2015-06-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| XXXVI BIEG MRZEŻYNO - TRZEBIATÓW -10 KM (czytano: 399 razy)

Tradycyjnie już pogoda nas tutaj nie rozpieszcza - ok 28 st. C i słoneczne niebo bez chmur,a mogło być lepiej, gdyby bieg wystartował punktualnie.
Niedługo będziemy musieli wynajmować autobus, bo w busie wszystkie miejsca zajęte.
Przyjechaliśmy do Mrzeżyna na godzinę przed startem,tak nam się pierwotnie wydawało.
Przywieźliśmy z sobą przelotny deszczyk, a biuro zawodów pod chmurką i nieco zamokły dokumenty nim rozstawiono parasol.Przed nami w kolejce ok. 20 zawodników ,nas kolejnych 20, a w biurze zawodów tylko 2 panie.Za chwilę autokar dowiózł kolejnych biegaczy i kolejka zaczęła liczyć 50 m.
Już wtedy wiedzieliśmy że zawody nie mogą odbyć się punktualnie .
Najpierw ogłoszono 30 min opóźnienia,potem kolejne 30 min., a w końcu bieg wystartował z 45 min. opóźnieniem.
W rejonie startu brak toalet.Panowie w takiej sytuacji radzą sobie bez problemów ,panie jak zwykle mają pod górkę.
Nauczony bieganiem w letnim skwarze od startu biegnę z butelką - popijam i polewam się,aby przetrwać najgorsze, pierwsze 5 km bez jednego zbawczego,cieniodajnego drzewa.W pierwszej wsi kuzyn podaje mi nową butelkę z lodowatą wodą- to taki mój doping :).
Potem długi podbieg między wsiami i na wzgórzu pojawia się niczym upragniona fatamorgana widok kościoła w Trzebiatowie. W samym mieście trzeba się tylko jeszcze wdrapać stromym podbiegiem na śródmiejski rynek i można już po płaskim i w cieniu gnać do mety.Jestem jestem już bardzo zmęczony i marzę tylko by doczłapać się do mety.Nie bardzo mam już siły i ochotę za bardzo się nadwyrężać.Na ostatnim wirażu spokojnie daję wyprzedzić się kolejnemu zawodnikowi - i to był błąd kosztujący mnie utratę podium w kategorii M50, jak później się okazało zabrakło mi 3s.
Na mecie ładne medale i okolicznościowe koszulki-niestety nie dla wszystkich.
Regulamin co prawda przewidywał je tylko dla pierwszych 200 biegaczy ,ale to kolejny zgrzyt w organizacji biegu - koszulki i tak skończyły się wcześniej ,a dla przeciętnego biegacza medal jest najważniejszy.
Jedząc potem cienką pomidorówkę wspominaliśmy z nostalgią bieg z przed tygodnia w Chociwlu,gdzie jadła i picia było w bród.
Na koniec 2 osoby z naszego klubu stanęły na podium, a 7 lub 8 miało szczęście wylosować nagrody na koniec.
Chociaż nie zaliczyłem satysfakcjonującego mnie czasu to i tak byłem pierwszy z naszego busa,ale młoda konkurencja depcze mi po piętach.
Jeden z kolegów zgubił spodenki w szatni.Ja 2 lata wcześniej przywiozłem z tutejszych zawodów nadmiarowe spodenki,które odkryłem rozwieszając pranie.Pamiętałem jednak z kim się kąpałem i znalazłem właściciela na następnych zawodach w Stargardzie(były to jego jedyne spodenki i musiał w międzyczasie kupić nowe).
Reasumując towarzysko b.udana impreza.
Niestety organizacyjnie, nie pierwszy raz tutaj żenująco, a bieg przecież to XXXVI - ale jak mówią złośliwi, doświadczenie to powielanie starych błędów.
Wracając postanowiliśmy za rok pojechać na konkurencyjną
10-kę do Świdwina.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Ada0628 (2015-06-07,16:36): Dokładnie .... byłam tam pierwszy i raczej ostatni raz .
|