2009-01-26
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pół roku... (czytano: 176 razy)

Za mną pół roku biegania, pół roku walki z lenistwem i pokonywania własnych słabosci. Ale warto było!!! W sierpniu dochodziłem do jako takiej sprawności ruchowej po naderwaniu mięśnia łydki (wyjścia z pracy na piłkę halową i siatkę tak sie nieraz kończą) a w głowie ciągle miałem swoje postanowienie z wakacji. Postanowienie biegania zainspirowane Międzynaorodowym biegiem po plaży w Jarosławcu. Patrząc na biegnących skrajem plaży zawodników (niejednokrotnie sporo starszych ode mnie) uruchomiłem skrzętnie skrywaną w sobie ambicję spróbowania sił w tym sporcie. Do tego deklaracja złożona najbliższym, że ja, za rok itp. itd. Rodzinka przyjeła to jak dobry żart, co jeszcze bardziej zmotywowało mnie do pracy:-) A nie było łatwo oderwać przyspawanego na codzień do biurka i komputera ciała. Pierwsza przebieżka i dramat! Nie jestem w stanie przebiec na raz 3 km. Do tego po tak "ekstremalnym wysiłku" długo niemogłem dojść do siebie. Jednak głupio było by przerwać i poddać sie, więc z dnia na dzień pokonywałem coraz wiecej kilometrów, aż przyszedł czas na pierwsze doświadczenia w zawodach. 18 październik i Wieliszewski Bieg Jesieni na dystansie 4 km. Mała kameralna impreza, za to zdobyte doświadczenie bezcenne. Klimat zawodów tak mi się udzielił, że pierwsze 2 km biegnę w czołówce zapominając całkowicie o swoim tempie i możliwościach. Skutek - w połowie dystansu już nie biegnę a idę ociężale. W głowie myśli o bezsensownosci biegania i bezgraniczna słabość. Na szczescie trwa to kilkanaście minut i jakoś dobiegam do mety, szczęśliwy z ukończenia pierwszych zawodów w życiu i madrzejszy o doświadczenie. W kolejnych zawodach, a było ich do dnia dzisiejszego jeszcze 3 (Białołęcki Bieg Niepodległosci [3,6km], 3 bieg policz sie z cukrzycą [5km], Puchar Bielan [5km]) starałem się nie popełniać błędów z Wieliszewa i z mniejszym lub wiekszym skutkiem udawało mi się trzymać własnego tempa. Dziś po kilku miesiacach biegania mogę śmaiło powiedzieć - złapałem bakcyla biegania. Bieganie sprawia mi coraz większą radość. Na warszawskim Tarchominie-Nowodworach gdzie pokonuję swoje treningowe pętle biega sporo osób, co też jest dodatkową motywacja do pracy nad sobą. Za mną najtrudniejsze pół roku, ciesze się, że wytrwałem.
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |