2012-01-14
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Zakwasy (czytano: 271 razy)

Postanowiłem uzupełnić swoje biegowe treningi. Padło na pompki i podciągnięcia. Znalazłem strony www.100pompek.pl i www.podciaganie.pl. We wtorek zrobiłem testy. Na luzie, bez maksymalnego wysiłku, myślałem, że lepiej będzie zacząć z niższego pułapu, żeby przyzwyczaić mięśnie i od razu się nie zniechęcić:). W środa, negatywy, czyli trening opuszczania. Było bardzo ciężko. Ręce bolały jak cholera. Negatywy robię niestety hiperpoprawnie. Opuszczam się zdecydowanie za długo. No, ostatnie powtórzenia z serii już nie były takie super...:):). Czwartek, zdjąłem lustro z łazienki i przeniosłem do pokoju, żeby widzieć swoją pozycję podczas pompki. Wstałem rano, zrobiłem serie, które są w planie, pełny luz. W piątek wstałem rano, okropnie bolały mnie ramiona, miałem problem, żeby wstać z łóżka. Widać trening działa! Wczoraj zrobiłem dodatkowy dzień przerwy, a dzisiaj znów negatywy, z tym, że trochę szybciej się opuszczałem, przeżyłem!;)
STO! STO! STO! W czwartek przebiegłem wyznaczoną trasę dokładnie setny raz (no mogło mi się w obliczeniach omylić o jedno, lub dwa kółka:)). Wciąż mi się jeszcze nie znudziła! Były też oczywiście czwartkowe skipy i wykroki, tym razem po jednej serii z każdego skipów więcej, czułem się znacznie lepiej niż ostatnio. Moja prosta do treningów kończy się akurat na wale rzeki. Ładny widok! Z biegania na śródstopiu w czwartek zrezygnowałem, miałem jeszcze straszne zakwasy na łydkach.
Dzisiaj kolej na sprinty pod górę. Dobiegłem do góry w całości na śródstopiu (3,1km). Spotkałem Tatę, zrobiłem z nim jeden wolniejszy podbieg, chwilę pogadaliśmy i poszedłem realizować trening. Pierwsza przebieżka (mniej więcej stu metrowa) odkryłem, że nawet prawiesprint pod górę biegam na piętach... Nic dziwnego, że wydawało mi się, że jestem strasznie wolny. Pilnowałem się, żeby chociaż przebieżki biegać na śródstopiu, szło łatwiej, czułem się odrobinę szybszy. Ostatnią przebiegłem w 17 sekund, ale musiałem wyminąć faceta z wózkiem i luźnym psem, który mnie trochę spowolnił. Wracałem na piętach, łydki trochę bolały, a nie chcę przesadzać:). Chociaż nie ukrywam, że mam nadzieję, że na wiosnę będę już śmigał na śródstopiu wszystko do połówki włącznie:):)
Jutro wybieganie na trasie Ślężańskiego:)
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |