2009-07-18
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| pierwszy maraton (czytano: 145 razy)

Wczoraj myślałem na temat mojego pierwszego startu w maratonie, który odbędzie się w Poznaniu. Cieszę się w ogóle, że nigdzie się nie muszę ruszać, żeby wystartować w największym maratonie w Polsce :) Mam już nawet swój numer startowy, całkiem fajny - 480.
I kiedy tak myślałem, jak to wszystko będzie wyglądało nieuchronnie nadeszły myśli o czasie, w jakim chciałbym przebiec ten maraton. Podobne myśli miałem już oczywiście wcześniej, ale to zanim zacząłem jakiekolwiek systematyczne treningi. Wcześniej zatem wymyśliłem sobie, że złamanie trzech godzin byłoby doskonałym wynikiem, jak na debiut. Szybko jednak zweryfikowałem swoje marzenia, gdyż oznaczałoby to, że musiałbym biec w granicach 4:15/km. Cztery miesiące treningu z pewnością nie wystarczą, żebym osiągnął taką wydolność.
Tak na realnie..., na dziś..., wiedząc że jeszcze ponad dwa i pół miesiąca do startu - sądzę, że jeśli będę kontynuował treningi, które sobie założyłem - jestem w stanie pokusić się o 3:30. Oznaczałoby to, że muszę biec średnio 5 min/km i na ostatnich 5 km przyśpieszyć o 15 s na każdym z pozostałych pięciu. Nie mając kompletnie żadnego doświadczenia w maratonach wygląda mi to całkiem realnie, natomiast jak to będzie naprawdę, to się przekonam na własnej skórze :))
W trakcie tych rozmyślań nagle wpadła mi też do głowy inspiracja, że przecież nie muszę sobie stawiać żadnych ograniczeń, barier, czy oczekiwań. Że przecież to nie olimpiada, ani żadne zawody - przynajmniej dla mnie w tej chwili - więc po co w ogóle kontrolować czas ? Po prostu pobiec, zdać się na własna intuicje, a nie co km kontrolować czas. Przecież wtedy można nie zdążyć poczuć, po co w ogóle się biegnie. Ja chce, żeby start dał mi radość i satysfakcje a nie był logiczno-matematyczną walka ze sobą. O... biegnę 3 sekundy za wolno, to muszę przyśpieszyć bo nie będę zadowolony na mecie. Albo 10 sekund za szybko, to zwalniam bo się zajadę...
Chciałem kupić któryś z tych fajnych zegarków z GPS, wydatek ok 1000 zł to sporo jak dla mnie, ale pewno jakoś tam bym sobie poradził. Ale pamiętam jak trenowaliśmy w podstawówce, zwykły stoper i pomiar tętna na koniec wystarczał w zupełności. Zrezygnowałem, chociażby dlatego, ze to jakieś kolejne ograniczenie. Próbujemy, w naszej coraz bardziej skomputeryzowanej epoce - zastępować dokładnie każdy przejaw intuicji i zdrowego rozsądku maszynkami, które zamiast naszych własnych wrażeń i odczuć podają gotowe cyferki. Stawiamy wyłącznie na lewą - logiczną półkule. A to ta prawa jest twórcza, kreatywna.
Suma sumarum :D
Postanowiłem wystartować w swoim pierwszym maratonie w tzw biegu na ... intuicje. Będę się kierował własnym biologicznym zegarem, myślę, właściwie jestem pewny, że niezależnie od wyniku, czy nawet przebiegnięcia/nieprzebiegnięcia królewskiego dystansu, takie doświadczenie będzie o niebo cenniejsze, niż gdybym realizował jakieś swoje logiczne założenia.
Mało tego, ponieważ lubię experymenty - takie samo założenie przyjmuje sobie w zakresie treningu :P Od dziś nie mierze czasu, tętna i odległości. Pewno będę jednym z nielicznych, którzy tak postępują, niemniej na takim jak mój - amatorskim etapie biegania - mogę sobie na to śmiało pozwolić. Jednym z ważniejszych dla mnie ideałów jest wolność i to jest pewno główna przyczyna takiej a nie innej decyzji. Zobaczymy jakie przyniesie efekty, sam jestem ciekaw :))
Blog moga komentować wszyscy zalogowani czytelnicyDodaj komentarz do wpisu |