DZIESiĄTKA (czytano: 527 razy)

Bieg w rodzinnej miejscowości to obowiązek,honor i patriotyzm lokalny.
Zawody rozgrywane prawie całe w urokliwym lesie za miastem.
Miało być chłodniej i przyjemniej, jeśli chodzi o pogodę, ale w nocy spadł deszcz i z każdą godziną powietrze było coraz bardziej zawiesiste.Dobrze, że w trakcie biegu było pochmurno.Generalnie dla mnie sprzyjająco,bo Zbychu nie lubi gorąca ,Michał sądząc po Trzebiatowie też nie za bardzo ,a i mój rywal z Trzebiatowa w M50, który już dwa razy w tym sezonie skradł mi podium też nie lubi gorąca i w tym upatrywałem swoje nadzieje na dobrą lokatę.
W ubiegłym roku tak byłem wkurzony brakiem 300 m na trasie,że nie napisałem relacji z biegu .
W tym roku organizatorzy przeszli siebie .Trasa zmodyfikowana nieco,jeszcze bardziej podkreśliła przełajowy charakter biegu.Już kilka miesięcy wcześniej leśnicy poszerzylii wyrównali szutrową drogę.Trasa wyraźnie oznakowana co kilometr drewnianymi słupami.
Bieg zorganizowany z większym rozmachem:odlewane medale,dekoracje i nagrody w kategoriach wiekowych,dużo nagród po zawodach do rozlosowania,bezpłatny wstęp na basen na podstawie numeru startowego,jadła w postaci grochówki, kiełbasek pieczonych własnoręcznie na ognisku i owoców do woli,nawet dla osób towarzyszących starczyło.
Ale wracając do samego biegu - na początek wspólna rozgrzewka przy muzyce i start.
Na początku biegniemy razem,Michał pierwszy ,dalej Zbychu,ja za nimi.
Po 1 km Zbychu nieco zwolnił,bo za szybko - 3:50,więc go wyprzedzam i doganiam Michała.Na agrafce w Brodnikach robię przegląd zawodników - Zbychu 50 m za nami, a mój rywal do podium jeszcze trochę dalej.
Wyprzedzam Michała, bo trochę zaczął się ślimaczyć ,a ja nieoczkiwanie czuję jeszcze moc.Na następnej agrawce Zbychu 100 m za nami ,moja konkurencja do podium znacznie dalej.Już jestem pewien,że nie mają szans mnie dogonić.
Niestety Michał wciąż wisi mi na plecach,a nie mam z nim szans na finiszu.
2,5 km przed metą Michał wyprzedza mnie na zbiegu ijuż będę widział tylko jego plecy,ale i tak zdradził mi po biegu ,że jego plecy miałem oglądać od początku do końca.
Jestem już bardzo zmęczony i nie mam sił finiszować .Wyprzedzają mnie jeszcze jacyś młodsi zawodnicy.Oglądam się za siebie, nie widzę swoich konkurentów i już spokojnie docieram do mety w b. przyzwoitym czasie 41:35.Zbychu za mną 20 s.(i tak sporo nadrobił).
Na mecie ucieszony witam mojego konkurenta do podium,którego wyprzedziłem chyba po raz pierwszy zawierając z nim znajomość.Nieoczekiwanie za mną też po raz pierwszy Paweł Czapiewski (chyba musiał być po imprezie :).
U Łukasza na stanowisku pomiarowym dowiaduję się,że jestem 2 w swojej kategorii
- przede mną tylko Jerzy Skarżyński.W nagrodę dostaję mieszankę wzmacniająco-dopingującą,którą sponsorował Zbychu (chyba nie wie co robi,dotychczs nie stosowałem żadnego wspomagania :).
Oprawa biegu do końca leśna - za podium robiły pieńki drzew, a trzej leśników przygrywało w trakcie dekoracji na sygnałówkach.
Wspominając bajkę o rybaku i rybce w kontekście coraz większych wymagań, to w zasadzie brakowało tylko pieczonego dzika z kaszą.
Impreza ze wszech miar udana.Strach się bać co będzie za rok 7 sierpnia jak wieść gminna się rozniesie.
P.S.Najlepsza z żon powiedziała po biegu do naszego syna - dobrze ,że tatuś został sportowcem dopiero na stare lata,bo tak go wkręciło,że jak by został nim w dzieciństwie to nie miał by czasu zostać doktorem :).
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Ada0628 (2015-08-29,17:27): ZAKOŃCZENIE BLOGA WYGRYWA WSZYSTKO :)
|