2010-05-10
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w półmaratonie (czytano: 256 razy)

Piąty z rzędu optymistyczny wpis. To naprawdę jakiś spisek...
Do Ostrołęki, na mistrzostwa Polski niewidomych i słabowidzących w półmaratonie wyjechaliśmy w sobotę około 14tej (oczywiście nie tylko niewidomi i słabowidzący tam biegli, to normalny otwarty półmaraton). 6 godzin w autobusie to wspaniała perspektywa, ale tylko pod warunkiem, że jedzie się z wicemistrzem paraolimpijskim, bardzo doświadczonym i nadal bardzo dobrym, mimo wieku, zawodnikiem. A do tego bardzo chętnym do pomocy.
Mowa oczywiście o Tomku Chmurzyńskim, moim trenerze/mentorze/guru, co kto woli. Umówiliśmy się na dworcu, a że obaj niedowidzimy więc ciekaw byłem czy łatwo się znajdziemy. Ale problemu nie było żadnego. Gdy przy stanowisku, z którego odjeżdżał nasz autobus, zobaczyłem straszliwą chudzinę od razu wiedziałem, że to on. Tomek waży dokładnie tyle co ja będąc o 11cm wyższy (183cm, 68kg). Ruszyliśmy w drogę z jeszcze jednym kolegą z Bydgoszczy a kolejnego zabierając z Torunia.
Tomek to świetny facet. Bardzo chętnie opowiada. I o swojej historii (4 paraolimpiady!) jak i o samym trenowaniu. Wyjaśnia, dlaczego tak a nie inaczej. Bardzo, bardzo chce, by jego podopieczni jak najwięcej rozumieli z tego, co się dzieje z nimi w czasie biegu, ale także pomiędzy treningami. Słusznie mówi, że przecież nie jest trenerem w profesjonalnym tego słowa znaczeniu, czyli nie towarzyszy zawodnikowi cały czas. Pokazuje drogę, koryguje i poprawia na podstawie informacji uzyskanych po treningach, ale mówi wyraźnie - w czasie biegu jesteś sam. Ty musisz wiedzieć co się dzieje. Rozumieć. Umieć reagować. Od Twojej decyzji może zależeć powodzenie lub klapa w zawodach. Dlatego świetnie się go słucha. Stara się zawsze jak najwięcej wyjaśnić.
Jak już pisałem wcześniej dość kontrowersyjne są jego metody - plany nie zawierają w ogóle mocnych środków takich jak kros, siła biegowa czy tysiączki. Tomek twierdzi stanowczo, że na planie który biegam ja można pobiec maraton poniżej 3 godzin. Że siła, tempówki itp. są potrzebne gdy z wyniku w maratonie będziemy chcieli urywać minutę. A w sytuacji gdy spokojnymi środkami możemy urywać nawet kilkanaście, nie ma żadnego sensu przeciążać sobie organizmu.
Zobaczymy. Jeśli sprowadzi mnie, nie mówię o 2:59, ale nawet do 3:29, to będzie chyba najlepszy dowód, że ma rację.
Trudno było zrobić dla mnie jakieś założenia na ten bieg, bo jeszcze nie biegałem szybko w tym roku. Jedyny mój drugi zakres to 6km po 5:03/km. Przyjęliśmy, że mam biec z Rafałem, kolegą z Torunia. Że może nie jest zbyt szybki, ale jest wytrzymały i w razie czego mnie pociągnie. Tempo 5:10-5:20.
Tak więc dojechaliśmy do Ostrołęki w miłej atmosferze około 20.30. Od razu do hotelu, kolacja, spotkanie z koordynatorem i spać.
Rano spojrzałem w lustro i pomyślałem, że pal licho bieganie, ważne, że jestem taki przystojny :D
śniadanko, wycieczka do biura na rejestrację, powrót, przebieranko i na rozgrzewkę. Swoją drogą, na całym świecie kategoria B1 to niewidomi, B2 słabowidzący. A w Ostrołęce odwrotnie :D A co!
Na start, najpierw honorowy, a później strzał i jedziemy. I od razu małe zdziwko. Rafał widzi znacznie gorzej niż myślałem i będzie potrzebował mojej pomocy w trakcie biegu. Ech, nie mam nic przeciwko pomaganiu, już kilka razy zającowałem, bardzo chętnie, ale... nie gdy mam biec na swojego maksa... Ciężko być odpowiedzialnym za kogoś innego gdy nie do końca jest się odpowiedzialnym za samego siebie...
No trudno, jest jak jest, jedziemy. Trasa złożona z kilometrowego dobiegu i 5 pętli po 4km. Nie przepadam za tak częstym lataniem po tym samym, ale trudno. Pogoda dobra, atmosfera fajna, tempo dobre, kulamy się. Siadłem trochę na czwartym kółku, bo wyszło słońce i przez chwilę dość mocno przygrzało. Tempo wyraźnie spadło, ale gdy tylko słońce zaszło energia wróciła. Ale niestety, zgodnie z oczekiwaniem zaczęło mi trochę przeszkadzać w optymalnym biegu pomaganie koledze. Nie trzeba było pomagać bardzo, ale gdy się biegnie z ozorem wywieszonym do samej ziemi, to nawet krótka informacja typu "w prawo", albo "woda za 50 metrów" to już jest dużo. O dostosowywaniu tempa do drugiej osoby już nie mówiąc.
Na ostatnim kółku udało się trochę przyspieszyć. Cały czas biegliśmy na zakładane około 1:52. Szkoda, że oznaczenia trasy były co 5km. Garmin niestety nabił mi kilkaset metrów więcej i nie bardzo byłem w stanie kontrolować faktyczne tempo.
Końcówkę biegu biegłem wiedząc, że to był dobry bieg i że dałem z siebie tyle ile mogłem. Ale na ostatniej prostej spotkała mnie miła niespodzianka. Nogi same porwały. Z wielką przyjemnością ruszyłem naprawdę eleganckim sprintem. Nawet spiker czytający właśnie jakaś klasyfikację przerwał, powiedział coś w stylu "spójrzmy jaki wspaniały finisz!". Odczytał mój numer i nazwisko. Ludzie rzeczywiście poodwracali się w stronę finiszu i bili brawo. Chyba jeszcze nie miałem takiego dobrego finiszu. Kolegę z Torunia na 100 metrach odstawiłem o 5 sekund.
1:52:40. Nie biegając nic szybkiego, biegając w ogóle dopiero około 2 miesięcy, świetny wynik. Naprawdę napawa mnie optymizmem. Do życiówki zabrakło 4:40, ale życiówkę robiłem w pełnym gazie - po prawdziwie szybkościowych treningach. Ponadto po życiówce byłem naprawdę zarżnięty, a teraz pełen komfort. Być może to znaczy, że mogłem pobiec szybciej, choć mi się wydaje że niewiele. Ale w perspektywie przyszłości, choćby jesiennych półmaratonów naprawdę wygląda to bardzo dobrze.
Wśród słabowidzących byłem 10/15, ale do 7. miejsca zabrakło 5 minut, więc spokojnie mogę powalczyć o połowę stawki.
Teraz skupiamy się już tylko na maratonie. Został miesiąc. Dodatkowo dowiedziałem się, że we 4 wystartujemy jako drużyna. Oczywiście ja i Rafał uniemożliwiamy tej drużynie walkę o wysokie miejsca, ale mimo wszystko będzie to na pewno trochę mobilizować.
Już od jutra trenuję normalnie, tylko środowy drugi zakres zamieniam na pierwszy. Reszta jedzie zgodnie z planem, w niedzielę już mocny akcent.
Czyli - jest dobrze. Biegnę coraz lepiej, a przede wszystkim z ogromną przyjemnością. Bieganie daje mi frajdę, szczególnie, że w życiu poza biegowym sporo się pokręciło. Bieganie jest odskocznią. Kto wie, może dlatego biega mi się tak dobrze.
Maratonie, bój się! W czerwcu przybywam po życiówkę!
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu AgaR. (2010-05-10,12:24): Gratki!!!! Po prostu ogromne gratki :)) I trzymaj tak dalej! Woland (2010-05-10,14:15): Bo Wiesiu mnie do tej życiówki doprowadził, to teraz nie chce, żebym ją bił :D Rufi (2010-05-10,14:53): a najwazniejsze w tym wszystkim jest to ze masz przyjemnosc z treningu! Superbe! Woland (2010-05-10,14:57): No wiecie - odstawić Toruniaka na ostatniej prostej - bezcenne!! Rufi (2010-05-10,15:57): Polonia Pany :-P
|