Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Tomasz Ławniczak
Pamiętnik internetowy
"we all fall down once a while"

Tomasz Ławniczak
Urodzony: 1982-11-06
Miejsce zamieszkania: Poznań
327 / 401


2010-06-14

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
impossible is nothing (czytano: 394 razy)

 

"Dzień dobry! Centrum Leczenie Uzależnień? Panie Doktorze, mam problem, nie mogę przestać biegać."

Takimi słowami powitałem Marka po 8 rano w niedzielę zaczynając ostatnie 22 pełne okrążenie. Marku, jeśli po Grodzisku twierdziłeś że jestem czubek (z czym oczywiście się zgadzam) to co powiesz teraz? ;D

Zapisując się w czwartkowy wieczór na bieg nad Kanałem Bydgoskim i wybierając 90 km zostałem chyba dotknięty jakąś tajemniczą mocą mówiącą "idź synu, dasz radę" ;P Następnego dnia byłem przerażony. Słusznie. Zero regularnych treningów. Najdłuższy dystans na treningu 20-pare kilometrów. Zero przygotowania pod kątem ultra. Za był fakt znajomości trasy i to że lubię tam biegać... no i wiedziałem że tam mogę liczyć na wsparcie i że tam o mnie zadbają;)

W sobotni poranek prewencyjnie sprawdziłem prognoze pogody na new.meteo.pl . Uwierzcie mi sprawdziła się w 100%. Miało padać - padało. Miało być poniżej 10 stopni - było. Miało się zachmurzyć rano - to tak było ;)

Padać miało pomiędzy 20 a 21 czyli tuż przed startem. Ruszając do walki nie miałem żadnego doświadczenia, zero obranej taktyki. Ustawiła się sama po starcie. Pierwsze 1,5 kółka razem z Anką i Viperem, którzy byli dwoma pozostałymi zawodnikami na dystansie 90km. Założyłem że jak będę wyprzedzał Vipera to będzie znaczyło że biegnę za szybko. A jak AnKa ,mnie wyprzedzi to znaczy że jest za wolno ;D

Przez pierwsze 30km było najłatwiej. Trzymałem się schematu 13/2, 13 minut biegu 2 minuty marszu. Przed 30km system padł. Po marszu nie potrafiłem wrzucić wyższego biegu i skończyło się czterokilometrowym marszem. Chwilę później pojawiła się pierwszy i jedyny raz myśl żeby dobić do maratonu i dać spokój. Jednak się jakimś cudem nie poddałem, mimo iż równo na 42km zaliczałem pit stop techniczny. Zmiana skarpetek, wymiana butelki z izotonikiem, wyciągnięcie mp3, które zresztą towarzyszyło mi do końca.

Apropo izotonika. Piłem tylko swój wypróbowany Isostara. Dzięki temu uniknąłem potencjalnych niespodzianek żołądkowych. Niemal cały czas biegłem z butelką, żeby nie zaliczyć odwodnienia.

Po zrobieniu maratonu w 4h50 powiedziałem sobie "byle do 50-tego a potem już z górki". Taaa, jasne. Godzinę później byłem na tym km z górki. I tu tragikomiczna myśl - "to już tylko 40km" - a moje nogi prosiły o litość. Zaczął się najcięższy okres. Maratończycy skończyli biegać. Zrobiło się pusto, ciemno, trochę strasznie. Stanąłem za potrzebą pośrodku parku. Spoglądam w jedną stronę pusto, spoglądam w drugą pusto... i tak jakoś dziwnie. Ale uparcie maszeruje dalej. Wyliczam że nawet jak będę maszerował do końca to zdążę. Tylko że tak się nie da. Bo to wykańcza psychicznie.

3:20 w nocy. Nagle, jak dla mnie niespodziewanie (słońce miało wzejść po 4:15) robi się jasno. Wrażenie jest niepowtarzalne. Pustka, cisza, kaczki cały czas siedzą nad brzegiem kanału. Jakie to były kaczki. Pięknie upierzone. Nad ranem schowały dzióbki w pióra i poszły spać ;D Ale i tak były najlepszymi kibicami.

Kółka marszu przeplatam okrążeniami bieganymi. Ale na więcej niż pojedyncze kółka mnie nie stać. Wykańczają przede wszystkim drobne kamyczki. Wbijające się w stopy. Mięśnie pracują zadziwiająco dobrze. Dzisiaj w zasadzie cieszę się że tyle maszerowałem. Władza dba o mnie, przynoszą żurek, potem makaron. Ja tylko robię drobne przerwy na dotankowanie kofeiny w postaci Coli (3L pochłonąłem). Kilka razy leci kilka łez, takich oczyszczających psychicznie. Chociaż ani przez moment nie było na tyle źle żebym się załamał i powiedział "nie dam rady".

Kwestią czasu było że dopadnie mnie AnKa, nad którym na 46km miałem 5km przewagi. Moment ten nastąpił na 70km kiedy pałaszowałem makaron. Przez moment jeszcze walczyłem ale odpuściłem. Najważniejsze było dotrzeć do mety a nie paść na krótko przed nią.

Chwilę później zaczynają się nie tyle co skurcze, tylko "rażenie mięśni prądem". 12km przed metą podrywam się do pogoni za AnKą i redukuje dystans z 15 do 5min na 1,5kółka przed metą. Niestety mocy brak jak nigdy. Ostatnie kółko, chwytam telefon i wybieram się na pożegnanie z kanałem. Długa rozmowa w trakcie której uświadamiam sobie że jeszcze zdążę złamać 12h. Wykrzesam resztkę sił. Udaje się.

11h55min.

Na mecie chyba nie wyglądałem najlepiej;) Od razu odesłano mnie do budynku, do ciepła.

Prysznic, makaron, którego nie byłem w stanie pochłonąć, pakowanie i do domu. Pięknie było.

Przyznam się że przed biegiem nie wierzyłem sam w siebie, co niektórzy byli sceptyczni. Myślę że dystans wybiegałem nie tyle co fizycznie - nogami ale bardziej psychicznie. Odgoniłem złe myśli. Po prostu przemieszczałem się do przodu. Chciałem sobie coś udowodnić? Nie wiem. Wiem jedno. Trochę to boli. Niektóre myśli są ekstremalne. Ludzie patrzą na biegaczy jak na wariatów. na 21 kółku około 8 rano zaczepiła mnie starsza pani i pyta "które okrążenie już pan robi" "21. Od 21-wszej wczoraj już biegamy". Pani spojrzała się na mnie jak na idiotę, jakbym się z niej nabijał i poszła dalej ;D .

Wczoraj myślałem po biegu "mam to w dupie. Nie idę jutro do pracy". Poszedłem. Chodzę, żyje, trochę boli, tylko głowa jakaś nie moja. Ktoś mi ukradł jedną noc ;D

I przyznam szczerze. Nie dociera do mnie to co zrobiłem. Niektórych kilometrów nie pamiętam. Trochę jeszcze potrwa zanim zrozumiem czym jest te 90km ;)

PS. A już w sobotę wbiegam na Kasprowy ;)

Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


Aga Es (2010-06-14,21:57): A co masz taką fryzurę na tym foto,jakby tornado przez nią przeszło;)?
Tomasz Ławniczak (2010-06-14,22:00): Artystyczny nieład ;P
mamusiajakubaijasia (2010-06-15,06:45): Wariacie pozytywny:)) Włosy do ścięcia! Zdecydowanie. Piękny chłopak a tak się tym czymś na głowie (no bo przecież nie można tego nazwać fryzurą) szpeci. Fe!
Aga Es (2010-06-15,08:10): Zgadzam się z Gabrysią! Marsz do fryzjera!
sopel (2010-06-15,11:13): Pozdrawiam Tomku i bez komentarza ;) jesteś po prostu szalony! Jak zobaczyłem Cię w Grodzisku to był szok! ;)
Tomasz Ławniczak (2010-06-15,18:41): Ach te kobiety, tylko o jednym potrafią dyskutować ;D
izamoskal (2010-06-15,22:50): A mnie się ten nieład artystyczny na głowie podoba (to prawda, kobiety tylko o jednym gadają..)







 Ostatnio zalogowani
pckmyslowice
06:11
Andrea
01:45
Artur z Błonia
22:44
szalas
22:40
jacek50
22:29
Piotr100
22:26
manjan
22:17
maratonczyk
22:10
rdz86
22:02
janusz.m
21:59
japaszk
21:57
maleńka26
21:46
benfika
21:42
Pawel63
21:32
damiano88
21:27
lisu
21:24
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |