Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [1]  PRZYJAC. [17]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
szczupak50
Pamiętnik internetowy
korespondent biegowy

Arkadiusz Szczupaczyński
Urodzony: 1963-12-15
Miejsce zamieszkania: GRYFICE
9 / 65


2014-10-12

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
MARATON POZNAŃ (czytano: 747 razy)



Po raz pierwszy miałem tylko przebiec trasę maratonu bez parcia na wynik ani na miejsce.
Oczywiście nie udało się.Ale od początku.
Biegam maraton tylko raz w roku - rok przygotowań, radosne podniecenie wraz ze zbliżającym się terminem.
Ciekawość jak pójdze tym razem,czym zaskoczy mnie królewski dystans.
I co ?
6 dni przed zawodami rozkłada mnie przeziębienie .
W piątek wieczorem jeszcze gorączkuję.
Rano w sobotę wsiadając do pociągu oznajmiam kolegom ,że będę po raz pierwszy robił za kibica, mogą liczyć na zdjęcia z trasy.
Jednocześnie liczę na cud i pakuję cały sprzęt jakbym był zdrowy - coś w tym jest ,że nawet lekarz nie potrafi myśleć zdroworozsądkowo gdy idzie o wyczekiwane zawody.
Biegacze są trochę popieprzeni.
Jedziemy w czwórkę , na starcie dołączy jeszcze jeden kolega.
Meldujemy się na targach poznańskich.A ja w hotelu obok startu i mety.
Jubileuszowy XV Poznański Maraton.Mój trzeci -zawsze tutaj.
W pakiecie oprócz tradycyjnych gadżetów mały zgrabny plecak.
Pasta party- makaron zjadliwy.Pokręciliśmy się trochę po różnych stoiskach , ale nikt nic nie znalazł interesującego dla siebie.
Zmęczony przespałem się trochę.Obudziłem się na rozpoczęcie meczu Polska -Niemcy.Nieoczekiwanie emocjonujący bo wygrany, może to jak dobra wróżba dla mnie.Nie gorączkuję tego wieczoru,czuję się znacznie lepiej. Chyba pobiegnę ,tak potruchtam, żeby tylko zmieścić się w limicie , dostać medal i wylosować volvo - wszak trzeba dobiec.
Rano pobudka 6:30, śniadanie -w restauracji tłum maratończyków.
O 8:00 w pełnym rynsztunku biegowym witam kumpli - radośnie witają się ze mną zarzucając mi wczorajsze ścimnianie.
W moim hotelowympokoju mamy sztab biegowy.
Ostatnie przygotowania , taktyczne uwagi.Przed hotelem ustawiamy się z pozostałymi gryficzanami do wspólnego zdjęcia.
Krótka rozgrzewka i decyzja , że biegnę razem z Maćkiem na 3:45.
W tym tempie biegnę tylko pierwsze 1.5 km zdecydowanie za wolno dla mnie ,miałem biec gdybym był zdrowy na 3:15.
Opuszczam Maćka i przesuwam się między biegaczami do przodu. Na 6 km zagaduje do mnie jakiś biegacz i rozmawiając przez następny kilometr dobiegamy do stadionu piłkarskiego gubiąc się na wodopoju.
Przebiegamy w poprzek po murawie boiska oglądając się na wielkim telebimie podwieszonym nad trybunami.
Biegnie mi się bardzo dobrze - ciekawe jak długo .
Na agrawce ok. 14 km biegnę w połowie odległości między balonikami na 3:15 i 3:30, a mam jeszcze 1,5 min. zapasu ze startu.
Poznaję kolejnego biegacza - to jego 15 maraton w Poznaniu ,mówi ,że biegnie na ok. 3;22 - 3:25.Trzymamy się razem ok. 5-7 km ,do czasu jego przerwy na siusianie.
Jest dosyć ciepło,ok.15 st.,dobrze,że pochmurno.Cały czas bardzo chce mi się pić.Niecierpliwie wyczekuję wodopojów rozlokowanych co 5 km.
Piję, polewam się wodą , w rękę banan ,pomarańcza.Nie używam nigdy żadnych żeli ,bo mam wtedy problemy jelitowe.
Na 23 km pierwszy kryzys.Pomału odechciewa mi się biec.Zwalniam nieco ,ale nadal biegnę do 30 km.
Tutaj mam 2 kryzys i do mety będę już na przemian maszerował i biegł.Mijają mnie peacemakerzy na 3:30.
Nie ma już sensu zadymać się ,prawdę mówiąc boję się ,że mogę sobie sprokurować jakiEś powikłanie choroby, więc spokojnie planuję doczłapać się do mety.Już nawet w klasyfikacjio lekarzy nie mAM na co liczyć.
Liczni kibice rozstrawieni na trasie jak i miojający mnie gromadnie biegacze dopingują mnie do biegania kiedy przechodzę w marsz,
Na trasie zresztą coraz więcej maszerujących,a ja zastanawiam się po co mi to było,chyba wyleczę się z maratonów po dzisiejszym dniu.
Od 40 km postanawiam biec do końca bez żadnych postojów ,udaje mi się to nawet na ostatnim chyba nabardziej stromym podbiegu na 41 km.
Zmęczony ,bez finiszu kończę bieg.Nie jest tak źle .Nie dałem się balonikom na 3:45. Mój czas netto 3:43 i trochę sekund.
Okazuje się że można być szczęśliwym tylko z powodu ukończenia biegu.
Na mecie upragniony medal,do woli picia ,piwa i owoców.
Czekam jeszcze na kumpli, i zadowoleni mimo wszystko ewakuujemy się ogarnąć do hotelu.
Powrót do strefy mety, wciąż napływają nowi finiszujący biegacze.
Odbieram drugi medal za ukończenie biegu jako lekarz.
Nieoczekiwanie załapuję się na III m-sce na podium w mojej kategorii wiekowej w Mistrzostwach Polski Lekarzy- w nagrodę efektowna statuetka z Asklepiosem.
Reasumując , zdobyłem nowe doświadczenie wiem jak to biec po chorobie, nie należał się spieszyć ,biec wolniej ,czas może nie byłby lepszy , ale biegłbym może przez całą trasę.Nie wiedziałem jak zachowa się mój organizm i pierwszą poło biegu zaliczyłem ile sił w nogach i płucach.




Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
ksieciuniu1973
20:29
entony52
20:28
zamorrad
20:10
Namor 13
20:08
simwa
20:00
janusz9876543213
19:41
tete
19:12
Raf  Gav
19:03
chris_cros
18:52
Pawel63
18:48
tomasso023
18:38
gora1509
18:20
GriszaW70
18:07
Borowion
18:05
JW3463
18:04
Admirał
17:38
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |