2015-04-12
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 8 PÓŁMARATON W POZNANIU (czytano: 1047 razy)

Mój 4 kolejny półmaraton w Poznaniu.
Miało jechać wielu - pojechałem sam.
Zakwaterowanie najlepsze z możliwych Hotel Park na Malcie - rzut kamieniem od startu (zabukowany jeszcze w grudniu).
Pogoda- prawie idealna ok. 9 st. i słonecznie.Ubrałem się na krótko, ale w 2 koszulki.
Stanąłem na starcie w swojej strefie A, ale w 2 szeregu-nauczony doświadczeniem,że dalsza pozycja = wolne bieganie slalomem w tłumie truchtaczy :) ,aby przebić się do przodu.
Pierwszy kilometr pod górkę, trochę wolno , ale dalej nabierałem rozpędu.
Założyłem tempo 4:20 i końcowy czas 1:31:30.
Początkowo biegło mi się b. dobrze.Na 6 km rozglądałem się za synem ,pod którego blokiem przebiegała trasa ( to mój najszybszy kilometr-myślałem,że może przyjść z towarzystwem,więc żeby nie było siary, trzymam się prosto i pruję do przodu).Niestety wyrodny syn wolał spać o tej porze.Gdyby to biegł mój ojciec zmobilizował bym do kibicowania pól bloku.
Baloniki na 1:30 dopadły mnie dopiero na 10 km - spokojnie dałem się wyprzedzić- w końcu to nie moja bajka.
Na trasie jakby mniej kibiców niż zawsze i jacyś spokojniejsi.
Nawet z rzadka przybijałem piątki z dzieciakami-nie było chętnych.
Bieg bez większej historii, nie było nawet z kim pogadać na trasie.
Kontroluję czas ,jestem tylko nieco z tyłu moich optymistycznych założeń.
W oddali widać Maltę,jeszcze tylko ten cholerny długi podbieg na Baraniaka
i potem zjazd na Maltę.
Mam jeszcze siły na końcowy finisz i wpadam na metę z czasem 1:32:28 -kosmos- moja życiówka poprawiona o 2 min.
Medal do kolekcji porządny, ale sztampowy.
Nawet się nie zmasakrowałem, za metą bez problemu odpinam chip :).
Dalej napoje, banany i telefony do przyjaciół biegaczy.
Docieram do stanowisk z piwem i makaronem -zero kolejek- jak dobrze przybiec wcześnie.
Przy makaronie wymiana wrażeń z nowo poznanymi zawodnikami.
Aby wrócić do hotelu musiałem przebić się przez tłum kibiców i wciąż biegnące tłumy biegaczy.
Nie czekam na losowanie Toyoty- obecność nieobowiązkowa.Telefon niestety nie zadzwonił w tej sprawie, a i jesienią na volvo nie mam szans bo biegnę maraton w Berlinie.
Mega szczęśliwy wracam do domu.W półmaratonach życiówki dotychczas ciułałem po 10 s.
Przed żoną w domu będę ukrywał swoje szczęście ,bo może się wkurzyć.
Dobrze że nie czyta mojego bloga (nawet nie wie, w którym to jest miejscu)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu loniuwielki (2015-04-15,10:06): Gratuluję !!! 1:30 się zbliża.Tylko cierpliowosci ;-)
Moja żona ze mną nie ma tak lekko;-) ja nie ukrywam tego szczęścia...Musi wysłuchać haha
|