2026-03-23
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Harpagańska Dycha- do mety z garścią wspomnień (czytano: 58 razy)

Harpagańska Dycha w Sosnowcu, to dla mnie coś więcej niż zwykły bieg. To naprawdę szybka trasa, na której 7 lat temu zrobiłam swoją życiówkę poniżej 50 minut. To także miejsce, gdzie już trzy razy stałam na podium i do którego zawsze wracam z ogromnym sentymentem bo odbywa się w moim rodzinnym mieście.
Tym razem udział w zawodach był bardzo spontaniczny. Nie planowałam żadnych startów przed głównym celem sezonu, ale mama skutecznie namówiła mnie i siostrę, żeby „wpaść” do Sosnowca. Decyzja zapadła szybko — tydzień przed biegiem wykupiłam pakiet. Jak powiedział trener: taka dycha to idealne przetarcie przed tym, co czeka mnie za trzy tygodnie, więc ciekawość też zrobiła swoje.
Po solidnym okresie treningowym chciałam sprawdzić, gdzie jestem i co wypracowałam. Założyłam sobie wynik gdzieś pomiędzy dawną życiówką a aktualną formą — wyszło około 53 minut i z takim planem stanęłam na starcie.
Początek był spokojny… przynajmniej w założeniach. Pierwsze kilometry wyszły trochę szybciej, ale czułam się dobrze, więc postanowiłam zaryzykować. Plan zaczął się modyfikować w trakcie biegu, a ja po prostu łapałam rytm i odliczałam kolejnych wyprzedzanych zawodników.
To bieg, w którym oprócz rywalizacji jest też coś bardzo osobistego, czuję tu coś więcej niż tylko sportowe emocje. Wracają wspomnienia — mijane miejsca z dzieciństwa i czasów liceum. Być może to właśnie dodaje mi dodatkowej energii.
Po 7 kilometrze zaczęło robić się naprawdę ciężko. Utrzymanie tempa wymagało już sporo wysiłku, ale zapas wypracowany wcześniej pozwolił mi lekko zwolnić, nie tracąc kontroli nad wynikiem. Ostatnie metry pobiegłam już na resztkach energii - prosto na metę z czasem 51 minut 31s, co dało mi 3. miejsce w kategorii:-)
Ogromna satysfakcja! Ten bieg tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że regularność naprawdę działa. Nawet jeśli na co dzień biegam spokojniej, forma buduje się konsekwentnie — i w odpowiednim momencie po prostu „oddaje”.
Mam nadzieję, że sprawdzi się to również już wkrótce, podczas mojego życiowego startu. Stanę na nim z lekką niepewnością, ale też z ogromną ekscytacją — bo będzie to jednocześnie wyzwanie i spełnienie wielkiego marzenia.
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |