2013-09-27
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Mama biega (czytano: 937 razy)

To był zakręcony dzień!
Ze względu na przeziębienie odpu¶ciłem sobie ¶ciganie w Grójcu, ale z samych zawodów nie zrezygnowałem. Mało tego - żeby mój start miał jaki¶ „głębszy” sens – umówiłem się, że pobiegnę tam razem z moj± mam± w jej tempie i pomogę złamać, albo przynajmniej zbliżyć się do poziomu 60 min na dystansie 10. km.
Mama debiutowała w zawodach biegowych w kwietniu tego roku (na swoje 60-te urodziny dostała ode mnie pakiet startowy i tak to się zaczęło). Od tamtego czasu regularnie, raz w miesi±cu startuje w jakim¶ biegu, ale najlepszy wynik: 1:03:28 nabiegała wła¶nie w debiucie.
W dniu grójeckiej imprezy, w „moim” parku odbywały się również testy butów biegowych. Swoj± drog± – ciekawa inicjatywa jednego z czołowych producentów. Pocz±tek testów zaplanowany był na 11.00 (i miał potrwać 2 godziny). Grójec startował o 14:30. Trochę się obawiałem, że nie zd±żę na zawody, ale postanowiłem zaryzykować i wzi±ć udział w testach. Testy miały charakter treningu poł±czonego z możliwo¶ci± sprawdzenia różnych modeli. Dostępne były buty trailowe, startowe, ze wsparciem, bez wsparcia. Biegali¶my po trawie i po asfalcie, po górkach i po płaskim.
Było fajnie, ale niestety trochę się przeci±gnęło… O 13:20 urwałem się, nie czekaj±c do końca treningu.
Do Grójca dojechali¶my o 14:15. Kilka minut upłynęło na poszukiwaniu biura zawodów i miejsca do parkowania, a kilka kolejnych na dotarcie (a konkretnie dobiegnięcie) do biura. Gdy byli¶my na miejscu okazało się, że w biurze nie ma już biura ;) No tak, przecież do startu zostały zaledwie 3 minuty. Na szczę¶cie trafili¶my na bardzo sympatyczne i wyrozumiałe panie, które wydały nam jakie¶ chipy, które akurat były pod ręk± (na odszukanie naszych nie było już szans), pomogły przypi±ć numery i pokazały, gdzie jest linia startu – a do niej było jeszcze ze 150 m. Gdy wybiegli¶my z biura – wy¶cig wła¶nie startował. W sprinterskim tempie popędzili¶my na start. Do bramki startowej dobiegli¶my ponad 40 s po strzale startera (szkoda, że rejestrowany był tylko czas brutto).
Od samego pocz±tku mama „rzuciła się” do odrabiania straty. Wyrwała dziarsko do przodu goni±c peleton co sił w nogach. Ale od czego moje do¶wiadczenie… ;) Ostudziłem jej zapęd, przypomniałem, że nasza współpraca polega na tym, że ona ma biec cały czas za mn± i ustabilizowałem tempo na nieco powyżej 6 min/km.
Dystans do ostatnich zawodników z peletonu powoli, ale systematycznie malał. Po pierwszym kilometrze nie mieli¶my już ostatniego miejsca :) i mimo, że nie dali¶my rady utrzymać się w pocz±tkowym tempie – stopniowo „łykali¶my” kolejnych zawodników. Bieg rozgrywany był na 5. pętlach. Za każdym razem, gdy przebiegali¶my przez strefę mety, spiker relacjonuj±cy wydarzenia na trasie był lekko skonfundowany: widział przed sob± kobietę, a w rozpisce miał faceta (to dla tego, że nie mieli¶my swoich numerów – mea culpa!). Szkoda, bo fajnie komentował i nawet zorientował się, że kto¶ tu dla kogo¶ robi za pace makera ;)
Nie udało się złamać 60 min, ale życiówkę zrobili¶my: 1:01:17 wg mojego zegarka (1:01:58 brutto). Jako, że w kategorii K-60 nie mieli¶my konkurencji – wybiegali¶my sobie 1. miejsce. I znowu szkoda, że przez tę spóĽnion± rejestrację nie było podium – mea maxima culpa! (dopiero po zawodach, wyprostowali¶my ten temat z Organizatorem i mama dostała puchar i super nagrodę – karton soku jabłkowego (Grójec jabłkami stoi ;) Najlepsze jest jednak to, że mama cały czas dopytuje mnie o kolejne zawody. Chce startować… Trochę gorzej jest z treningami – po prostu od czasu do czasu wychodzi pobiegać sobie. Staram się podpowiadać jej jak powinny wygl±dać treningi: że interwały, przebieżki i inne takie – ale na razie nie wie o czym ja do niej rozmawiam i widać trochę się tego boi. Ale… kropla dr±ży skałę!
Ogromnie podobała mi się ta impreza. Teraz muszę wyszukać jaki¶ zawodów na paĽdziernik i o ile nie będ± kolidowały z moimi treningami, to ponownie przymierzę się do złamania 60 min (tym razem już się nie spóĽnię).
PS. W tym całym po¶piechu nie wył±czyłem ¶wiateł w samochodzie i po skończonej imprezie okazało się, że akumulator jest padnięty. Na koniec musieli¶my jeszcze czekać na pomoc drogow±… Dzień zakręcony, ale udany :)
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |