2010-07-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| 1602m Śnieżki... bez śniegu;) (czytano: 207 razy)

Maratońska „ściana” jest niczym w porównaniu do buntu nóg w trakcie biegu górskiego. Tak mógłbym skwitować wczorajszy bieg na Śnieżkę. Bo co niby daje w takim momencie przejeście do marszu, niewiele, no ok. może wolniej umrzemy ale i tak będzie nam to dane;)
Chociaż musiałbym się głęboko zastanowić co w ostatnich kilku dniach było „gorsze” – 8h podróż do Karpacza w upale czy wbieganie w takich samych warunkach na Śnieżkę. Czasami dobrze jest nie wiedzieć do końca na co człowiek się porywa. Po biegu na Kasprowy twierdziłem że już nie chce wracać do biegania po górach. A jednak… Ja ostatnio w ogóle jeźdże tylko tam gdzie ciężko. W ogóle po kontuzji czuję się jakbym zwiał z wariatkowa;)
W tym roku bieg poprowadzono inną trasą i wydłużono do 13,8km. Wydawało się lżej niż w Zakopanym. „Tylko” 1083m przewyższenia. Pozornie. Pierwsze 4km po asfalcie, przez miasto, wśród zabudowań. Mówię fajnie, lajcik tak na rozgrzewkę. Tak, tylko że już na tym odcinku trzeba było pokonać różnicę wzniesień kilkaset metrów. „Zaatakowałem” aktywnie, mocno pracując nogami, bo równo i w miarę przyjemnie ale zostałem szybko zabity. Ponad 30 stopni zrobiło swoje bardzo szybko. Pierwotnie planowałem zabrać picie ze sobą ale zrezygnowałem przed wyjściem ze schroniska. Błąd. Szczęśliwie miałem w kieszonce parę złotych i po 4km kupiłem drogiego jak na Batorym Powerade’a.
Gdy zaczęły się prawdziwe podbiegi po kostce i kamieniach, zaczął się marsz i walka o przetrwanie. Raz po raz podrywałem się do truchtu ale nogi mówiły brutalnie „NIE”. Gdzieś przed 7km doszła mnie Madzia. Próbowałem walczyć bo przez moment było „w miarę płasko”. Jednak byłem bezradny wobec doświadczonej i mocnej w górach „ścigaczki”;) Mogłem tylko patrzeć jak się oddala podobnie jak kolega klubowy Marek. Starałem się mimo wszystko walczyć nawet marszem, ale w takich warunkach to raczej była walka o przetrwanie z domieszką „a może się uda”.
Przy drugim punkcie z wodą stoi Przemek i mnie popędza. W odpowiedzi otrzymuje „międzynarodowy znak pokoju” ;D Ciągne dalej ale jest na tyle stromo dla mnie, że mogę zapomnieć o biegnięciu. Świńskim marszem docieram do długiego płaskiego odcinka przed samą Śnieżką koło Domu Śląskiego. Tam odżywam, wyciągam nogi. GPS zarejestrował tam tempo poniżej 4min/km bo tam się dało tak pobiec. Wiedziałem że i tak mi to nic nie da, bo za chwilę będzie finałowe podbieganie, ale mogłem chociaż nadrobić trochę czasu.
Podbieg na Śnieżkę łagodniejszym szlakiem to już w moim wykonaniu głownie marsz. Miałem ochotę wyłożyć się na glebę i nie iść dalej. Po 1h39min13sek docieram na szczyt. Tym razem dostałem w placy tylko jakieś 4min ;P Może kiedyś się uda;)
Na opcję zjazdu na dół wyciągiem nie zdecydowałem się ze względu na lęk wysokości. Razem z Madzią i Przemkiem zaliczyliśmy ponad 2h marsz w dół czarnym szlakiem. Na szczęście krążące dookoła burza i deszcz zaczekały do wieczora kiedy już smacznie spaliśmy w łóżeczkach.
Udało mi się nawet na zakończenie wylosować jakieś dziwne dopalacze dla biegaczy. Teraz to ja Wam pokaże jak się nałykam ;D
Do domu wróciłem dopiero dzisiaj żeby mnie nie kusiło pobiec jeszcze w Pobiedziskach. Choć nogi czują się ok. Jestem wyspany. To jednak lepiej nie ryzykować nawrotu kontuzji po 1,5 miesiąca… chociaż kto wie… może udało by się odkręcić moją „normalność inaczej”;)
PS. Na publikację czeka fotka, którą zainteresowane będą Panie, które tak ochoczo komentowały moją fryzurę po Bydgoszczy ;D
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu Madzia71 (2010-07-18,17:54): Madzia pozdrawia z Przemkiem:)) mamusiajakubaijasia (2010-07-18,18:20): No to dawaj fotkę z fryzurą!!! Na marginesie...kiedy zobaczyłam Cię po Twoim przebraniu się i odświeżeniu w Chociszewie (a konkretniej TWOJĄ FRYZURĘ!), nogi się pode mną ugięły - miękkie kolana i totalny zachwyt (oczywiście, że nie dawałam po sobie poznać, bo nie wypada), ale to spojrzenie spod płowej strzechy, to było TO !!! Tomasz Ławniczak (2010-07-18,20:04): Gaba, żeby mnie tylko Piotrek nie odnalazł i nie zlikwidował z zazdrości ;D Obiecana fotka w galerii ;) Piotr Kalisz / Sternik (2010-07-19,13:20): no to Tomek za rok robisz z nami Karkonoski :) część chopków z tamtego roku mówiła ,że wogóle nie widzieli tego obserwatorium tylko ciemność przed oczami :) a Ty sobie stoisz pod spodkiem w super formie , a ja wchodziłem na góre na 3 raty , serce mi chiało wyskoczyć ,więc z Twoim czasem teraz- 2011 spoko :) my na wielką sowę zapisani 21,08 ,,, potwierdzam w chociszewie Tomek dał czadu , ale u nas na nocnym świętojańskim też szalał :) Piotr Kalisz / Sternik (2010-07-19,13:22):
|