2015-09-17
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Louve. (czytano: 497 razy)

Czas treningów powoli dobiega końca.
Wizyta w Warszawie będzie krótka, ale bardzo intensywna. Nie tylko biegowo muszę się do niej przygotować.
Później jeszcze tylko Silesia i chwila laby dla odpoczynku.
Nie, przegoniłam z widnokręgu ten jeden dodatkowy start. Pewnie, że mogłabym, ale nie byłoby to mądre. A obiecałam sobie przecież, że na rzeczy niemądre, przynajmniej pod kątem startów, pozwalać sobie nie będę. Na to po prostu nie jestem gotowa. Nie chcę się rozmieniać na drobne. Jeszcze przyjdzie czas, gdy tam powrócę.
Ale mogłabym to, no, pochodną tego, ustawić jako główny cel na wiosnę. Takie cele zawsze dobrze robią...
Dzisiaj, sprawdzając jakie specjalistyczne mam w tym tygodniu, złapałam się na tym, że pierwszy raz oglądam tę stronę tej książki, że pierwszy raz patrzyłam, co robi się w ostatnim tygodniu przed maratonem... Po prostu nigdy wcześniej tutaj nie dotarłam. Z jednej strony radosne, z drugiej smutne, jeśli spojrzeć na to, którędy tu dotarłam.
Trwa też ostatni tydzień mojego "ekstra" wyzwania. Waga ciągle leci w dół, na tym polu też osiągam nowe rekordy. Ciekawe, kiedy to się zatrzyma. Myślałam, że tak z jeszcze 2-3kg by się dało, ale pamiętam że wzorcowo, to jeszcze 5. Poza tym wolę się wyrzeźbić, niż być po prostu szczupłą. Tak czy siak- w lustrze się nie poznaję. Zresztą, M. jak mnie zobaczył to staksował wzrokiem i bez ogródek stwierdził, że jak byłam bardziej przy sobie, to lepiej wyglądałam. Może?
Miło ze strony września, że jeszcze dopieszcza ciepłem i miłą pogodą. Wczoraj wieczorem było tak cudownie!
Jednak zaglądam już w niebo szukając Oriona. Coś mi mówi, że spędzimy sporo czasu razem tej zimy...
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |