2009-09-06
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Pólmaraton...nad Maltą (czytano: 154 razy)

W piatek, mniej więcej, ustaliłem sobie plan treningowy, przygotowujący mnie do maratonu. W niedziele chciałem robić rozbiegania w Zielonce, czyli w lesie. W zeszłym tygodniu pokonałem tam ok 27-28 km, tak więc miałem ustaloną trasę. W sobote rano jednak poczytałem troche Runnersa, gdzie natknąłem się na pare ciekawych artykułów. Między innymi dowiedziałem się, że najdłuższy bieg w tygodniu nie powinien przekraczać połowy sumy km przebiegniętych poza tym. Także wpadłem na pomysł, że do maratonu poznańskiego będę biegał w niedziele nad Maltą. Raz, że moge ustalić krótszy dystans, dwa, że pobiegam trochę na asfalcie, trzy, że będę miał dokładną kontrolę nad czasem, który ma miesiąc przed maratonem ma już dla mnie jakieś znaczenie. A nad Maltą, wzdłuż trasy są dokładne znaki, umieszczone co 250 m, także bardzo łatwo kontrolować czas. Tak jak zaplanowałem, tak zrobiłem, przyjmując dokładny harmonogram czasowy, wg którego będzie przebiegał 11 października. Pobudka o piątej, pierwszy posilek o siódmej, drugi o dziewiątej, start o 10. Tym fajniej, że Malta znajduje sie w bezpośrednim sąsiedztwie ulicy, na której nastąpi start maratonu. Tym samym sprawdziłem, czy dieta którą stosuje jest odpowiednia i nie będzie przeszkadzać w biegu. Zgodnie z oczekiwaniami nie przeszkadzała :)
Malta jest też dla mnie jakimś symbolem, gdyż pod koniec maja po raz pierwszy przebiegłem tak swoje 5 km bez żadnego przygotowania. Poźniej co tydzień biegłem już nad Wartą albo w lesie 6,8 i 11 km, by znów pod koniec czerwca przebiec 5 km nad Maltą, poprawiając czas o 1,5 min i od lipca rozpocząć regularne treningi - 3x w tygodniu - strzelony nagle chęcią startu w maratonie.
Niemniej, przyzwyczajony do biegania w terenie, czułem się co najmniej dziwnie, realizując swój trening nad Maltą. Hałas miasta, sporo ludzi biegających, spacerujących, jeżdżących na rowerze, kolejka maltańska gwiżdżąca na wszystkich dookoła, jeżdżące wzdłuż samochody... Założyłem, że przebiegne 4 okrażenia. Na poczatku lipca gdy zacząłem treningi bardzo chciałem pobiec w półmaratonie w Pile, zeby sie trochę przetrzeć, zobaczyć jak to jest brać udział w masowym biegu. Jednak przeciążenie stawów pod koniec lipca, związana z tym 10-dniowa przerwa i mniej więcej 14 dniowy powrót do tego, co biegałem, spowodował zmiane decyzji. Dlatego dziś pomyślałem, że sam sobie zrobie półmaraton nad Maltą. Założyłem tempo 4:45, czyli 15 s. szybciej, niz chciałbym przebiec maraton, mieszcząc się w 3:30. Pierwsze dwa km były wolniejsze - 5 min i 4:55, ale następne już gładko wychodziły po 4:45. Poczatek słabszy mimo rozgrzewki, za to na końcu pobiegłem pare km po 4:40. Troche przeszkadzali rowerzyści, którzy dziś mieli swój wyścig, cześciowo nad Maltą. Chcąc nie chcąc, musiałem okrążać rowerowy start, także w sumie wyszło pewnie, zamiast 21.200 ok 22 km. Łączny czas 1:45 min. Wrażenia: maraton będzie naprawde próbą charakteru dla mnnie. Stopniowo, wraz z ilością treningów i zwiększającą się ilością km nabierałem przekonania, że maraton, przynajmniej do pewnego pułapu czasowego, jest nie tyle sprawą kondycji, czy wydolności płuc i serca ile wytrzymałości nóg, stawów i kości. Dziś przekonałem sie o tym do końca. W sumie mógłym, może nie zupełnie na luzie, ale jednak, prowadzić dialog przez cały trening, za to z każdym km wzrastała sztywność nóg. Ja nie wiem, jak to będzie na dwa razy dłuższym dystansie :)) Mam nadzieje, że jakas adrenalina zadziała i pomoże, bo jak się w końcu wywróce, to chyba nie wstane :D Wczoraj, na tym portalu, czytałem z przejęciem artykuł jednej osoby o swoim pierwszym starcie w triathlonie. Nie ukrywam, że jest to również moje marzenie. Niemniej z zaciekawieniem przeczytałem, że własnie przy okazji tego triathlonu szukali ochotnika, który w 4 miesiące przygotowałby sie do niego z całym wsparciem trenerskim i jakimkolwiek innym. Na połowie dystansu olimpijskiego, który uwazam za mniej męczący niż pełny maraton. Ja mam 3 miesiące bez jakiegokolwiek wsparcia, nawet w sumie bez żadnych znajomości, bo jestem żółtodziobem w przygotowaniach do takiego dystansu. Chyba do końca nie wiem, na co sie porwałem ;) Ale jak zaczałem, to dokończe, najwyżej wmieszam się w tłum kibiców z pochyloną głową :P. Chce się o czyms przekonać, ale o czym, to napisze jak ukończę z powodzeniem start 11 października.
A tak w ogóle to się cieszę, że zobaczylem dziś tyle osób, którym chce się rano w niedziele podnieść tyłek i zadbać o swoje zdrowie :) Serce rośnie i w duszy gra gdy sie widzi taki obraz. Na ulicach było pusto, gdy przed 10 zmierzałem nad Malte, za to nad sama Maltą były już dziesiątki osób. Oczywiście znalazło się też parę "wczorajszych" osobników, którzy skądś wracali mając problem z zachowaniem pionu, albo wstali i przyszli wytrzeźwieć, ale to był tylko nikły procent. Fajna, przyjemna i pracowita niedziela i to przyjemne zmęczenie, które odczuwam teraz..., warto było !
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |