2012-11-13
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Biegiem na 11 listopada (czytano: 923 razy)

Ostatnio wystartowałem w pierwszej edycji biegu w Cegłowie k. Mińska Mazowieckiego. Szukałem czegoś w tym okresie żeby dystans miał minimum 10km i najlepiej nie było asfaltu. Poprzez wyszukiwarkę google po kilku dniach odnalazłem bieg którego szukałem (chociaż z drugiej strony dziwne że biegów Niepodległości w Polsce jest ponad 70, a tylko 2-3 biegi są na dystansie większym niż 10km...)
Z nogą w dalszym ciągu nie jest najlepiej więc czeka mnie przymusowa przerwa, tym samym pojawiłem się w Cegłowie 11 Listopada pod pomnikiem skąd podstawiony był autobus dla biegaczy nie zmotoryzowanych i po 15 minutach jazdy dojechaliśmy do leśniczówki gdzie zrobione ognisko i rozbite namioty przypominały bardziej harcerski piknik - ale lubię takie klimaty. Organizatorzy byli przygotowani tylko na 100 osób, i chyba i ta liczba ich przerosła gdyż pod namiotem gdzie była weryfikacja zawodników bardzo długo to trwało i start musiał być opóźniony o jakieś 15-20 minut. Trasa płaska jak stół z dwoma nawrotami i kilometrowym kamienistym odcinkiem, w przypadku obfitych opadów deszczu, byłby to bieg porównywalny do Katorżnika w Lublińcu. Już w zasadzie po kilometrze wysunąłem się na drugie miejsce idąc ramie w ramię z Marcinem Badurkiem - młodym jeszcze chłopakiem który może się rozwijać i już teraz biega regularnie po 31.30 dyszkę, na 4km zacząłem puszczać mając raczej bezpieczna przewagę nad trzecim zawodnikiem i tylko patrzyłem aby na mecie moja strata do pierwszego nie była zbyt kolosalna. Na metę wbiegłem z czasem 34.55 (tak więc nie było tu 11km a gps jednego z zawodników wskazał dystans 10km i 300m) W wynikach pierwotnie byłem jako pierwszy, a Marcin drugi, później wyniki poprawiono, ale czasy zawodników pierwszej czwórki to wzięte z sufitu, gdyż straty miałem ok. 120m więc nie mogłem mieć minuty straty-jak to było w wynikach...
Ale mniejsze z tym, firmę na przyszły rok pomiaru czasu jak zmienią to będzie ok. Na mecie medale i koszulki, dodatkowo ognisko, kiełbaski w dowolnej ilości i grochówka. Dla najlepszych nagrody finansowe, w kategoriach pucharki (nie dublowały się)
Po powrocie zastanawiałem się co dalej, w grudniu koniecznie chcę pobiec maraton mimo że stan zdrowia mi na to nie pozwala. Tak więc decyzję podjąłem. 9 grudnia najprawdopodobniej pobiegnę swój 99 maraton (miejsce niech zostanie tajemnicą-bilet już wykupiłem, użyłem słowa naj., gdyż zdarza się że dany lot jest odwołany, bądź pogoda uniemożliwiła zorganizowanie maratonu) tak żebym w styczniu mógł zaliczyć swój setny-tutaj już nie będę walczył o wynik, lecz na zaliczenie, po 10 grudnia priorytetem pozostanie leczenie i w styczniu jeżeli dane mi będzie wystartować w setnym maratonie, to tylko na zaliczenie, czysto dla siebie
Na koniec słów kilka o biegach we Włoszech: dowiedziałem się że biegi tam są ustawiane!!! No może to jest słowo zbyt łagodne bo najchętniej nazwałbym to mafią...
Jeden z kenijskich zawodników szukał na gwałt maratonu, patrząc w kalendarz padło hasło na Turyń, a że zawodnik ambitny ma prawo wierzyć w swoje 2:08. Pierw organizator nic nie odpisał czy jest możliwość pozyskać jakiś zwrot kosztów podróży, pewien manager postanowił że zapewne nic innego nie pozostanie jak wpisać go jak zwykłego amatora i jak wszyscy opłacić nawet startowe, Jak pomyślał tak też uczynił...
Wszystko idealnie tylko że wpisał że planuje owy zawodnik pobiec 2:10...
Natychmiast organizator wypisał go z listy zapisanych, w korespondencji zaznaczył że nie może wystawić zawodnika jeżeli manager nie jest zarejestrowany w IAAF i w federacji Kenijskiej.. Na próbę postanowił wpisać fikcyjnie Polaka i też podał dość dobry czas - odpowiedź była bardzo podobnej treści. Co się okazało: Włoscy managerowie trzymają tutaj rękę nad większością imprez komercyjnych i nie pozwalają wejść na "rynek" zawodnikom z zewnątrz. Manager żeby być zrzeszonym w federacji Kenijskiej musiałby opłacać corocznie składkę w wysokości 1000 USD, dwa razy tyle kosztuje składka żeby być zarejestrowanym w IAAF. Federacja Kenijska do tego rozsyła różne pisma do organizatorów biegów celem ustalenia pewnych wewnętrznych reguł kogo można wystawić, a kogo nie... i np Włosi rygorystycznie się tego trzymają, Francja np nieco mniej, ale jest we Francji dużo imprez biegowych gdzie faktycznie nie może wystartować zawodnik od managera który nie jest zarejestrowany w IAAF-zastanawiam się jakby to było gdyby wygrał zawodnik z poza elity, nie dostałby nagrody...?
Tak więc można stwierdzić że w Polsce jest "Wolna Amerykanka" mało tego według regulaminu wewnętrznego owej federacji Kenijskiej, każdy zawodnik który nie jest zarejestrowany w owej federacji, startuje nielegalnie, tak więc śmiało mogę powiedzieć że tacy Kenijczycy startują w Polsce, mało tego gdyby pewne fakty wyszły na jaw to dany Kenijczyk miałby zabrany dożywotnio paszport (dowiedziałem się o tym na podstawie jednej z rozmów przebywających tutaj zawodników). Hmm przypomina mi to po części czasy socjalistyczne jak kiedyś my mieliśmy utrudniony wyjazd zagraniczny. Nie zazdroszczę im tego, ale z drugiej strony prawo powinno być jedno, a nie że ktoś zakłada tutaj w Polsce działalność i według prawa polskiego jest legalnie managerem, ale według federacji Kenijskiej działa nielegalnie...
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |