2012-11-20
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| czas na odnowe (czytano: 900 razy)

Czas się poddać, chciałem jeszcze na siłę siebie uszczęśliwić tak żeby mój setny maraton wyszedł w styczniu, ale pewne plany trzeba jednak zweryfikować. Opłaciłem już samolot jak i start w maratonie na Malagę, jednak po ostatniej wizycie u jednego ze "specjalistów" odnowy biologicznej tak mi z łydką zrobił że z bólu w nocy nie mogłem zasnąć, w efekcie stwierdziłem że szkoda kasy i może noga sama się zregeneruje. Poddam się jeszcze pijawkom i kilku wizytom i masażystki, ale raczej na nic więcej już nie dam się namówić. Szkoda mi tylko wtopionych pieniędzy, gdyż tanie linie mają to do siebie że nie mogę liczyć na zwrot kasy...
Tak więc jestem zmuszony odpuścić najbliższy półmaraton Mikołajów w Toruniu. Ale być może wyjdzie mi to na dobre. Uraz łydki o tyle mnie ciekawi że nie mam tego po raz pierwszy, wcześniej zawsze pomagał masaż, tym razem ta forma odnowy zawodzi i zawsze ten problem pojawia w okresie jesienno-zimowym, nigdy na wiosnę czy lato..tak jakby to coś nie lubiło zimna, jakby problem z krążeniem krwi, może jakiś nerw. Wykluczyłbym obciążenie bo ból powinien pojawić się znacznie wcześniej, chociaż na masażu wyszło że lewą stronę ciała mam strasznie spiętą niczym tenisista który gra lewą ręką..
Jestem w trakcie robienia badań krwi i moczu, może tutaj znajdę odpowiedź
Analizując pewne sytuacje zastanawiałem się jak wielu dobrych zawodników nagle kończy z wyczynowym bieganiem, zastanawialiście się dlaczego tak jest? Złośliwi twierdzą że przedawkował z "odżywkami" ale znanych mi jest wiele innych sytuacji. Pamiętam jak Jacek Kasprzyk w wieku 24 lat pobiegł 2:11.52 w Pekinie, do dziś nikt z Polaków w tak młodym wieku tak mocno nie pobiegł w maratonie. Po tym maratonie popełnił błąd startując zaledwie 3 tygodnie później na zaproszenie w innym maratonie w Japonii gdzie uzyskał raptem 2:17 (pokusił się bardzo wysokim startowym)ale z bólem Achillesa i nigdy później do tego wyniku się nie zbliżył. Z tego co wiem problemy ze ścięgnem ma do dziś mimo że od tego wyniku upłynęło już prawie 20 lat..
Teraz przybliżę kilka innych sytuacji, jednak pozostawię zawodników całkowicie anonimowych:
Jest wiosna i aż kusi żeby wyjść pobiegać, jeden z zawodników wyczynowych szykując się do maratonu w Dębnie ma pod opieką 4-letniego syna. Mieszkając na czwartym piętrze daje mu kilka rzeczy do zabawy a sam w tym czasie wychodzi na trening. Wracając z niego widzi ciało leżącego syna przed blokiem... do dziś nie wie jak to możliwe że syn był pozostawiony w innych ciuchach niż był odnaleziony jako martwy. Owy zawodnik wygrał wówczas maraton z rekordem życiowym - jak to określił biegł w desperacji i myślami był ciągle i błędzie jaki popełnił wychodząc na trening pozostawiając syna bez opieki. Później próbował jeszcze powrócić do wyczynu, ale najwidoczniej po tej traumie nie mógł się pozbierać i słuch o nim zaginął
Jest styczeń, mamy sukces naszego zawodnika na arenie międzynarodowej. Ze znakomitym wynikiem i rekordem życiowym w jednym z maratonów w Maroku wygrywa bieg. Był to zdaje się ostatni jego taki wyczyn, po kilku latach od jego żony dowiedziałem się że się załamał jak organizatorzy nie dali mu kasę za wygranie, a chodzi o jakieś na chwile obecną 5000 euro. Nie znam przyczyny, w wynikach istnieje do dziś, więc nie został zdyskwalifikowany. Więc rozumiem, sam bym w takiej sytuacji nie wiem czy się odnalazł.
Nie jest to sytuacja odosobniona gdyż znam jeszcze innego zawodnika któremu orgowie są winni jakieś 2500 euro - jednak tutaj org. zrobił jedyną edycję i zarazem ostatnią i nie wiadomo nawet z kim się sądzić... Sam byłem w podobnej sytuacji kiedy to pani manager zniknęła z kasą za wygranie. Wówczas zwolniono ją z pracy i organizator za sprawę honoru sobie postawił żeby dać wynagrodzenie zawodnikom, z dużym opóźnieniem ale przelew otrzymałem. Chociaż znam sytuację gdzie zwyczajnie wycofuje się nagle sponsor...
Pamiętam jeszcze innego naszego zawodnika, w wieku 20 lat potrafił regularnie biegać maraton 2:20-2:21. Pamiętam sytuacje jak zawodnicy byli na niego wściekli bo jako kierowca własnym autem jechał do Francji na maraton, nagle dostaje tel. od żony że ma córkę bardzo chorą i musi zawrócić. Mówi się trudno, Zawodnicy nie zarobią a okazało się że były to ostatnie dni życia córki, kilka tygodni później nagle zmarła ( nie pamiętam przyczyny).
Po tej tragicznej sytuacji zawodnik na kilka dobrych lat przestał w ogóle biegać
A czemu te kilka sytuacji przedstawiłem? Bo aż mnie trafia jak znany nam sportowiec kończy nagle karierę i gdzieś na forum słyszę że ten to musiał się nie źle "faszerować" skoro tak nagle zniknął. Tylko czy nie lepiej pierw poczekać aż sprawa się rozwikła niż niesłusznie o kimś pisać?
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu golon (2012-11-20,16:24): słyszałem o tym 1szym przypadku co opisałeś kto to jest nie będę pisał ale z tego co wiem to chodzi o zawodnika z Ukrainy , Tobie życzę zdrówka pozdro Krzysiek_biega (2012-11-20,16:45): Zgadza się Mateusz, pozostałem podane przeze mnie przypadki dotyczą się Polskich zawodników benek (2012-11-21,09:33): Z tego co pamiętam to historia która opisujesz ze śmiercią dziecka wyglądała nieco inaczej. Przede wszystkim między śmiercią dziecka a maratonem w Dębnie minęło ok 2 lat, w tym czasie ten zawodnik biegał w rożnych zawodach w Polsce m.in wygrał w roku 2007 Trzemeszno i juz wtedy był po tej tragedii. Potem jeszcze widziałem go wiele razy miedzy innymi wygrał maraton w Houston. Krzysiek_biega (2012-11-21,09:43): Ale ile on pobiegł w Huoston? Między 2:10-a 2:15 to jest różnica pewnej klasy...
Słyszałem kilka wersji, mogłeś przedstawić Piotrze swoją.. benek (2012-11-21,10:33): No tak ale w Dębnie też pobiegł między 2:10 a 2:15 :]Nie rozmawiałem z nim o tej tragedii więc możliwe że historia się z ust do ust zmodyfikowała. Ale skoro ja słyszałem o niej na początku 2007 roku to znaczy że w 2008 w Dębnie miała juz ponad rok. Krzysiek_biega (2012-11-21,10:41): W Dębnie w 2008 roku pobiegł dokładnie 2:10.59, ja o tej historii dowiedziałem się zaraz po Dębnie, i od kilku różnych osób. Z nim osobiście też rozmawiałem-jednak fakt że nie pamiętam wiele z tej rozmowy i nie dopytałem się kiedy dokładnie to było. Jest wiele innych jeszcze faktów jak pochopnie wzięte mieszkanie na kredyt, bo zawodnik myślał że jak raz pobiegł 2:10 to już zawsze tak będzie...a że kredyt trzeba spłacać to trzeba mocno biegać nie bacząc na problemy zdrowotne... benek (2012-11-21,10:43): Generalnie jednym słowem tragedia :( GrandF (2012-11-29,19:31): Pisząc o facecie który w 2008 r pobiegł w Dębnie 2:10:59 właściwie podaliście jego personalia. Nie ma w tym nic złego. A więc Jurij Giczun stracił dziecko około 2005-2006 roku. Czyli 2-3 lata przed rekordowym wynikiem...
|