Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [2]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Tomasz Ławniczak
Pamiętnik internetowy
"we all fall down once a while"

Tomasz Ławniczak
Urodzony: 1982-11-06
Miejsce zamieszkania: Poznań
315 / 401


2010-05-20

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
ROBIN sHOODł ;) (czytano: 257 razy)



Gdybym był małym dzieckiem pewnie bym zacytował reklamę banku XXX „Tato, kupa!” byleby tylko uciec z sali kinowej. Tak wyglądać może recenzja nowego filmu Ridleya Scota „Robin Hood” w wersji demo. Przed seansem wysłałem do Marka sms-a „zobaczymy czy bliżej mu będzie do „Króla Artura” czy do „Bravehearta””. W doborze tytułów porównawczych nie pomyliłem. Film prezentuje poziom tego pierwszego a związek z drugim opiera się na nieudolnej próbie zrobienia z głównego bohatera Mela Gibsona z łukiem.

Obywatel Russel Crowe znany mi z poniekąd dobrym filmów – „Gladiator”, „Piękny umysł”, „Amerykański gangster” – do tej roli w moim odczuciu nie pasuje. Oglądając film miałem wrażenie że jestem na seansie „Gladiatora”. Próba zrobienia z Robin Hooda mrocznej postaci po prostu nie wychodzi. Mroczność opiera się tylko na tym że Crowe mało się uśmiecha, sprawia wrażenie groźnego… na pokaz. Stara się budować podniosły klimat filmu przemawiając do tłumu. Jednak aż za nadto czuć w tym tylko wypowiadaną kwestię aktorską.

Linia fabularna filmu została chyba rozjechana walcem zanim film zaczęto kręcić. Nie widać w niej sensowności, nie ma budowania napięcia i momentu kulminacyjnego. Teoretycznie mógłby być nim najazd Francuzów na Anglię. Jednakże sama bitwa wygląda jakby producentowi skończyły się środki finansowe. Krótka, rozegrana na plaży, ze z góry wiadomym wynikiem. Powrócę do niej jeszcze za moment. Jedna z ostatnich scen wskazuję że film miałby być prequelem wersji Robin Hooda z Kevinem Costnerem w roli głównej. Tylko co tu w takim razie robi Lady Marion. Może się mylę, może nie taka była intencja scenarzystów. Jako że jestem młody wiekiem postać Robina kojarzę główniez „Księcia Złodziei” i „Facetów w rajtuzach”. Wiem że resyżer chciał przedstawić legendę na swój sposób, jednak czy takie jej zobrazowanie przyciągnię ludzi do kin?

Na film wybrałem się nie czytając uprzednio żadnej recenzji. Tylko na podstawie obejrzanych trailerów. Oczekiwałem filmu trzymającego w napięciu, Robina będącego wrogiem ludu. Zawiodłem się. Mój poziom zażenowania osiągnął apogeum gdy ujrzałem francuskie łodzie desantowe będące drewnianymi odpowiednikami tych używanych w trakcie II wojny światowej. Litości! Można było nie oczekiwać stu procentowej zgodnośći z rzeczywistością ale tutaj po prostu wykazano się brakiem pomysłowości.

Był to mój trzeci film obejrzany w tym roku w kinie. Po dobrym „Avatarze”, świetnej „Wyspie Tajemnic” przyszedł czas na absolutną porażkę. Płytkość fabuły, brak wyrazistości reszty członków jego bandy. W zasadzie gdybym nie widział tytułu filmu, mógłbym stwierdzić że trafiłem na jakiś inny film, podobny ale inny. Jeśli chcecie się przekonać czy mam rację, spróbujcie ale ostrzegam że może Was to kosztować zmarnowane dwadzieścia kilka złotych i ponad dwie godziny czasu. Ja dorzuciłem do tego jeszcze późny powrót do domu i niewyspanie. Niestety wieczorny seans nie był głupim snem;).


Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicy

Dodaj komentarz do wpisu


michu77 (2010-05-20,23:25): kurcze... byłem na "Robin Hoodzie" oczekując czegoś w rodzaju "Królestwo Niebieskie II" i się niezawiodłem. Ale ja czytałem wcześniej recenzje.







 Ostatnio zalogowani
pbest
22:26
szyper
22:23
manjan
22:20
miłośnik biegania
22:17
szymon_p
22:09
wwdo
21:39
kruszyna
21:33
romelos
21:30
Bartuś
21:22
kostekmar
21:18
jacek83
21:01
Pawel63
20:51
ruski22
20:28
przemcio33
20:18
olos88
20:14
Admin
20:11
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |