2016-07-01
Dostęp do wpisu:
Publiczny
| Ślepe zaułki (życie nie pieści, popieśćmy się sami) (czytano: 748 razy)
PATRZ TAKŻE LINK: https://www.youtube.com/watch?v=TunrxPcGw_Q&spfreload=10

Znowu wszystko staje na głowie. Znowu- sama jestem sobie winna. Błędów popełniam coraz mniej, ale niektórych nie potrafię wyeliminować.
Najchętniej zaszyłabym się w jakimś ciemnym kącie, w pozycje embrionalnej, tak żeby łokciami przytkać uszy i dłońmi ochronić głowę. Odciąć się od wszystkiego. Potrzebuję pobyć sama z sobą, ale nie da się tak zupełnie. Jest mi to niezbędne.
Zamiast tego muszę znowu stanąć do walki.
Więc podnoszę się znowu, odwracam od bezpiecznego kącika, podwijam rękawy i zaciskam dłonie w pięści. Nie lubię walczyć, ale jeśli muszę to podejmę wyzwanie. Nacieram w ataku.
Znowu biorę się z życiem za bary.
Wygram. Zawsze wygrywam. Czasem jest to zwycięstwo w glorii i chwale. Czasem długo wylizuję rany. Ale przetrwam każdą burzę, każdą noc. I jeńców nie biorę.
Ostatnio kupowałam kremy na mordę, bo to co mam już się kończy. Odruchowo wsadziłam do koszyka 30+ ale doszłam do wniosku, że daleko mi do tej 30... wyciągnęłam, wsadziłam 40+, tak teraz lepiej. Nie wiem, czemu baby robią z tego taką tragedię....
Nabiłam znowu punktów, mam już ich 103 z tych potrzebnych 360. Więc jest szansa, że się uda w tym roku. Totalnie się zakręciłam. Wieczorem, zamiast z książką, ślęczę nad mapą. Przeliczam czasy, punkty, szacuję topień trudności, porównuję. Powoli Beskid Śląski robi się dla mnie za ciasny.
Jest coś cudownego w zapachu rozgrzanego słońcem igliwia. W tej ciszy, która aż dzwoni w uszach. Ale za mało, za krótko...
Zastanawiam się co z moim bieganiem. Lekarza dorwę dopiero w połowie sierpnia.
Przypomniał mi się za to dowcip, który, myślę, doskonale wszystko odda:
- Jasiu, proszę żeby twoja mama pojawiła się jutro w szkole!
- Ale mama nie przyjdzie, nie żyje. Walec ją przejechał.
- Och, przykro mi bardzo. W takim razie tata.
- Tata nie przyjdzie, nie żyje. Walec go przejechał.
- Boże, co za tragedia! W takim razie jakaś ciocia albo wujek?
- Nie przyjdą, nie żyją. Walec ich przejechał.
- Rany boskie- dziadkowie?
- Też nie żyją.
- Walec?
- Tak.
- Biedne dziecko! I co ty teraz zrobisz?
- Jak to co? dalej będę jeździł walcem.
Autor zablokował możliwość komentowania swojego Bloga |