2011-10-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| eksperyment muzyczny (czytano: 838 razy)

Tak więc wystartujemy jutro w półmaratonie. My – czyli ja i moje dwudziestodniowe, bezalkoholowe, chwilowo nowe podejście do życia. Nie to, żebyśmy się denerwowali. W końcu połówka, to nasz ulubiony dystans biegów ulicznych. Startowaliśmy w ten sposób już jakieś 15 razy. Znamy się na tym, mamy wypracowaną i sprawdzoną taktykę; wiemy jak rozkładać siły i kiedy atakować. W zasadzie to nie powinniśmy sobie nawet zawracać takimi zawodami głowy. Próbujemy sobie jednak przypomnieć, jak to było poprzednim razem. Jaki to był czas i w jakim samopoczuciu wykręcony. Cofamy się pamięcią: sierpień nic, lipiec nic, czerwiec nic, MAJ nic, KWIECIEŃ NIC!!! Jakimś cudem, ostatni raz bieganie z numerkiem na klacie przez 21,1km miało miejsce w marcu! Nawet nie wiem, jak to się stało, ale w tym roku, poza Biegiem Godzinnym w Siemianowicach i Biegiem Pod Powodziową Falę, nie startowałem w niczym krótszym od maratonu! Zerkamy do dzienniczka – ha! w zeszłym roku biegłem połówkę aż 9 razy. No i zaczęliśmy się denerwować, bo przez fakt, że nie biegałem od dawna nic krótkiego i szybkiego, to nie wiem jakim tempem się wstępnie uraczyć tym razem. A to już dla mnie powód do lekkiej paniki.
Analizuję ponownie tegoroczne wyniki. Półmaraton Ślężański - 1:30. Ale to górska trasa, zimno i dawno temu. Ostatnio najszybciej połówkę wykręciłem podczas Maratonu Solidarności – 1:36. Nie, sprawdzam dokładniej, w Zamościu podczas trzeciego 30km etapu, pomiędzy 8 a 29km uzyskałem 1:33. Uwzględniając najświeższe tempa treningowe mogę szacować swoją dyspozycję na jakieś 1:28. Z granicą 1:30 nie powinno być najmniejszych problemów, chyba, że pogoda…Tak, czy inaczej wypada rozpocząć po 4:15/km.
Rzadko biegam ze słuchawkami. Raczej krótsze dystanse. Tam, gdzie trzeba grzać i odciąć się od bolesnych sygnałów wysyłanych przez własny organizm. W Siemianowicach to się świetnie sprawdziło. Tym razem postanowiłem też tak wystartować. Nawet posunąłem się dalej i ułożyłem odpowiednio pod moje wyobrażenie tych zawodów playlistę. Czas całkowity grania to 1:32:17. Zakładam, że powinienem skończyć w połowie 17 utworu, co da plus minus 1:28.
Eksperyment w szczegółach wygląda tak:
1. A Perfect Circle – Passive
czas 4:10 (na pierwszy km, żywo, dynamicznie, ale nie za szybko – 87BPM)
2. The Watchtower Four – All Along The Watchtower
czas 4:15 (drugi km, na wyprzedzanie startowych optymistów – 112BPM)
3. Disturbed – Shout
czas 4:17 (złudnie niższy BPM – 97, ale powinno być dalej żwawo)
4. Smashing Pumpkins – Stuck In The Middle with Fluke Vox Mix
czas 6:47 (i dalej wysoki BPM – 120, równo, rytmicznie i długo)
5. Muslimgauze – Medina Flight
czas 8:45 (żeby się nie zapędzić – wyrównanie; mechanicznie, hipnotycznie BPM – 93)
Powinienem być gdzieś na 7km i właśnie kończyć się dogrzewać
6. The Cure – Burn
czas 6:38 (104BPM – w tym miejscu powinienem ustalić swój faktyczny rytm)
7. Deftones – Passenger
czas 6:08 (zmienny BPM, na ewentualną pobudkę, gdybym się zamulił)
8. Foo Fighters – Pretender
czas 4:29 (zbliżamy się do półmetka i od tej chwili naprawdę równo BPM - 86)
9. Stiltskin – Inside
czas 5:12 (BPM – 83)
10. Earshot – Missunderstood
czas 3:32 (BPM - 83)
11. Tricky – Bacative
czas 3:51 (BPM – 79)
Okolice 14km, zaraz prawdopodobnie będę kończył 2 rundę. Trzeba powoli zacząć dokładać do pieca
12. Patricia Barber – Winter
czas 4:53 (podwyższam tempo BPM – 90)
13. Patricia Barber – Constantinople
czas 8:28 (i jeszcze trochę BPM – 93)
14. Beastie Boys – Sabotage
czas 2:58 (BPM niski - 84, ale kawałek bardzo energiczny)
15. Prodigy – Omen
czas 3:36 (ostatnie 3km, albo będzie z czego i posłuży, albo już nie BPM 140)
16. Puscifer – Vagina Mine
czas 5:35 (dwudziesty km, jazda - BPM 138)
17. Iron Maiden – Running Free – wersja z Live After Death
czas 8:43 (klasyk z koncertu, Bruce przez długi fragment śpiewa z rozwrzeszczaną 20000 publicznością przy równym rytmicznym akompaniamencie basu)
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |