2015-03-15
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| XXIX BIEG ZAŚLUBIN W KOŁOBRZEGU (czytano: 357 razy)

Mój 4 start z rzędu w Biegu Zaślubin.
Za każdym razem lepszy czasowo.Przygotowałem 2 rozpiski w tempie 4:15 i 4:20,obie poniżej mojej życiówki.
Gryficka grupa biegowa wciąż się rozrasta i po raz drugi jedziemy busem.
Pogoda pochmurna ok. 6-8st.i lekki wiatr. Ale rok temu padał deszcz i nieżle wiało.
Decyduję się na lekki, wiosenny , krótki strój + moje nowe pomarańczowo-czarne lansiarskie reeboki.(za pomarańczowymi skarpetkami obleciałem full sklepów w Warszawie).
Nie wziąłem pokrowca, na ramię na telefon, a nie chce on wejść do jedynej kieszonki jaką posiadam w spodenkach.
Trudno pobiegnę bez telefonu - wystarczy ,że w ręku trzymam rozpiskę kilometrowo - czasową.
Wychodząc na start spotykamy Kenijczyków i robimy wspólną fotkę z oczywistymi zwycięzcami.
Trasa jest nieco zdradliwa dla czołówki, ( o czy później) 2 pętle duże i jedna mniejsza - wszystko rozrysowane przy starcie.
Odliczanie,strzał i go!
Mimo ,że dobrze przepracowałem całą zimę to mój inauguracyjny start w tym sezonie i sam jestem ciekawy końcowego wyniku.
Niestety,w przeciwieństwie do poprzednich lat brak oznaczeń kilometrów,a w zasadzie oznaczony błędnie pierwszy na ok. 600 metrze.
Dużo ku..w od przebiegających zawodników w tym miejscu.Muszę polegać na własnym doświadczeniu.
Na właściwym 1 km koledzy obok informują siebie ,że mamy 3:53 - czyli dla mnie jak zwykle za szybko, ale nie aż tak jak zazwyczaj:).
Potrafię otworzyć z czasem 3:40 i oczywiście nie czuję tego.
Jest już wystarczająco ciepło i piję na trasie tylko 2x pro forma.
Przebiegając 2 x przez linię startu kontroluję, że mieszczę się w założonych widełkach czasowych.
Niestety ok. 1- 1,5 km przed metą zaczyna mnie nap.......ć lewe biodro.Muszę zwolnić,mimo ,że czuję jeszcze dość mocy.
Ból nie pozwala zrobić mi porządnego finiszu i niezmasakrowany wpadam na metę.
Czas 1:04:30 - życiówka poprawiona o 57 s.
Tym razem meta i start biegu w innym miejscu i kończący bieg nie przeszkadzają zdublowanym w dalszej kontynuacji.
Medal (ładny),banan ,woda - nie muszę nawet odpoczywać.
Szybko zbieram się i jestem pierwszy w nietypowych koedukacyjnych prysznicach.
Nasi czarnoskórzy zwycięzcy z fotki, (gapy jedne) zamiast za startem skręcić na małą pętlę pobiegli jeszcze raz dużą i zajęli odległe miejsca.
Po biegu tradycyjna grochówka z bułką, a potem darmowa kawa,herbata i piwo +drożdżówka w kawiarni przy podium.
Ceremonia dekoracji jak zwykle późno i zbyt długo.Nikt od nas nic nie wylosował na koniec.
W busie szampan i ciasteczka - kolega obchodził dzisiaj 50 urodziny - sto lat biegania :).
Generalnie wszyscy zadowoleni.
Nasza drużyna zajęła 23 m-ce na 71 startujących.
P.S. dla znajomych - spotkamy się na półmaratonie w Poznaniu.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |