2008-01-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Nowy Rok 2008 (czytano: 347 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: http://www.laskikabackie.republika.pl/SWINIA20080101.html

Nowy Rok zaczynam bez postanowień. Budzę się w miarę wcześnie i już o godz. 8.30 jestem w lesie. Z kijkami. Bo kupiłam sobie takie trekkingowe, żeby poćwiczyć chodzenie z nimi. Dziwnie się czuję. Las piękny, świeżo przyprószony śniegiem, zamglony, taki wyciszony. Nie ma rowerzystów, nie ma biegaczy, nie ma spacerowiczów... Potem jednak jakiś spotykam, ale naprawdę mało. Gdzieś w oddali widzę sarny przeskakujące w poprzek ścieżki. Gdybym nie miała tych głośnych kijków, to mogłabym podejść/podbiec bliżej. Tak, kijki są głośne, i tak dziwnie drżą. To znaczy nie drżą mi w dłoni, bo mają jakiś system anti-shock, ale tak w ogóle to wibrują. Na początku musiałam bardzo dokładnie wymierzyć ich długość, bo wystarczyło, że jeden był o pół centymetra dłuższy, a już to się czuło podczas odpychania, bo znosiło mnie na bok. Dobrze mi się chodzi, bo wydłużam krok, doskonale prostuję kręgosłup, ale tak szczerze mówiąc to strata czasu. Na podbiegach odpychanie było skuteczne, lecz na płaskim takie sobie. Zrobiłam ponad 11 km w tempie ok. 8:30-9:00. Kijki pomimo że składane, jednak są za długie i przeszkadzają przy bieganiu i zbieganiu. Chyba jednak nie wezmę ich na Rzeźnika. Ostatni kilometr do domu zrobiłam biegiem.
Po powrocie szybka toaleta, przebieranie, małe wspólne śniadanko i znów ruszyłam do lasu na spotkanie przy szlabanie z Laskami Kabackimi.
Przybyłam na godz. 12.00 trochę spóźniona, a na miejscu było mnóstwo ludzi oraz pies (Neska). Ruszyliśmy na tradycyjną ŚWINIĘ na mostek, tam wypiliśmy przyniesionego przez zeta szampana i dalej truchtem po pętli. Na 7-mym kilometrze musiałam się pożegnać i pognać do domu, do dzieci.
Wieczorem znów wychodziłam - tym razem spacer z dziećmi, więc ani szybko, ani daleko, ani intensywnie, za to oberwałam paroma śnieżkami.
fot. Benek Wyszyński
Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora |