Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA   GALERIA   PRZYJAC. [114]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
BadylLodz
Pamiętnik internetowy
Badyl

Robert Sobczak
Urodzony: 1982-09-10
Miejsce zamieszkania: Łódź
5 / 56


2011-05-08

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
8 dni - 3 starty (62km195m) cz.1 - Justynów-Janówka (czytano: 434 razy)

 

Witam ponownie odwiedzających mój profil :)
8 dni 3 starty łącznie 62km 195m :) Jak na pół roku biegania imponujący wynik tymbardziej, że nie ma zmęczenia dzień po zakończeniu 8-dniowego planu startów :)
Zacznę od pierwszego startu w tymże okresie czyli 30 kwietnia i III Dycha Justynów-Janówka :)
Dobrze,iż wcześniej ogłosili w pracy sobotę wolną dla całego zakładu bo inaczej musiałbym wykorzystać urlop.
Start był o 13 a chciałem pojechać do Justynowa rowerem więc obliczyłem, że jak wyruszę ok 11 to zdążę spokojnie. Tak tez uczyniłem i po ok godzinie byłem na miejscu :)
Szybko pobrany pakiet startowy wraz z numerem i heja do szatni ale okazało się, że szatni jako takiej nie ma więc trzeba było się przebrać w wc oczywiście męskim :)
Przebrany rozpocząłem rozgrzewkę mając nadzieję na wynik poniżej 45 minut :)
Start honorowy to znaczy wszyscy wolnym tempem pomknęliśmy na miejsce startu faktycznego na skraj lasu :) Nowością z którą się spotkałem na zawodach to, że każdy zawodnik otrzymał balonik do ręki i mieliśmy na komendę puścić w niebo :) Widok śliczny :)
Dotarliśmy na start i w niedługim czasie padł sygnał rozpoczynający walkę i przyjemność 10 km :)
Trasy nie znałem kompletnie. Wiedziałem jedynie, że biegamy po lesie miękka nawierzchnia więc byłem spokojny o kolana :)
Po jakichś 2 km rozrzedza się i utrzymuję swoje tempo mimo, że kilku kolegów mnie wyprzedza :)
Pierwszy podbieg... Zbieg...
Drugi podbieg ten największy... Oj kryzys nadchodzi.
Trzeba włączyć głowę w końcu do walki. Tak dam radę nawet jeśli nie złamię 45 minut to przecież nic się nie stanie :)
za 5km jest punkt z wodą. W biegu chwytam kubek wody i w biegu nie zwalniając próbuję wypić co udaje się w połowie bo sporą część wody wylewam na okulary i twarz :D
Spoglądam na czas. Nie złamię 45 minut. 8km... Wyprzedza mnie dwóch panów więc podłączam się do nich biegnąc za nimi i narzekając w myślach "Co za tempo".
Spoglądam na czas. Będzie 45 z sekundami. 500 metrów do mety. Włączam przedmaksa. Wybiegamy na ulicę. Maks i wyprzedzam pana, który mnie pociągnął swoim szybkim tempem :)
Dobiegam wciskam przycisk stop na zegarku. Zadowolony :) Pan, którego wyprzedziłem w szarej koszulce dziękuje mi za walkę :) Podnosi we mnie ducha i tak o wysokim mniemaniu :) Kolejne km zaliczone i duma rośnie :) Duma, że biegam, że się nie poddaję, że walczę, że należę do elitarnego grona ludzi, którzy biegają :) Medal wisi na zmęczonym ciele. Spoglądam na zatrzymany czas. 45:02. Nie udało się złamać 45 minut. Ale mam nadzieję, że może za późno zatrzymałem :) Idę się przebrać i wyczekuję na losowanie nagród, których ma być dużo :)
W międzyczasie jadę do pobliskiego sklepu po czekoladę by uzupełnić węglowodany :)
Losowanie. Czekam aż wylosują mój numer 6... Nie doczekałem się.
Wracam więc do domu zadowolony, że ponownie pokonałem siebie swoje słabości i już myślami jestem 3 maja na maratonie :)
A w domu okazało się, że jednak złamałem 45 minut bo wynik oficjalny brzmi 44:58 :) Medal też oryginalny gdyż w kształcie butelki do oleju silnikowego :)

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu







 Ostatnio zalogowani
KoMarek
23:11
Raffaello conti
23:06
michal.r
23:02
marz
22:43
andrzejgonciarz
22:41
bogaw
22:33
J0Ker
22:30
milu7
22:29
kolor70
22:23
radio_judasz
22:05
wiesław
22:05
soniksoniks
22:02
nairam
21:51
Marek.run
21:44
agnieszka walczak
21:34
WOLF
21:34
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |