Jestes
niezalogowany
ZALOGUJ

 

  WIZYTÓWKA  GALERIA [91]  PRZYJAC. [91]   BLOG   STARTY   KIBIC 
 
Magda
Pamiętnik internetowy
Ziorko do ziorka

Magdalena R-C
Urodzony: --------
Miejsce zamieszkania: hożuf
877 / 949


2015-09-06

Dostęp do
wpisu:

Publiczny
Po samiutki brzeżek. (czytano: 538 razy)

 

Strzeliło mnie w krzyżu i odpuściłam bieganie na dwa dni, bo czułam każdy krok w kręgosłupie. Trochę niefajnie, bo mi specjalistyczne uciekły, i to na 20 dni przed maratonem....chociaż teraz to już i tak nic "bardziej" nie zrobię.
Plan dodatkowy za to idzie jak po maśle, efekty nawet widać w ciele...w kształtach...w gęstości...

Dzisiejszy dzień trochę mi pouciekał nie na tym, na czym powinien. Znowu nie zrobiłam wszystkiego co chciałam, weekend mógłby mieć jeden dzień więcej. Może jeszcze z dwa-trzy dni wolnego wezmę żeby się wreszcie z pewnymi rzeczami wyrobić.
W końcu pisma, o które ładnie poprosiłam, nie dostałam. Muszę sama je stworzyć, a to niewątpliwie się oprze o Urząd Skarbowy i kto wie co jeszcze, pewnie Wydział do walki z przestępczością gospodarczą. Trudno. Nie mnie się będzie odbijać.

Wczorajszy dzień zaś był do połowy udany. I nawet rozmroziłam lodówkę :D sporo z tym czekałam, bo chciałam też od razu przerobić drzwi, żeby otwierały się w drugą stronę (otwierały się na ścianę, a w zasadzie na okno). Z jedną wredną śrubką walczyłam dwie godziny. Ale dopięłam swego! Tak więc lodóweczka czyściutka, poskręcana, z drzwiami normalnie się już otwierającymi.... to był ten moment, gdy mogłam z pietyzmem odwinąć z papierowych torebek dwa magnesy i przykleić je na drzwiach.
Pamiętasz, Kochanie, gdzie je kupiliśmy? :)
Zajmują teraz dumne miejsce obok świadectw moich zagranicznych startów. Na bocznej ścianie są jeszcze dwa magnesy Przyrzeczonego, magnes z gliwickiego biegu. Na przedniej jeszcze kilka, ale część nadaje się już tylko do wyrzucenia, jak choćby te najstarsze z Mildesu, który już nie istnieje, a które wiszą na kolejnych lodówkach od początku lat 90.....


Tak myślę o tym swoim bieganiu w tym sezonie...
Nie zrobiłam tak spektakularnych postępów, jak wtedy gdy mieszkałam w Gliwicach (pomijając fakt, że wtedy nie dokończyłam realizowania planu). Analizowałam to w czasie ostatniego biegania i dotarło do mnie, że w ogóle nie robię przebieżek. Owszem, biegam trochę szybciej, jestem bardziej wytrzymała, chociaż całą prawdę pokaże dopiero maraton. Ale nie odnotowałam takiego skoku jak wtedy. Pamiętam to dokładnie, przy początku III fazy jest ta gwiazdeczka a w odnośniku informacja o możliwości przeskoczenia na wyższy poziom (wyższe VDOT) jeśli zrobiło się postępy. I wtedy mogłam to zrobić. Teraz, w zasadzie, jestem stale na tym samym poziomie. I kto by pomyślał, że głupie przebieżki, głupie 6-8*60-80m może tyle dać... Czemu o nich zapomniałam? Bo wpadając w przygotowania bazowałam tylko na tabelce. Wbrew temu, jak to zwykle u mnie wygląda, nie przeczytałam całego rozdziału. Zawsze czytam, właśnie po to, by sobie wszystko przypomnieć, by niczego nie pominąć... Teraz tak nie było. Po prostu zaczęłam biegać a później tylko patrzyłam w tabelkę......

Druga rzecz, nad którą rozmyślałam, to że w życiu tak się nie staram i nie walczę, jak na treningach. W ćwiczenia, w bieganie, wkładam całe serce. Dlaczego w zwykłej codzienności tak ostatnio nie potrafię? Czy to robota Przyrzeczonego- skoro skradł całe (serce) to najwyraźniej nie mam czego używać do zmagań z innymi okolicznościami przyrody? A może to to starcze podejście do życia, które już kiedyś u siebie obserwowałam? A zmarszczek dalej ni hu hu.....



Nim ułożę do snu swe członki :D to jeszcze taki drobiazg z jednego z porannych biegań. Kończyłam swoją zwyczajową pętelkę, blisko do domu... Jakoś nie zwróciłam uwagi, że to TO miejsce, bo niby czemu miałabym. Zza wyższego samochodu, zaparkowanego przy chodniku, wyłania się facet. Przeprowadzam szybką kalkulację, że facet zdąży się przesunąć do budynku i że najlepszą opcją jest wbicie się między niego i samochód, niż między niego i budynek. Więc nie zwalniam. Z trudem udaje mi się wyhamować....nad trumną. To był pracownik zakładu pogrzebowego i właśnie z kolegą przenosił trumnę, która prawie skosiłam. Pełną... trumnę. Zrobiło mi się z leksza słabo- co by było, gdybym biegała szybciej?

Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga







 Ostatnio zalogowani
kostekmar
17:53
gora1509
17:02
POZDRAWIAM
16:36
placekjacek
16:25
szalas
16:19
MarasP
15:42
Leonidas1974
15:39
przemcio33
15:29
marcoair
15:27
Raffaello conti
15:02
biegacz54
14:56
czewis3
14:31
mariuszkurlej1968@gmail.c
14:06
mariuszm
13:55
malkon99
13:38
arek82
13:30
|    Redakcja     |     Reklama     |     Regulamin     |