2007-12-05
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| W lodówce zgasło ¶wiatło (czytano: 321 razy)

Dzi¶ 8-me urodziny Maszy. Nie będzie wspomnień z porodu. Fotki z czasów, gdy Maszka była mniejsza niż jest teraz już przerobli¶my kilka dni temu. Rano, gdy nasza jubilatka jeszcze słodko spała wraz z Maurycym robili¶my dla niej tort. Potem były życzenia, dmuchanie ¶wieczek, spożywanie tortu zamiast ¶niadania, rozpakowanie prezentów... i trzeba się już zbierać do pracy i do szkoły.
Po tym całym zamieszaniu niezjedzon± czę¶ć tortu włożyłam do lodówki. Ale przy okazji czym¶ tam stunkęłam w okolice żarówki, która o¶wietla jej wnętrze. I żarówka zgasła. Na dobre.
Przerwał się drucik w żarówce. Niby nic takiego. Ale jednak co¶ się stało. Jaki¶ "żywot" został zakończony. Moja pewno¶ć została zachwiana, bo przecież ¶wiatło w lodówce jest ZAWSZE. Oczywi¶cie zdarzały się awarie pr±du obejmuj±ce cały blok, a nawet dzielnicę. Wysiadały czasami korki. Ale wtedy nie działało nic. Poza tymi szczególnymi przypadkami ¶wiatło w lodówce było zawsze. Nawet wtedy, gdy wchodziłam do mieszkania cichutko, nie zapalaj±c ¶wiatła posuwałam się na pamięć i po omacku, ale jednak gdy zagl±dałam do lodówki, to ono tam było - w±skim pasmem o¶wietlało mały i cienki jak kawałek tortu fragment mieszkania.
Wiem. Wystarczy kupić i założyć now± żarówkę. Dla inżyniera, nawet wtedy gdy jest kobiet± to przecież żaden problem. Ale ja chciałabym trochę pożyć z tym brakiem ¶wiatła. To dziwne do¶wiadczenie, gdy zaczyna brakować nam tego, do czego jeste¶my tak bardzo przyzwyczajeni, czego jeste¶my pewni, co było i jest zawsze. Od dłuższego czasu zewsz±d atakuje mnie brak czego¶, co miało być zawsze. Powoli dojrzewam do tego, aby godzić się z tymi brakami...
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |