Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [54]  PRZYJAC. [85]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
zbig
Pamiętnik internetowy
Pamiętnik Marudy.

Zbyszek Kapuściński
Urodzony: 1972-07-13
Miejsce zamieszkania: SZCZECIN
169 / 241


2012-04-19

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Oczko, mój 21 maraton, czyli jak zostałem trójkołamaczem. (czytano: 492 razy)

 

Biegam od 2008 roku.
Pierwszy rok 2008, to była zabawa. Kilka startów, dwa maratony. Pierwszy, Lębork – bo zareklamowali, że to najcięższy ze wszystkich maratonów i Poznań, bo mówili, że największy! Uległem reklamie :-)
W 2009 roku ponownie uległem pewnej reklamie i postanowiłem przebiec Koronę Maratonów Polskich. Zamiast 2 lat zajęło mi to pół roku – czyli jeden sezon startowy. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to był stracony rok :-( Bieganie maratonów jeden za drugim bez sensu i bez celu. Zrobiłem wtedy najlepszy wynik 3:22:18.
Na jesieni 2009/10 roku zacząłem biegać według jakiegoś planu. Konkretnie według planu z książki „MARATON” Jerzego Skarżyńskiego. Był to plan na złamanie 3:20.
Wiosną roku 2010 po skończonym planie na 3:20 w Krakowie zrobiłem 3:15:53. I znów przebiegłem 6 maratonów w roku. Cóż, lubię je biegać. Nic mi to nie dało. Ponownie zarżnąłem organizm zbyt wieloma startami na królewskim dystansie. Na jesieni zdobyłem trochę świeżości i przy sprzyjającej pogodzie nabiegałem nową życiówkę 3:10:29. Przystąpiłem więc do nowego planu z książki na złamanie 3h. Jak to wtedy brzmiało? Niektórzy znajomi pamiętam, pukali się w czoło i mówili, że nie dam rady. W sumie mieli rację. Nie dałem :-)
Sezon 2010/11 to marzenia o złamaniu 3 godzin. Prawie na każdym treningu w drugim zakresie (w tempie maratońskim) wyobrażałem sobie magię trzygodzinnego biegu i „dwójki z przodu”. :-)
Gdy było ciężko robiłem sobie w głowie wizualizacje ostatnich 2 kilometrów przed metą. Och ta wyobraźnia. Potrafi czasami zdziałać cuda.
I znów ciężko przepracowana jesień, zima i wiosna. Rok 2011, kwiecień, Kraków. Biegnę ten maraton za pół ceny, bo jestem pieprzonym zdobywcą Korony. Marzenia o dobrej pogodzie i nowej życiówce z „dwójką z przodu”. Zabrałem się z grupą na 3h, jednak grupa zawiodła po 30km i zwolniłem razem z grupą. Nie potrafiłem później przyśpieszyć i jej zgubić. Błędy taktyczne poczynione przed maratonem teraz dały znać o sobie. Półmaraton w Sobótce nie za bardzo nadaje się jako start kontrolny, bo jest zbyt górzysty. No i bieg przełajowy po leśnych górkach - STRABAG przebiegnięty dzień po Sobótce, to był bardzo głupi pomysł. Kraków ukończyłem z wynikiem 3:01:35. Cholerne 1,35 minuty!
Niecały miesiąc później w Toruniu nadarzyła się nie lada gratka. W połowie maja temperatury znacznie spadły i zrobiło się lodowato. Pojawiła się szansa na drugie podejście do złamania trójki! Rano przed maratonem było lodowato. Dłonie miałem skostniałe, niczym mięso z zamrażarki. Jak uderzałem nimi o siebie, to wydawały głuchy dźwięk :-) Puk, puk… Od początku do końca lało. Biegłem przemoczony do suchej nitki a w butach woda chlupała. Cały maraton to omijanie kałuż, samochodów i półmaratończyków wrzuconych w połowie biegu na wąskie pobocze zakorkowanej drogi. (Darek i Marysieńka – to nie o Was ;-)).
Biegłem teraz świeży i gotowy na wynik poniżej 3h. Ostatnie dwa, trzy kilometry były lekko z górki i tu gnałem jak wariat. Niosło mnie, ale przed sama metą w Toruniu jakiś cymbał wybudował ogromny, wyściełany brukową kostką gigantycznie stromy podbieg! :-( Gdy go ujrzałem, z mych ust padła wiązanka niecenzuralnych słów: na H, na K i na J i na G. I różne inne, ciekawe słowa!
Czas 3:00:25. No k…a mać! Co to za 25 sekund!!!??? Pierwszy raz po biegu poszedłem na masaż. Relaks, a co se będę żałował?
Kolejna próba na jesieni. 12 Poznań Maraton. Wszystkie ptaszki w okolicy śpiewały, że padnie nowa życiówka Zbysia. Nie myliły się.
…Padła. …
Poprawiłem swój rekord życiowy o … trzy sekundy :-)))
Czas 3:00:22. Ja się zabiję!
Dałbym radę, ale akurat tego roku rozkopano Poznań i łatwa trasa zmieniła swoje oblicze, bo została odwrócona :-( Zbiegi stały się podbiegami :-(
No cóż. Zapytałem więc autora książki „Maraton” Jurka Skarżyńskiego, co teraz mam robić? Odpowiedź autora była taka:

- Rozwijać się!

No dobra. Zacząłem plan na złamanie 2:40. No cóż, teraz wiem, że trochę przeholowałem z tym planem, ale mimo trudów przerobiłem go w całości. Kolejny błąd w sztuce. Bieganie na wynik, a nie na możliwości własnego organizmu. Bieganie na ambicje, zamiast z rozsądku. Teraz, to dopiero znajomi pukali się w czoło!!!
Wielu pomyślało o mnie, że na mózg mi się rzuciło…
No dobrze. Ciężko przeharowałem sezon 2011/12.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
15- kwietnia 2012 roku. Niby zwarty, gotowy, ale przede mną jedna wielka niewiadoma. Kilka dni temu w pracy potłukłem lustro, a niedawno był 13- piątek. Od wtorku podłapałem jakieś przeziębienie, a w przeddzień startu na mojej lewej łydce, nie wiadomo skąd pojawił się bardzo bolesny siniak. No i tydzień wcześniej bardzo rozbolał mnie kręgosłup. Czułem się bardzo nieswojo. Autor książki „Maraton” poradził mi, żeby pobiec to tak, żeby tylko złamać 3h i przełamać złą passę. Oczywiście, jak zwykle go nie posłuchałem ;-)
Jeszcze wieczorem w Dębnie nocując na hali sportowej czułem bolesny siniak lewej łydki i do tego czaszkę rozsadzał mi ból głowy. Dwa dni temu zjadłem 2 ibupromy, dwie aspiryny, dwie polopiryny i rutinoscorbin. I nic a nic nie pomogło. Psycha lekko siadła.
Wstaliśmy rano, śniadanie, rozgrzewka. Pierwszy raz skróciłem rozgrzewkę i jako nowość łyknąłem żel przed startem. Nigdy tego nie robię, bo obawiam się kolki, ale kto nie ryzykuje, ten nie ma!
Plan miałem w głowie. Pierwsze 3 kilometry tempem po 4:14, a potem wstrzelić się w 4:10. Po połówce przyspieszyć, a jak nie da rady, to po 30km. Taki był plan!
Pierwsze 3 kilosy, jak w mordę strzelił! 4:14, 4;14, 4:12… teraz szybciej. W głowie mi się kreci, zaraz upadnę, albo zejdę. Jak tu biec, a to dopiero początek?
Przez pierwsze 5 kilosów miałem zawroty głowy, ale ku mojemu szczęściu przeszło i teraz mogłem biec nogami i głowa jednocześnie.
Przede mną biegła w różowo-fioletowej koszulce Kalenji zawodniczka ze Szczecinka Antonina, którą znam z dwóch biegów. W zeszłym roku w Szczecinie pokonała mnie w Półmaratonie Gryfa, bo pobiegła rozsądniej, a w tym roku walczyłem z nią na ostatnich kilometrach na półmaratonie w Poznaniu i ostatecznie wygrałem. (oczywiście w wirtualnym wyścigu). Teraz widziałem ją kilometr przed sobą i oddalała się. Myślałem sobie, ale jest mocna, skoro w Poznaniu pobiegła gorzej, a teraz tak wyrwała. Pomyślałem, że po 21 kilometrze będę się do niej powolutku zbliżał. Wiało niemiłosiernie i musiałem co jakiś czas biec w grupie. Jak grupa zwalniała opuszczałem ja i biegłem dalej. Po jakimś czasie znów ujrzałem różowo- fioletowa plamkę i zacząłem się do niej zbliżać. Dogoniłem i wyprzedziłem. Teraz miałem inny cel.
Na nawrocie w Dębnie widziałem przed sobą ubranego w czerwoną koszulkę z Silesia-Maratonu znajomego Leszka, który odgrażał się wszem i wobec na Facebooku, że zamierza złamać 3h. :)
Pomyślałem, że teraz on będzie moim królikiem i jego muszę za wszelka cenę dogonić. Na długim podbiegu i to pod wiatr minąłem go i wszedłem w zakręt. Czułem się doskonale, ale zmęczony. W głowie miałem słowa klubowego kolego Roberta, który gorąco kibicował w Dębnie. Brzmiały one jakoś tak:
- „Dawaaaj Zbyszek, dawaj… wyglądasz bardzo świeżo”.
Przez cały maraton moje myśli krążyły wokół tego stwierdzenia! Jeżeli wyglądam świeżo, to może nie będę miał na trasie kryzysu, może mi się uda utrzymać tempo do końca?
Na trasie miałem jeszcze jednego gorącego kibica. A w zasadzie kibickę – koleżankę Justynę. Na każdym kółku wrzeszczała i podnosiła mnie na duchu! To było wspaniałe euforyczne kibicowanie. (po maratonie dowiedziałem się, że Justyna spodziewa się dziecka i nie mogła pobiec. Ale tak ją nosiło, że przeszła pieszo jedna pętlę maratonu! I na każdym kółku głośno wszystkim kibicowała). Powiedziała również, że wyglądałem NA BARDZO UMĘCZONEGO :-/
Dzięki Robert, za te kłamstwo, że wyglądam świeżo :-))) Pomogło bardzo. Następnym razem wezmę na maraton kieszonkowe lusterko.
Ostatnie kilka kilometrów i nagle tempo jednego z nich spada na 4:22. Myślę sobie, no tak – kryzys. Jak się szybciej biega maraton, to kryzys nie jest już na 30km, a później. Na 37, 38…km?
Na szczęście, to zwolnienie było spowodowane bardzo przeszkadzającym wiatrem i po chwili znów przyspieszyłem. Ostatnie finiszowe kilometry biegłem niestety pod wiatr :-(

Na mecie czas 2:56:36.

49-ty open;

Dziesiąte miejsce w nowej kategorii wiekowej M-40. ;

24 miejsce w Mistrzostwach Polski ;

4-te miejsce w Międzynarodowych Mistrzostwach Strażaków!!!



No i dwa czarne paznokcie :-) po jednym na każdej stopie w nagrodę.

Bardzo chciałem złamać 3h przed ukończeniem 40 lat. Bałem się, że potem mogę nie dać rady.
Jestem spełniony i zadowolony z siebie. Tak miało być.




















Blog moga komentować tylko Przyjaciele autora


kiził (2012-04-19,21:02): Wielkie gratulacje i szacunek, dwójka z przodu to wielka wartość a "czwórka" z przodu niebawem do kompletu. Precz z trójkami!!!! Mam zamiar brać z Ciebie przykład, pozdrawiam.
Novik (2012-04-20,07:19): Gratulacje wielkie - w końcu Ci się udało. O czym teraz będziesz marzył...??
markos (2012-04-20,07:49): Gratuluję i witam w klubie łamaczy trójki. Moje 3:04:39 tego dnia w Paryżu też mnie satysfakcjonuje.
Marysieńka (2012-04-20,08:27): Naaareszcie zadowolony...wielkie gratki:))
dario_7 (2012-04-21,12:33): Ech... w pierwszej części tekstu mruczałem sobie pod nosem - "Darciu, żadnych życiówek, to nie dla ciebie!"... Ale potem znowu wróciły "dziecinne" marzenia ;))) Gratki, do upartych świat należy!!! :)))
snipster (2012-04-21,18:15): Gratki Zbigu fantastico biegu ;) czas rewelka a i na mecie byles swiezynka w przeciwienstwie do mnie ;)
zgrzecho (2012-04-21,19:01): jeszcze raz gratki! Należalo się Tobie :)) Co teraz???
zbig (2012-04-21,19:45): Jutro dyszka w Szczecinku. Na luzie.
Michał1980 (2012-04-30,07:37): Gratulacje, dopiero teraz doczytałem że złamałeś trójkę. Czytając całą twoją historię prób łamania 3 godzin podziwiam upór. Jeszcze raz gratulejszyn!!!







 Ostatnio zalogowani
Andrea
01:45
Artur z Błonia
22:44
szalas
22:40
jacek50
22:29
Piotr100
22:26
manjan
22:17
maratonczyk
22:10
rdz86
22:02
janusz.m
21:59
japaszk
21:57
maleńka26
21:46
benfika
21:42
Pawel63
21:32
damiano88
21:27
lisu
21:24
Andrew67
21:20
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |